Przejdź do treści
Wczytuję...

UNITRA PA-2801 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Do zaprzyjaźnionego serwisu trafił jakiś czas temu wzmacniacz krajowej produkcji UNITRA PA-2801.

To urządzenie skonstruowane w łódzkiej Fonice i sprzedawane w latach 70-tych nie tylko w Polsce, ale także na kilku innych rynkach. W tym również zachodnich.

 

Nigdy nie dane było mi słuchać tego wzmacniacza na poważnie, chociaż w odległej przeszłości co najmniej dwóch z moich kolegów miało ten model, ale czytałem na jego temat wiele pochlebnych opinii. Dodatkowo moi koledzy, którzy kiedyś w zamierzchłych czasach mieli ten wzmacniacz nadal wspominają go z sentymentem. Ale sentymenty nie zawsze są w stanie sprostać prawdzie, o czym wielokrotnie już miałem okazję się przekonać.

Kiedy zobaczyłem go na stoliku jednego z naszych techników od razu poprosiłem, żeby kiedy tylko zostanie naprawiony, przekazano go do mojego sklepu na solidne wygrzanie i odsłuch. Wygrzewanie i tak było konieczne ponieważ wymieniono w nim wszystkie elektrolity oraz wykonano kilka innych poważnych zabiegów serwisowych, była to więc dobra okazja do słuchania go przez dłuższy czas.

 

Podstawowe dane techniczne:

Produkcja: Polska Lata 70-te

Moc: 2 x 28 W

Znamionowa impedancja na kanał; 4 Ohmy

Stosunek sygnał/szum > 50dB

Pasmo przenoszenia: 30Hz – 20 000Hz

Zakres regulacji tonów niskich +/- 12dB (100Hz)

Zakres regulacji tonów wysokich +/- 12dB (10Hz)

Zasilanie: 220V

Pobór energii elektrycznej: 170W

Wymiary: 43cm x 20,8cm x 12cm

Ciężar: 9 kg

 

 

Wygląd

Wzmacniacz nie jest zbyt piękny. Można by powiedzieć, że jego uroda jest dosyć dyskusyjna. Prostota tego designu przywodzi na myśl jakieś profesjonalne urządzenie pomiarowe, ale może właśnie w tym cały jego urok.

Front panel wykonano z metalu polakierowanego na czarny mat.

Umieszczono na nim dwa wskaźniki używanej mocy podświetlone na miły dla oka żółtawy kolor oraz całą baterię srebrnych przełączników i pokrętełek.

Przełączniki skokowe obsługują:

wybór źródeł dźwięku, funkcję Loudness, filtry tonów niskich i wysokich, a także skokowe wyciszanie o 20dB i oczywiście włączenie zasilania.

Pokrętła o bardzo małej średnicy odpowiadają za:

regulację tonów niskich, wysokich, balans, siłę głosu i wybór pary głośników. Umieszczono tu także „tajemniczy” przełącznik o 5 stopniowej skali.

 

Wspomniany „tajemniczy” przełącznik to niezwykle ciekawa funkcja.

Ponieważ PA-2801 ma możliwość podłączenia aż czterech par głośników (dwie pary dla pozycji 1 i dwie dla pozycji 2) i wszystkie mogą grać równocześnie, to wspomnianym pokrętłem pięciostopniowym można regulować poziom efektu ambiofonicznego, czyli tego co w tamtym czasie nazywano kwadrofonią. Chociaż tak naprawdę była to pseudo-kwadrofonia. Regulacja ta dotyczyła tylko drugich (tylnych) par głośników.

Jeszcze ciekawsze jest to, że ten wzmacniacz dzięki tak dużej ilości par głośników mógł obsługiwać jednocześnie dwa pomieszczenia.

Można więc zaryzykować twierdzenie, że był czymś w rodzaju wczesnego Multi-Roomu.

A właściwie mógł być, jeżeli ktoś rzeczywiście próbował takiego rozwiązania...

Szczerze powiedziawszy jakoś nie wyobrażam sobie nikogo, kto w tamtych „przaśnych czasach” dysponował aż czterema parami głośników i to należących do jednej serii/modelu bo tylko wtedy ten pionierski Multi-Room miałby sens.

 

Na tylnej ściance umieszczono:

cztery gniazda DIN do podłączenia źródeł dźwięku oraz gniazda DIN2 służące do podłączenia aż ośmiu głośników, a także gniazdo słuchawkowe (również w standardzie DIN)

 

 

W trakcie testu użyto

UNITRA PA-2810 (wzmacniacz)

AKAI CD 69 (odtwarzacz CD)

KENWOOD DP 4090 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ 50 Pro2 (adaptor Bluetooth)

B&W DM 602 (monitory)

KEF Corelli (monitory)

JBL LX33 (kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Zawsze z ciekawością podchodzę do odsłuchu polskich wzmacniaczy z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku. Niektóre z nich słyszałem w dzieciństwie oraz wczesnej nastoletniości i wówczas wszystkie one robiły na mnie piorunujące wrażenie.

Czas jednak zaciera ówczesne doznania, a mnogość innych konstrukcji których słuchałem w dalszych etapach życia dość mocno podnosiła poprzeczkę jeżeli chodzi o jakość i naturalność dźwięku. Niestety większość wzmacniaczy polskiej produkcji z tamtego okresu gra, oględnie mówiąc, nie najlepiej. Niektóre wręcz katastrofalnie źle.

Podłączyłem PA-2801 do głośników i odtwarzacza, a następnie pozwoliłem mu na cichutkie „szemranie” w tle przez większą część pierwszego dnia. Tylko co jakiś czas sprawdzałem, czy wszystko działa jak trzeba i co godzinę zwiększałem na moment siłę głosu.

Po którymś z takich działań wiedziałem już, że ten wzmacniacz stanie się bohaterem kolejnego testu. A test zacząłem przeprowadzać następnego dnia.

 

Jego dźwięk jest oczywiście jasny jak należało się tego spodziewać po wzmacniaczu Unitry. Ciekawe, że nie aż tak jasny i męczący jak się tego obawiałem. Nie bombarduje słuchacza miliardami syknięć, cyknięć i pisków. Mimo obfitości wysokich tonów daje się w nich zauważyć nie tyle dbałość o to by wybrzmiewały naturalnie, ale raczej o to żeby nie brzmiały nienaturalnie. To też sztuka.

Średnie tony są również dosyć wyraźne i nawet można by je opisać jako stosunkowo przestrzenne.We współpracy z górnym zakresem tworzą bardzo ładną i szeroką stereofonię, ale głębokość sceny nie jest już zbyt duża.

Najbardziej zaskakuje bas. Przy ultra cichym słuchaniu jest go niewiele. Słychać go gdzieś na marginesie wydarzeń i może to obudzić obawy, że przy normalnych poziomach głośności również będzie go zbyt mało, co przy jasnej górze i lekko rozjaśnionej średnicy może spowodować niemiłe doznania dźwiękowe.

Wystarczy jednak lekko tylko ruszyć potencjometrem siły głosu i nagle pojawia się „basisko”. Solidne, niskie, o ciekawym lekko usztywnionym sposobie prezentacji.

Gdybym miał zwyczaj przecierania oczu ze zdziwienia z pewnością bym to zrobił kiedy po raz pierwszy usłyszałem to pasmo PA-2801 grające pełnym rozmachem. Mocny, pulsujący, niebywale rytmiczny z jednoczesną nutką miękkości.

 

Moja ocena

Jeszcze dwa-trzy lata temu nie spodziewałbym się, że napiszę cokolwiek pozytywnego o polskim wzmacniaczu sprzed ponad czterdziestu lat. Gdyby ktoś mi coś takiego zasugerował, uznałbym go za człowieka niespełna rozumu. A tymczasem to bodaj drugi, a nawet trzeci sprzęt tego typu ozdobiony logo Unitry, który nie tylko mnie nie odrzucił brzmieniowo, ale wręcz zaciekawił.

Nie będę starał się na siłę przekonywać oponentów twierdząc, że PA-2801 to doskonały wzmacniacz, bo tak po prostu nie jest. Ma swoje ograniczenia i zauważalne przekłamania jeżeli chodzi o tak zwaną naturalność dźwięku poszczególnych zakresów. Jednak nie na tyle, żeby go to w jakikolwiek sposób dyskredytowało.

 

Gra wyraźnie i zamaszyście. Kiedy był w sprzedaży w polskich sklepach (w tym również w kilku innych krajach) szalała moda na muzykę Disco i myślę, że być może w jakimś stopniu pod takie style go skrojono. Szczególnie ten rytmiczny i śmiały bas mógłby o tym świadczyć.

Z pewnością nie jest to wzmacniacz w pełni uniwersalny. Doskonały do wszelkiej muzyki rozrywkowej, ale moim zdaniem z akustycznym jazzem i muzyką klasyczną nie radzi sobie już tak dobrze. Ale przecież nie każdy musi koniecznie chcieć słuchać jazzu i klasyki. Robi to tylko zdecydowana mniejszość społeczeństwa. Reszta preferuje muzykę pop i w takiej ten wzmacniacz może być niezwykle skuteczny.

Moim zdaniem najlepiej zagra z głośnikami o bardzo umiarkowanym temperamencie i lekko zaciemnionych wysokich tonach. Takie połączenie przysłuży się obu tym elementom toru audio i będzie w stanie stworzyć ciekawą, dość naturalnie brzmiącą prezentację większości gatunków muzycznych.

 

Czy chciałbym go mieć?

Podoba mi się jego wyraźny dźwięk i ciekawy bas, ale mam dwa japońskie wzmacniacze z lat 70-tych, które wszystko to jednak robią lepiej.

Gdybym ich nie miał, to niewykluczone że brałbym pod uwagę chęć posiadania PA-2801.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

 

 

 

 

 


 

Napisz komentarz