Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

Nowe Technologie – Wygoda czy uzależnienie?

   Trochę odbiegnę tym razem od tematyki do której przyzwyczaiłem naszych czytelników. To nie będzie Felieton dotyczący bezpośrednio zagadnień związanych z urządzeniami audio, ani z muzyką. Chociaż na upartego, może mieć z nimi coś wspólnego.

Poświęcę chwilę na garść moich spostrzeżeń wyniesionych z obserwacji społeczeństwa i jego nawyków, które w ostatnim czasie bardzo się nasiliły.

Smartfony

   Telefony, które już dawno przestały być jedynie telefonami. Teraz mają tyle różnych możliwości, funkcji, zadań, że nie tylko mogą, ale nawet pełnią rolę większości wcześniej używanych urządzeń elektronicznych. Mnogość aplikacji pozwala dzisiaj już niemal na wszystko. I co chwilę pojawiają się wciąż nowe. Do czego to prowadzi? A w zasadzie już doprowadziło?

  Od pewnego czasu podróżuję do pracy Metrem. Czasem wagonik, którym jadę jest dosyć zatłoczony, a czasem bywa tak, że wraz ze mną podróżuje zaledwie kilkunastu pasażerów. W różnym wieku i różnej płci. Większość z nich, i to większość przytłaczająca, ma jedną wspólną cechę. Jest nią bezustanne, ciągłe wpatrywanie się w ekrany smartfonów.

Dyskretnie obserwując współpasażerów, szybko mogę się zorientować, kto z nich używa telefonu do rozmowy, a kto aktualnie słucha plików muzycznych. To widać, a czasem słychać.

Jednakże większość nieustannie przegląda różne strony internetowe.

Czasem zdarza mi się całkiem niechcący „zapuścić żurawia” w czyjegoś smartfona. I co zazwyczaj widzę? W 95% ekraników goszczą Facebook, Instagram i podobne portale społecznościowe.

   Sama idea takich portali nie jest zła. Pod warunkiem, że nie „wyciągałyby” wielu informacji o człowieku, który do nich zagląda. A niestety robią to na potęgę. Błyskawicznie orientują się co taki „oglądacz” lubi przepatrywać. Dzięki temu dokładnie wiedzą, co mu podrzucić nowego, czym oszołomić, omamić. I pomimo, że jeden z największych tego typu portali od pewnego czasu boryka się z poważnymi zarzutami i przegrywa jedną sądową rozprawę po drugiej, to ludzie nadal niezwykle chętnie do niego zaglądają. Wprost nie mogą się powstrzymać. I nic dziwnego, skoro ów portal ostatecznie przyznał się do stosowania uzależniających komunikatów podprogowych. Byle „piknięcie” telefonu, oznaczające pojawienie się nowego wpisu, zdjęcia, komentarza czy „polubienia”, sprawia, że momentalnie sięgają po smartfona, żeby się przekonać co też takiego niezwykle ważnego zaistniało na ich, lub ich znajomych profilu. Rzecz w tym, że nie dzieje się tam nic ważnego. Same czcze pseudo-informacje. O wszystkim i o niczym. Czyli, tak zwane „pierdoły”.

Racja. Część użytkowników sprawdza także swoje konta bankowe, adresy mailowe, pogodę, informacje o komunikacji miejskiej itp. Korzysta także z SMS-ów, MMS-ów, ogląda filmy itp.

Do czego zmierzam?

   Otóż urządzenia, które miały być w zamyśle czymś, co ludziom ułatwi życie, otworzy szerzej świat, w niezwykle krótkim czasie stały się niezastąpione. Do tego stopnia, że większość znanych mi osób nie wyobraża sobie już egzystencji bez takiego komunikatora. Muszą go mieć zawsze przy sobie. Musi być włączony, bo być może przyjdzie jakaś ultra ważna informacja o tym, że któryś znajomy zrobił sobie rano „selfie” w trakcie konsumowania pożywnej jajecznicy, lub w trakcie zawiązywania sznurowadeł. Przecież nie można czegoś takiego przegapić. Trzeba być „on line” i na bieżąco.

Pomyślcie. Jak to coś łatwo nad Wami zapanowało.

Ciągłe korzystanie ze smartfonów uzależnia jak co najmniej heroina. UZALEŻNIA!

Niełatwo się spod wpływu takich urządzeń wydobyć. A kiedy ktoś próbuje, to szybko odkrywa, że pojawiła się nowa, atrakcyjna lub rewolucyjna aplikacja z której absolutnie koniecznie i natychmiast, trzeba skorzystać. I tak napędza się to całe „koło uzależnienia”.

Miłe początki

A zaczęło się niby niewinnie...

   Pierwsze telefony komórkowe, były jedynie telefonami. Wkrótce wyposażono je w możliwość wpisywania do ich pamięci ważnych dla nas numerów, żeby nie musieć targać wszelkich kajecików, kalendarzyków i karteczek.

Niedługo potem pojawiła się możliwość prowadzenia czegoś w rodzaju korespondencji przy pomocy SMS-ów.

I to był ten moment, od którego zaczęło się wszystko co można uznać za początek rozkładu stosunków towarzyskich w ich dotychczasowej postaci i rozumieniu.

Kiedyś ludzie używali telefonów, żeby nawiązywać łączność werbalną. Konwersować.

Byli ze sobą blisko, nawet jeżeli dzieliły ich setki kilometrów. Możliwość słyszenia i SŁUCHANIA czyjegoś głosu, zawsze sprawiały przyjemność i dawały poczucie więzi społecznej, przyjacielskiej, rodzinnej, czy jak to chcecie nazywać.

Kiedy pojawiło się „dobrodziejstwo” SMS-ów, nagle ludzie przestali ze sobą rozmawiać w sposób, w jaki robili to poprzednio. Teraz coraz częściej wysyłali do siebie nawzajem krótkie, lakoniczne teksty. Im więcej czasu mijało, tym bardziej lakoniczne stawały się te wiadomości.

Ale nadal „komórki” były jedynie sprytniejszą formą telefonu.

Świat zwariował?

Aż tu nagle pewna firma „sadownicza” wymyśliła SMARTFONA.

   I świat oszalał. Każdy chciał posiadać takie ustrojstwo. Oczywiście z wyjątkiem tych, którzy mieli to w serdecznym i głębokim poważaniu. Od początku należałem do tej części populacji, która nie tylko nie widziała w tym urządzeniu czegokolwiek godnego pożądania, ale od początku chyba dostrzegła zagrożenia płynące z jego posiadania/używania i ewentualnych, choć jeszcze hipotetycznych kierunków rozwoju tej technologii i jej wpływu na życie ludzi.

I się nie pomyliliśmy. Wszystko rozegrało się dokładnie tak jak w naszych najgorszych koszmarach.

Przemyślcie. Z iloma swoimi niegdyś bardzo bliskimi znajomymi spotykacie się fizycznie częściej niż raz na kwartał? A ilu macie znajomych lub obserwujących na FB? Czy osobiście znacie ich wszystkich? Kiedy piliście z nimi kawę, lub cokolwiek innego ostatni raz? Lub kiedykolwiek?

Kiedy ostatni raz, o ile w ogóle, nie zaglądaliście przez cały dzień do komputera i nie sprawdzaliście swoich telefonów? Czy zdarzyło się Wam je po prostu wyłączyć, schować i nie skorzystać z nich przez cały weekend?

Stać Was na to? Macie w sobie wystarczająco dużo samozaparcia? Spróbujcie. Zobaczycie, że z czasem Wasze życie towarzyskie (to prawdziwe) zacznie się powoli odnawiać. Wracać do rzeczywistości. O ile uda się Wam wyrwać z tego nałogu. Bo bezsprzecznie jest to nałóg.

RODO v/s Twój smartfon

   Zabawne jest dla mnie to, że teraz często ludzie nie chcą ujawniać swoich danych osobowych, podawać adresu, numeru telefonu itp. Powołują się na ochronę takich danych, znaną jako RODO.                                                                                                                      A jednocześnie sami bez przerwy korzystają z aplikacji, które stopniowo wyciągają z telefonów wszystkie te ich skwapliwie pilnowane informacje. I jak już pisałem nie tylko wyciągają, ale również sugerują zainstalowanie kolejnych, które jeszcze lepiej i skuteczniej zinwigilują ich użytkownika. Miejsce jego aktualnego pobytu, gust indywidualny, nazwę banku z którego najczęściej korzysta, i tak wiele innych danych, że gdybyście mieli tego pełną świadomość, to część z Was być może wywaliłaby za okno tego „Małego Szpiega”.

Co jest dla Was większym zagrożeniem?

   Jesteśmy w trakcie Pandemii. Jeżdżę sobie tym Metrem i zdarzają się sytuacje, które w moim pojęciu są kuriozalne. Czasem jakiś obywatel lub obywatelka melduje się w wagonie bez założonej na twarz maseczki ochronnej. 90% procent pozostałych pasażerów, pogrążonych we wgapianiu się w ekraniki smartfonów nawet tego nie zauważa. A przynajmniej nie od razu. Aż tu nagle któryś podniesie z lekka nieprzytomny wzrok, i uruchamia mu się wewnętrzny alarm.

Zagrożenie!

Bez maseczki w miejscu bądź co bądź publicznym? Zgroza! I dawaj najeżdżać na „bezmaseczkowca”. Indywidualnie lub zespołowo, wraz z innymi odpowiedzialnymi obywatelami oderwanymi od swoich ulubionych smart-zabawek.

Bo wirus, bo infekcja, bo niebezpieczeństwo...

Wiecie co mnie bawi najbardziej w takich momentach? To, że Ci panikujący, obrażający innych pasażerów ludzie, już dawno zostali zainfekowani. Wirusem jeszcze gorszym i groźniejszym niż cały ten COVID. Rozwalającym życie wirusem, polegającym na nieustannej potrzebie bycia „on line”. W dodatku, ci chroniący swoje dane osobowe, czasem próbują komuś będącemu potencjalnym zagrożeniem, zrobić zdjęcie lub nagrać filmik. Zdarza się, że potem wrzucają takie obrazki do sieci. Bez zgody osób fotografowanych... Wtedy RODO nie działa?

Uświadamiam takich domorosłych fotografów i filmowców, że działa jak najbardziej, i można się takimi działaniami narazić na poważne konsekwencje. Sprawy sądowe, oficjalne przeprosiny, odszkodowania itp.

Ludzie, leczcie się...

Cała ta Pandemia jest znacznie mniej groźna dla Waszych umysłów, niż pozornie niewinny „cudowny” telefonik.

Powoli idzie ku lepszemu?

   Pocieszające jest, że w ostatnim czasie zauważam wśród moich bliskich znajomych, nową tendencję. Polega ona na wyłączaniu telefonów po jakiejś wybranej, niezbyt późnej godzinie.

Na wyłączaniu komputerów, tabletów itp. w podobnych przedziałach czasowych.

Dotyczy to wieczorów pomiędzy poniedziałkiem i piątkiem (włącznie)

Natomiast w weekendy, niemal zawsze te urządzenia są odłożone gdzieś na bok i niemal zapomniane. Czyli należy się zdzwaniać i umawiać starymi metodami. Z dużym, kilkudniowym wyprzedzeniem. Konkretnie i dokładnie.

Ten trend zaczyna powoli zataczać coraz szersze kręgi, chociaż mam świadomość, że raczej nie będzie to moda, która obejmie większą część społeczeństwa. Raczej pozostanie zjawiskiem niszowym. Jak muzyka alternatywna na najwyższym poziomie. Ma swoich wiernych, zagorzałych fanów, ale w mediach jej raczej nie usłyszycie.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

Odpowiedz