Przejdź do treści
Wczytuję...

UHER UR-3500 Test Amplitunera

Something with HTML textformat

 

W trakcie okresowego podłączania urządzeń należących do naszego Sklepu Audio uruchomiłem dzisiaj amplituner UR-3500 firmy UHER. Nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych sprzętów tego rodzaju. Mieliśmy ich trzy sztuki. Ten jest ostatni. Tym chętniej go słucham, bo to być może jedna z ostatnich szans zanim i ten egzemplarz znajdzie nowy dom.

UHER to niemiecki producent, który największe triumfy święcił w latach 70-tych i 80-tych.

Był znany przede wszystkim z doskonałych magnetofonów szpulowych. Szczególnie wersje studyjne cieszyły się dużym uznaniem fachowców i walczyły o palmę pierwszeństwa z AKAI-ami, Revoxami i Tascamami.

Sprzęt typowo domowy UHERA również należał do chętnie kupowanych i docenianych urządzeń. Największą estymą oprócz magnetofonów szpulowych, cieszyły się zwłaszcza wzmacniacze.

Pod koniec lat osiemdziesiątych firma straciła na popularności. Coraz większą część rynku przejmowały płyty compactowe i firmy będące dotąd specjalistami w konstruowaniu świetnych magnetofonów miały coraz większe kłopoty. O ile TEAC (Tascam), Nakamichi i AKAI jeszcze sobie jakoś radziły, to UHER nie potrafił stworzyć kasetowego magnetofonu, który mógłby dorównać ich flagowym modelom.

Nigdy też nie był marką rozpoznawaną na całym świecie. Marka UHER była jedną z najlepiej znanych w krajach niemiecko-języcznych i USA. W Europie centralnej i wschodniej nigdy nie należała do pierwszej dziesiątki najchętniej kupowanych klocków audio.

 

 

Wygląd

Amplituner UR-3500 jest urządzeniem niepozornym na pierwszy rzut oka. Bardziej kojarzy się ze sprzętami należącymi do kategorii audiofilskiej niż z popularnymi amplitunerami produkowanymi dla przeciętnych konsumentów.

Na front panelu wykonanym z czarnego pół-matowego plastiku umieszczono zaskakującą ilość różnych przycisków i pokręteł. Potencjometry są cztery. Trzy, średniej wielkości, służą do regulacji barwy i balansu. Jeden o całkiem sporych rozmiarach jest regulatorem głośności.

Jednak przednia płyta tego urządzenia to prawdziwe królestwo prostokątnych przycisków o różnych rozmiarach.

Średnie przyciski służą jako włączniki: zasilania, strojenia radia, wyboru źródeł dźwięku (6szt), włączania zapamiętanych stacji radiowych (8szt).

Najmniejsze włączniki to: wybór pary głośników, przełączanie zakresu fal radiowych (AM/FM), funkcja AUTO (dotyczy tunera), funkcja Mute oraz funkcja Loudness.

Cyfrowy wyświetlacz pokazujący częstotliwości tunera ma niewielkie rozmiary i jest podświetlony bardzo dyskretnym, blado-żółtym światłem pochodzącym od samych cyfr.

 

Na tylnej ściance zainstalowano: zaciski dla dwóch par głośników, gniazda RCA (CINCH) do podłączania źródeł dźwięku, trzy gniazda do współpracy z różnymi typami anten radiowych, zacisk uziemienia do współpracy z gramofonem analogowym.

Trzeba przyznać, że niepozorny amplituner został wyposażony w zaskakująco dużą ilość różnych funkcji i możliwości.

 

W trakcie testu użyto

UHER UR-3500 (Amplituner)

SONY CDP-XE 510 (Odtwarzacz CD)

AKAI CD-55 (Odtwarzacz CD)

JVC XL-Z555 (Odtwarzacz CD)

Cambridge Audio Azur 650C (Odtwarzacz CD)

JBL LX33 (kolumny podłogowe)

ELAC FS 108,2 (kolumny podłogowe)

B&W DM 602 (monitory)

Cerwin Vega Cabinet (monitory)

 

 

Brzmienie

Zawsze kiedy mam okazję posłuchać UR-3500 jestem przez kilka minut zaskoczony. Tyle razy już słuchałem tego modelu, a mimo to taka sytuacja powtarza się za każdym razem.

Pracuję ze sprzętem różnego rodzaju i różnych klas jakościowych. Po kilku tygodniach mogę nie pamiętać zbyt dokładnie dźwięku każdego z nich. Zdarzają się urządzenia, które grają absolutnie fenomenalnie i takie, których po prostu nie chce się słuchać, tak bardzo odbiegają od jakiejkolwiek naturalności.

Po pewnym czasie pamiętam jedynie, że ten UHER gra dobrze. Ale kiedy go ponownie włączam, zawsze zadziwia mnie jak niesamowicie dobrze jest zestrojony brzmieniowo.

 

Wysokie tony są jednocześnie krystalicznie czyste i spokojne. Z pewnością niczego nie ukrywają, podkreślają szczegóły realizacji, ale nie jazgoczą i nie są w najmniejszym stopniu męczące.

Średnica jest tu najważniejsza. Bardzo naturalna (jak na urządzenie tej klasy) i poukładana. Można by się było czepiać jej selektywności. Nie jest kluchowatą zbitką informacji, ale też nie nazwałbym jej wielowarstwową czy trójwymiarową. Mimo to bez problemu można usłyszeć wszystkie najważniejsze dźwięki zawarte w tym zakresie. Wcale nie trzeba się pochylać w fotelu, żeby z natężoną uwagą wychwytywać wszelkie drobne wydarzenia dźwiękowe.

Bas jest raczej sztywny i punktowy. Potrafi schodzić bardzo nisko, ale nie zdarza się to zbyt często. Wtedy jego brzmienie staje się zauważalnie zmiękczone i otulające. Przez większość czasu jednak pełni rolę strażnika tempa i dynamiki utworów. Nieważne z jakim materiałem muzycznym ma pracować. I trzeba przyznać, że wywiązuje się z tego zadania wzorcowo.

 

Moja ocena

To bardzo niedoceniony amplituner.

UHER UR-3500 brzmieniowo bardziej kojarzy mi się ze wzmacniaczami należącymi do audiofilskiej budżetówki. Oczywiście tej tańszej, ale i tak prezentującej dźwięk w sposób możliwie jak najbardziej naturalny.

Szczerze mówiąc znam całą masę wzmacniaczy i amplitunerów ze znacznie wyższych poziomów cenowych, które grają po prostu gorzej.

UR-3500 nie stara się niczego udawać. To zwykły amplituner z cyfrowym tunerem przeznaczony dla przeciętnych użytkowników. Jednak w tym przypadku „przeciętność” nie oznacza nijakości. To ostatnia rzecz jaką mógłbym napisać o tym sprzęcie. Ma swój charakter, który z pewnością może się spodobać nawet bardzo wyrobionym słuchaczom.

Nienatarczywy dźwięk ma wszelkie oznaki daleko posuniętej naturalności i neutralności. I to całkiem wysokich lotów. To naprawdę nieczęste osiągnięcie w przypadku urządzeń będących połączeniem wzmacniacza i radia.

Gdybym miał porównać jego brzmienie to któregoś z regularnych wzmacniaczy, to na myśl przychodzą mi Marantze: PM 30, PM 40, PM 42. To bardzo podobny ogólny charakter dźwięku.

Powyżej napisałem, że jego wygląd może się trochę kojarzyć z urządzeniami audiofilskimi z dolnej kategorii cenowej. Mam na myśli głównie brytyjskie sprzęty z lat 80-tych. I jak łatwo się przekonać, nie tylko jego design nawiązuje do tej klasy. Brzmienie również ma podobne cechy. Spokój, zrównoważenie, naturalność. Aż chce się słuchać...

Warto połączyć go z głośnikami o bardzo neutralnym sposobie grania. Wówczas zaskoczy nawet niejednego audiofila.

 

Czy chciałbym go mieć?

Gdybym nie miał już w kolekcji kilku angielskich wzmacniaczy o podobnym sposobie prezentacji dźwięku, to z pewnością bym go sobie sprawił.

Polecam z całego serca!

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz