Przejdź do treści
Wczytuję...

VINCENT SV-233 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj czeka mnie słuchanie wzmacniacza firmy Vincent.

Model SV-233 był naprawiany w zaprzyjaźnionym serwisie i technicy po zakończeniu działań serwisowych poprosili mnie o jego wygrzanie i przeprowadzenie kontrolnych odsłuchów.

Od razu wiedziałem, że powstanie z tego jakiś kolejny test. Nierozsądne byłoby zmarnowanie takiej okazji. Tym bardziej, że to pierwszy wzmacniacz tej firmy który pojawi się w moich testach...

Vincent to firma pochodząca z Niemiec i istnieje od mniej więcej połowy lat 90-tych XX wieku. Od samego początku postanowiła koncentrować się na projektowaniu i produkcji sprzętu audio przeznaczonego dla wymagającej klienteli. W Polsce zaczęła stopniowo zdobywać popularność dopiero z początkiem lat 2000-nych. Oczywiście nie jest to popularność porównywalna z budżetowymi produktami, które zawsze sprzedawały się w dużych ilościach. Żeby wyposażyć się w urządzenia z logo VINCENT trzeba było (i nadal tak jest) mieć bardzo sprecyzowane oczekiwania wobec dźwięku i posiadać raczej zasobny portfel.

 

Dlatego tak bardzo chciałem napisać o nim kilka słów. Sprawdzić czy w parze z niemal kultową renomą i wysokimi cenami, idzie tak dobra jakość dźwięku jak to często twierdzą użytkownicy rozmaitych for internetowych.

A ponieważ nigdy nie ulegam ani magii nazw poważnych firm, ani poziomom cenowym jakie zostały ustanowione dla poszczególnych urządzeń, to jestem w stanie całkowicie obiektywnie mierzyć się z oceną ich brzmienia. W tym obiektywizmie jest oczywiście również olbrzymia doza subiektywizmu, bo jednak każdy ma prawo mieć inne zdanie na ten temat, lub po prostu inaczej odbierać dźwięk.

 

 

Podstawowe dane techniczne:

Produkcja: 2003 - 2005

Moc wyjściowa: 2 x 200W przy współpracy z głośnikami 8 Ohmowymi (280W przy 4 Ohmach)

Pasmo przenoszenia: 20Hz – 20 000Hz

Całkowite zniekształcenia harmoniczne: 0,1%

Czułość wejściowa: 260mV

Stosunek sygnału do szumu: 90dB

Zużycie energii elektrycznej: 500W

Wymiary: 43cm x 13cm x 40cm

Waga: 17 kg


 

Wygląd

VINCENT SV-233 to wzmacniacz robiący wrażenie już samymi gabarytami.

Front panel nie jest tak wysoki jak w niektórych KRELL-ach czy McIntoshach, ale 13cm pozycjonuje go raczej w górnej czołówce (nie licząc receiverów Kina Domowego).

Wykonano go z grubego metalu polakierowanego na dwa różne odcienie. Płyta czołowa nie jest jednolicie płaska. Posiada lekkie „wcięcia” po obu stronach, każde w odległości ok. 9cm od brzegu.

Zewnętrzne odcinki ograniczone wspomnianymi „wcięciami” mają barwę ciemnego srebra kojarzącego się nawet z popularnym odcieniem „tytanowym”. Umieszczono na nich po jednym dużym potencjometrze (lewy to przełącznik źródeł, prawy to regulator siły głosu) oraz przycisk MUTE (na lewym skraju), i gniazdo słuchawkowe typu mini-Jack (na prawym skraju).

Natomiast cała środkowa część zajmująca największą przestrzeń ma po części kolory: jasno-srebrny i tytanowy. Umieszczono tu: włącznik sieciowy, kontrolkę zasilania i gotowości urządzenia do pracy, oraz kontrolki wybranych źródeł dźwięku.

 

Na tylnej ściance zainstalowano:

gniazdo przewodu sieciowego, sześć par gniazd RCA (CINCH) do podłączania różnych źródeł dźwięku, dwa alternatywne gniazda XLR, terminale dla dwóch par głośników (terminale są zdublowane dzięki temu wzmacniacz jest przystosowany do Bi-Wiringu).


 

W trakcie testu użyto
 

VINCENT SV-233 (wzmacniacz)

AKAI CD 69 (odtwarzacz CD)

ROTEL RCD 991 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ 50 Pro2 (adaptor Bluetooth)

B&W DM 602 (monitory)

MELODIKA BL 40mk3 (kolumny podłogowe)

DYNAVOICE Definition DM-6 (monitory)

MORDAUNT SHORT Festival Series 2 (monitory)

 

Brzmienie

Producent deklaruje znaczną moc SV-233. W najskromniejszym wydaniu to 2 x 200W w trakcie współpracy z głośnikami 8 Ohmowymi. Czy to słychać? Owszem. Po śmielszym przekręceniu gałki regulującej siłę głosu daje się zauważyć duży przyrost potęgi dźwięku. Potęga, to w tym przypadku właściwie określenie...

Jeżeli zaś chodzi o jego brzmienie, to z opisem tegoż miałem pewien kłopot. Jednak spróbuję zrobić to najlepiej jak potrafię.
 

Wysokie tony są bardzo wyraźne i śmiałe. Jeżeli trafimy na jasną realizację to obfitość wszelkich syków, cyków i sybilantów w głosach wokalistek będzie nadspodziewanie duża. Wydaje się, że konstruktorzy chcąc uniknąć posądzenia o zbyt dalekie odejście od naturalności wybrzmiewania tego pasma starali się je odrobinę wygładzić. Chyba nie do końca się to udało, bo jednak momentami jest tego wszystkiego nieco za dużo, a w dodatku chwilami dźwięk bywa nieco szorstki. Chociaż uczciwe należy podkreślić, że na przykład dźwięk zestawów perkusyjnych jeśli chodzi o wszelkie rodzaje talerzy jest niezwykle przekonujący.

Powyższa uwaga dotyczy pracy z materiałem spokojnym jakim na ogół jest akustyczny jazz.

Jeżeli jednak zmusi się ten wzmacniacz do odtwarzania szybkiej i energicznej muzyki w której również zdarzają się jasne realizacje, jak chociażby niektóre płyty Megadeth, to wydaje mi się że jednak dochodzi do małej katastrofy. Dźwięk tonów wysokich staje się mało czytelny i momentami zapiaszczony, z jednoczesną tendencją do wyostrzania tego co już i tak było irytująco ostre.


 

Tony średnie mają w sobie całkiem sporo przejrzystości i można się w nich doszukać nieco miłego ocieplenia, co pozwala chociaż trochę ograniczyć ostrość sopranów. W połączeniu z tonami wysokimi średnica generuje bardzo ładną stereofonię i całkiem przyzwoitą głębię sceny. Można poświęcić się śledzeniu szczegółów, które przy innym zestrojeniu obu pasm nie byłyby tak łatwo zauważalne.


 

Bas to chyba najciekawsze pasmo w tym wzmacniacza. Jest mocny, a nawet momentami bardzo mocny, z jednoczesną dużą domieszką miękkości i niezwykle dobrą kontrolą.

Przełom basu i dolnej średnicy są w stanie niemal idealnie oddać uderzenia w werbel i półkociołki. Warto wyposażyć się w dobrze zrealizowaną płytę na której perkusja brzmi czysto i dokładnie, żeby właściwie ocenić jak dobrze Vincent radzi sobie z takimi dźwiękami.

 

Moja ocena

Początkowo miałem chęć zmiażdżyć ten wzmacniacz. Lubię udowadniać sobie (i innym) że urządzenia kosztujące krocie, nie zawsze warte są cen jakie się za nie żąda. I nie tylko nie zawsze, ale podejrzanie często.

Tym razem mi się to nie udało.

Chociaż z początku odstręczały mnie wysokie tony Vincenta SV-233, i długo nie mogłem ich zaakceptować, to po jakimś czasie dostrzegłem ich urok.

Rzecz jasna miał na to także wpływ stopień ponaprawczego wygrzania. Na początku były bardzo ostre, a nawet użyłbym określenia „bezkompromisowe” ale po kilku godzinach nieprzerwanego grania nabrały jednak odrobiny tak bardzo potrzebnej słodyczy. Nadal było ich niezmiernie dużo, ale to co się w nich odbywało było daleko bardziej kulturalne.

Potem odkryłem wielowarstwowość średnicy i jej doskonałe zgranie zarówno z dolnym zakresem sopranów, jak i górnym skrajem basu.

To bardzo czytelny i ośmielę się napisać że nawet analityczny wzmacniacz, który uniknął nieprzyjemnego, zimnego i klinicznego dźwięku. Jest to z pewnością spory sukces dla jego konstruktorów.


 

Myślę, że najlepiej zagra z głośnikami które mają lekko wycofaną górę i naturalną, dobrze ułożoną średnicę. Takie połączenie utemperuje nadmiar tonów wysokich, a z całej reszty pasm stworzy piękną neutralną scenę.
 

Czy chciałbym go mieć?

Sam nie wiem. Na początku odsłuchu odpowiedziałbym na to pytanie zdecydowanym NIE.

W miarę upływu czasu i zaprzyjaźniania się z tym dźwiękiem ta pewność malała. Ostatecznie muszę stwierdzić, że mógłbym go sobie wyobrazić u siebie w domu.


 

Marek „Maro” Kulesza

 


 


 


 


 

 

Odpowiedzi

marcin sarnecki (niezweryfikowany)
pon., 05/16/2022 - 18:00 Adres
TAKI POSPOLITY DŹWIĘK A TEST MOJEGO FIDELITY ??? ZNAŁEM NIEJAKIEGO MARKA KOSZURA ZAPUSZCZAŁ 20 LAT TEMU TĘ FIRMĘ I NAWET NIEDROGIE BYŁY WTEDY I DŹWIĘK Z NICH TEŻ "NIEDROGI"POZDRAWIAM
marek
pon., 05/16/2022 - 19:15 Adres
Test MF A1000 już niedługo się rozpocznie. Prawdopodobnie w środę zacznę pisać... :-)
marcin sarnecki (niezweryfikowany)
wt., 05/17/2022 - 07:24 Adres
A TO PRZEPRASZAM CZEKAM......A TEN PANA IMIENNIK TO FAJNY GOŚĆ ZE SZCZECINA....UROCZY GAWĘDZIARZ ALE ON MÓWIŁ ŻE VINCENT TO CHINOLE....NIE PAMIĘTAM DOKŁADNIE ALE TAKI RACZEJ CZERSTWY DŹWIEK SIĘ WYDOBYWAŁ TO BYŁA HYBRYDA Z LAMPAMI
marek
wt., 05/17/2022 - 18:42 Adres
Chinole pewnie dlatego że montowany w Chinach. Z urodzenia to Niemiec.
A poza tym, bardzo mało firm produkuje dzisiaj na swoim terenie. Chiny, Kambodża, Wietnam to teraz główne fabryki. To nieważne. Ważna jest kontrola jakości. Chińczycy produkują dużo taniego chłamu i to w każdej z branż. A jednocześnie wytwarzają najbardziej luksusowe i trwałe wyroby.
Zależy co, zależy dla kogo i zależy za ile...

Napisz komentarz