Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

Sprzedawcy Hi-Fi

(Suplement felietonu „Sprzedawcy muzyki”)

   Niedawno miałem możliwość odwiedzić kilka wielkopowierzchniowych sklepów zajmujących się sprzedażą ogólnie pojętej elektroniki oraz sprzętu AGD.

Domyślacie się, że raczej nie interesowały mnie wszelakie młynki do mielenia kawy, odkurzacze czy pralki. Od razu kierowałem swoje kroki w stronę stoisk z urządzeniami audio. Powodowała mną czysta ciekawość. A ponieważ dosyć dawno nie bywałem w takich miejscach, moje zaskoczenie było olbrzymie. Całe ściany i stojaki zastawione różnego rodzaju i gabarytu telewizorami. No dobrze, bo takie sklepy powinny mieć w ofercie bardzo bogaty wachlarz propozycji. Ale to RTV a nie Audio.

W każdym z odwiedzanych sklepów trafiałem ostatecznie do „kącika”, gdzie można było znaleźć urządzenia przeznaczone do słuchania muzyki. To co zobaczyłem, było co najmniej załamujące.

Na podłodze i półkach stała cała masa kolumn i monitorów o jakości wystarczającej do Kina Domowego, ale na pewno nie do delektowania się klasycznym dźwiękiem stereo hi-fi. Część z nich nosiła dumną informację, że są to głośniki łączące się z amplitunerem poprzez bluetooth.

Można i tak, jeżeli potencjalnemu użytkownikowi nie zależy na w miarę dobrej jakości. Takich jest wielu, więc nie ma o co kruszyć kopii. I tak na półkach prężyły się głośniki do kina domowego przyłączane klasycznym przewodem głośnikowym, głośniki (również do kina domowego) łączące się poprzez bluetooth, a także cała masa mniej lub bardziej mobilnych głośniczków przeznaczonych jednoznacznie do połączeń bluetoothowych z telefonem, tabletem lub komputerem.

Niestety w żadnym z tych wielkich sklepów nie natknąłem się nawet na ślad kolumn/głośników prezentujących jakość wystarczającą do tego, żeby je łączyć z prawdziwym, poważnym sprzętem audio. Zapewne zrozumieliście już, że jeżeli chodzi o dobór i kupno porządnych głośników, potrafiących grać naturalnym, zrównoważonym dźwiękiem, to nie ma co liczyć na pomoc wielkich sieciowych marketów. Po prostu ich tam nie znajdziecie.

A co z typową elektroniką audio hi-fi?

   Czy znalazłem coś ciekawego? Ciekawego nie, ale jednak coś. W każdym z tych sklepów dostępne były wzmacniacze z absolutnie najniższej półki jakościowo-cenowej w liczbie dwóch sztuk. Każda od innego producenta. I nie byli to producenci słabej klasy, tyle że wspomniane wzmacniacze, to rzeczywiście ich oferta dla bardzo niewymagających słuchaczy.

Na półkach dojrzałem także kilka gramofonów analogowych. Różnej klasy i w różnych cenach, ale niemal wszystkie to tzw. „dół” lub w najlepszym wypadku poziom niższy-średni.

Tylko w jednym sklepie widziałem odtwarzacz CD i to naprawdę najniższej klasy.

Wcale nie zamierzałem się z nikim droczyć, ani nikogo „wkręcać”. Pozwoliłem sobie zadać obsłudze kilka pytań dotyczących sprzętu audio. Niekoniecznie tego, który widziałem na ekspozycji. Pytałem o nieco wyższe modele wzmacniaczy, uczciwsze głośniki, przyzwoitsze odtwarzacze itp.

Zgroza! Kompletny brak wiedzy wśród personelu, był przerażający. Każdy z kim rozmawiałem, na siłę starał się mi pokazać Receivery do Kina Domowego, obszernie reklamując ich niewiarygodnie idealny dźwięk, łączący naturalność z dynamiką i wszystkim czego JA potrzebuję. A nawet nie tylko potrzebuję, ale marzę, pragnę i pożądam. Hmm... W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że jedyne czego te cudowne, zjawiskowe (i tanie) Receivery nie potrafią, to robienie śniadania do łózka. Chociaż kto wie...? Gdybym o to zapytał, to być może odpowiedź doradcy mogłaby mnie zdziwić.

Ale kiedy tylko wracałem uparcie do tematu prawdziwego stereo, Doradcy rozpoczynali strategiczny odwrót. W sensie dosłownym. W ciągu kilku minut okazywało się, że jeden musi iść na przerwę, drugi koniecznie w tej chwili powinien się zająć wycieraniem kurzu, a trzeci wykonać bardzo pilny i bardzo zaległy telefon do jakiegoś klienta.

Naprawdę nie starałem się zadawać żadnych podchwytliwych ani trudnych pytań. Nawet nie próbowałem być upierdliwy. Szybko zrozumiałem, że powiedzieli mi absolutnie wszystko co wiedzą. I tyle. Każde moje najprostsze pytanie drążące temat było zbyt trudne.

I taka jest smutna prawda. Kiedyś już napisałem felieton „Sprzedawcy Muzyki”, który poruszał bardzo podobny temat. Tym razem miałem możliwość przekonać się, że nie tylko ludzie opiekujący się stoiskami z płytami częstokroć nie mają zbyt dużej wiedzy o muzyce, ale również ci z działów sprzedających urządzenia audio/video nie są żadnymi specjalistami. Ot przypadkowi ludzie z ulicy, wyszkoleni przez firmę do sprzedaży wyłącznie najpopularniejszych rzeczy. Najpopularniejszych, względnie takich, na których wciskaniu niezorientowanym konsumentom, sklepowi najbardziej zależy.

Dlaczego przyszło mi do głowy zrobić rundkę po mega-marketach elektronicznych?

Zrobiłem tak ponieważ jakiś czas temu moi znajomi z dumą zaprezentowali mi „absolutnie genialny i doskonale grający sprzęt Hi-Fi” kupiony „niedrogo i w promocji” w jednym z takich sklepów.

Skąd opinia o tej rzekomej super jakości? Bo tak powiedział sprzedawca, który im to wcisnął.

Horror. Ten ultra doskonale brzmiący sprzęt, to mikrowieża. Owszem zdarzają się zestawy mini potrafiące grać naturalnie, miło i w miarę dokładnie, ale na pewno nie ten.

Brak wiedzy ze strony kupującego i niewystarczająca wiedza sprzedającego potrafią doprowadzić do sytuacji wręcz groteskowych.

Ciekawe, że moi znajomi, choć początkowo z dumą pokazali swój nowy zakup, sami po jakimś czasie doszli do wniosku, że z tą jego jakością nie jest najlepiej.

No cóż...Po sprzęt trzeba było iść gdzie indziej.

Pytanie. Gdzie?

   Stosunkowo dawno nie odwiedzałem również wyspecjalizowanych salonów audio, więc byłem ciekawy, czy nadal trzymają poziom.

Pofatygowałem się do dwóch i muszę przyznać, że nie zmieniło się nic. Obsługa miła, uprzejma i naprawdę doskonale przygotowana do rozmowy. Bez problemu udało się nawiązać rozmowę wypełnioną wiedzą zarówno teoretyczną, jak i praktyczną. A właśnie ta praktyczna jest najważniejsza, bo suche dane techniczne zazwyczaj niewiele mówią, lub potrafią być wręcz mylące. Dzięki pomocy fachowców tego typu zdołacie uniknąć wielu nieporozumień, rozczarowań, czy wręcz ewidentnych wpadek.

Sposobem najprostszym i wielokrotnie przeze mnie sprawdzonym, jest następujące postępowanie: idąc do poważnego salonu audio (nieważne czy chodzi o sprzęt fabrycznie nowy, czy vintage) przygotujcie się do rozmowy. Określcie doradcy ile gotówki zamierzacie przeznaczyć na zakup konkretnego rodzaju urządzenia. Następnie powinniście go poinformować jakiej muzyki słuchacie najczęściej i jak chcielibyście żeby brzmiała. Na przykład określenia typu: ostro, dynamicznie lub miękko, ciemno, a także naturalnie, zrównoważenie, pomogą nie tylko w samej rozmowie, ale także będą jasnym sygnałem dla doradcy, co mógłby Wam zaproponować.

Kluczowym słowem jest tutaj „zaproponować”, bo o „wciskaniu” w takich salonach nie może być mowy. Zbyt sobie cenią własną renomę, na którą niejednokrotnie pracowały przez z górą trzydzieści lat.

Zawsze należy poprosić o podłączenie wybranego/proponowanego przez doradcę urządzenia, i wykonanie próbnego odsłuchu. Jeżeli jego wybór trafił w Wasz gust, kupujcie i nie zastanawiajcie się nad innymi możliwościami. Jeżeli jednak brzmienie wybranego klocka Wam nie pasuje, od razu informujcie o tym sprzedawcę. Również w przypadki kiedy dźwięk podoba się Wam umiarkowanie, ale jest zbliżony do Waszych oczekiwań i marzeń, również od razu to zasygnalizujcie. Zawsze wtedy istnieje szansa, że wspólnie z doradcą wybierzecie inny sprzęt, który w końcu uznacie za idealny.

Oczywiście wszystko to tylko w przypadku, kiedy chcecie kupić sprzęt grający dobrze, dokładnie, a także trwały mechanicznie i elektronicznie.

Po dobry sprzęt nie chodźcie do żadnych wielkich sieciowych sklepów. Nieważne czy w ich nazwie zawiera się słowo „Media”, czy „Neo”. Tam Wam nie pomogą, bo po pierwsze nie mają o tym zielonego pojęcia, a po drugie tego typu urządzeń tam nie znajdziecie.

Sprzęt kupiony w wyspecjalizowanym salonie będzie oczywiście nieco droższy niż w mega-markecie, ale nie będzie to różnica na tyle duża, jak mogłoby się Wam wydawać.

Za to obsługa, wiedza i poświęcony Wam czas są wręcz nieocenione. Bo w końcu chodzi o to, żebyście to Wy byli zadowoleni z zakupionego sprzętu. Doradca zaś powinien odczuwać satysfakcję z dobrze wykonanego zadania polegającego na właściwym doborze urządzenia, zgodnie z Waszym gustem i oczekiwaniami.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz