Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

Wangine WXA 600 – Test wzmacniacza

Tym razem postanowiłem uczciwie przetestować wzmacniacz znajdujący się w sprzedaży w naszym Audio Vintage Shopie. Słuchałem go już wcześniej i z miejsca postanowiłem wrócić do niego, kiedy tylko pojawi się wolna chwila. Nie ukrywam, że trwało to dosyć długo. Ale w końcu nadszedł i jego czas, żeby przez dwa dni zdobić nasz sklepowy stolik odsłuchowy.

Wangine to w zasadzie producent pochodzący z Taiwanu, ale wspierający się głównie europejską myślą konstruktorską. Jego produkty są wykonane solidnie i z dbałością zarówno o szczegóły elektroniczne, jak i solidność obudów. Sprawia naprawdę poważne i rzetelne wrażenie.

Wygląd

Wangine WXA600 stylistycznie nawiązuje do najlepszych wzorców. Obudowa jest dosyć wysoka. Sporą część powierzchni ścianki przedniej zajmują wychyłowe wskaźniki mocy, potocznie nazywane „wycieraczkami”. Oprócz nich widzimy: włącznik sieciowy, przełączniki dla dwóch par głośników, przyciski uruchamiające funkcje Loudness i Mono, oraz cztery przyciski wyboru źródeł.

Oprócz tego na front panelu umieszczono gniazdo słuchawkowe typu Jack, oraz cztery potencjometry. Jeden, średnich rozmiarów służący do regulacji siły głosu, oraz trzy niewielkie przeznaczone do regulacji balansu i barwy dźwięku.

Na ściance tylnej dzieje się znacznie mniej. Znajdują się tu tylko gniazda dla dwóch par głośników i gniazda CINCH dla czterech źródeł.

Czyli całość robi wrażenie stosunkowo prostej i uczciwie wykonanej konstrukcji.

W czasie testu używałem

  • Wangine WXA 600 (wzmacniacz)

  • Marantz CD63OSE KI Signature (odtwarzacz CD)

  • Marantz CD67mkII Original Se (odtwarzacz CD)

  • Elac CL142 (duże kolumny podłogowe)

  • LK4100 (duże monitory)

  • Altus 110 (małe kolumny podłogowe)

Brzmienie

Ten wzmacniacz nie jest żadną zabawką. To, że został wyprodukowany na Taiwanie kompletnie nic nie znaczy. Zastanawiałem się do czego można go porównać brzmieniowo. Wydaje mi się, że gra bardzo podobnie do wzmacniaczy: Sony TAF30 i Universum 7200. Podobne zrównoważenie, stereofonia, przestrzeń i ogólna filozofia dźwięku. Być może kogoś teraz urażę, ale nie dbam o to. Moim zdaniem niewiele mu brakuje do Marantza PM68. Ta uwaga dotyczy odrobiny ciepła, które jest słyszalne na różnym materiale muzycznym.

Do rzeczy. WXA 600 odtwarza każdy rodzaj muzyki starając się wyciągnąć z niego jak najwięcej szczegółów i smaczków. Ale robi to niezwykle kulturalnie i bez niepotrzebnej spektakularności.

Nie epatuje ani nadmierną ilością sopranów, ani nie dudni tłustym, wibrującym basem.

Jedyne wibracje jakie odczuwany w czasie słuchania tego urządzenia, to „pozytywne wibracje” których ośrodek znajduje się w nas samych. Specjalnie piszę w ten sposób, żeby uprzytomnić czytelnikom skalę przyjemności jaką czułem w trakcie tego tekstu.

Góra, czyli wysokie tony są czytelne, krystaliczne, ale nie nadmiernie rozbudowane. Wzmacniacz delikatnie, z umiarem, zaokrągla sam skraj pasma. Jednocześnie niczego nie ukrywa, nie spycha na drugi plan. Pełna kultura, która w tym aspekcie godna jest przyzwoitych wzmacniaczy brytyjskich.

Średnica być może nie jest aż tak wzorcowa, ale tylko w przypadku gdyby ktokolwiek chciał się na siłę do czegoś w tym urządzeniu przyczepić. Nie jest ani wyeksponowana, ani wycofana. Robi swoje w sposób wystarczający. Właśnie dlatego na początku artykułu porównałem go do konkretnych modeli Sony i Universum. I w tym właśnie pasmie odrobinę mu brakuje do również wspomnianego Marantza. Jest czytelnie, jest szczegółowo, jest przyjemnie. Czego więcej chcieć?

Dolny zakres, czyli bas, nie jest zbyt obfity. Punktuje i kopie mocno w momentach kiedy powinien, przy jednoczesnej rygorystycznej kontroli najniższego zakresu tego pasma. Dzięki temu nic nie buczy, nie dudni i nie psuje całego spektrum dźwiękowego.

Konkluzja

To naprawdę ciekawy wzmacniacz. Zarówno designersko jak i brzmieniowo. Wyraźnie lubi współpracować ze zrównoważonymi głośnikami. Z Elacami C142 i LK4100 grał wyjątkowo dobrze. Można by go było słuchać niemal w nieskończoność. Nieważne jaki rodzaj muzyki przyszło mu obsłużyć. Natomiast z Altusami 110 już tak słodko nie było. Ale to wynika z typowego dla Altusów brzmienia, polegającego na dosyć solidnej prezentacji sopranów, mocnym basie i wyraźnie wycofanej średnicy. Tak, Altusy nie będą dla niego szczególnie fortunnym partnerem.

Na koniec zwyczajowe pytanie.

Czy chciałbym ten wzmacniacz mieć w domu?

Zdecydowanie TAK.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz