Przejdź do treści
Wczytuję...

THULE Spirit AmpDrive - Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj trafiła się gratka. Nieczęsto zdarza mi się wsłuchiwać w dźwięk wzmacniaczy pochodzących z Danii. W Polsce stanowią one raczej niszę. Są bardzo cenione, a wręcz hołubione ale wyłącznie w kręgach audiofilskich. Przeciętni nabywcy sprzętów audio, najczęściej nawet nie mają pojęcia o istnieniu takich firm jak Thule czy np. Densen. A zresztą przeciętny słuchacz dowiadując się o cenie tych urządzeń na ogół wzrusza ramionami i kieruje swoje zainteresowania w kierunku sprzętów popularnych, wszechobecnych i kilku lub nawet kilkunastokrotnie tańszych.

Natomiast w świadomości polskich klientów znacznie lepiej znane są firmy duńskie wyspecjalizowane w produkcji głośników. Chyba najpopularniejsze były zawsze konstrukcje Jamo i Dali, szczególnie te pierwsze ze względu na wygórowane ceny.

Wzmacniacz, który będę dzisiaj testował po naprawie to THULE model Spirit.

Bardzo jestem ciekawy co sobą zaprezentuje i czy duńska filozofia dźwięku znana z głośników, również dotyczy wzmacniaczy.

 

Wygląd

Już sam wygląd tego wzmacniacza naprowadza nas na wniosek, że nie jest to konstrukcja nastawiona na masowego klienta. Wygląda bardzo rasowo. Oczywiście rasowo według standardów do których przyzwyczajeni są audiofile.

Front panel jest iście spartański.

Znajdują się na nim jedynie: niewielkie, średnich rozmiarów pokrętło siły głosu, nieduży wyświetlacz informujący o wybranym źródle dźwięku i sile głosu, oraz mały przycisk przełączający wybór źródeł. Litery i cyfry wyświetlacza świecą się na czerwono.

Na tylnej ściance dzieje się znacznie więcej.

Znajdujemy tam: włącznik sieciowy (jedyny w tym urządzeniu) osiem gniazd RCA (CINCH) służących do podłączenia różnych źródeł oraz dodatkowej końcówki mocy, zaciski dla jednej pary głośników, a także przełącznik trybu pracy w przypadku jeżeli zamierzamy podłączyć oddzielną końcówkę mocy.

Na górnej pokrywie umieszczono średnich rozmiarów napis: THULE AUDIO.

Prosto, oszczędnie i elegancko.

 

W trakcie testu użyto

THULE Spirit (wzmacniacz)

AKAI CD55 (odtwarzacz CD)

Harman Kardon HD720 (odtwarzacz CD)

Pioneer PD7700 (odtwarzacz CD)

Rotel RCD 990 (odtwarzacz CD)

T+A Criterion CR60 (małe kolumny podłogowe)

Quadral Odin (małe kolumny podłogowe)

ATL 705 Pro (małe kolumny podłogowe)

Electro Voice Model 14 (monitory)

 

Brzmienie

Thule Spirit zaskoczył mnie dźwiękiem, który można określić jako wyraźny.

Należy zwrócić uwagę, że większa część testów odbywała się przy użyciu małych podłogowych kolumn produkcji niemieckiej. A niemieckie głośniki zazwyczaj same z siebie lubią grać dosyć jasno i przejrzyście. Na tyle, że łączenie ich ze wzmacniaczem Thule może okazać się niezbyt fortunne. Chyba, że ktoś lubi taki lekko rozjaśniony, wyrazisty dźwięk.

Wydaje mi się, że Spirit został jednak skonstruowany z myślą o raczej spokojnych, miękkich i plastycznych kolumnach i monitorach. Typowych dla firm duńskich i brytyjskich.

Pisząc o moim wrażeniu bardzo dużej przejrzystości Thule Spirit w trakcie współpracy z głośnikami niemieckimi, nie mam na myśli zjawiska nadmiernej ostrości. Owszem wysokich tonów było bardzo dużo. Jednak sam skraj tego pasma wydawał się delikatnie zaokrąglony i zmiękczony. Dzięki temu nic nie świdrowało moich uszu i nie powodowało zmęczenia ani irytacji.

Tony średnie należały do stosunkowo dźwięcznych. Również były dosyć wyraźne, ale z pewnością nie można było im zarzucić nachalnego ataku.

Bas był raczej szybki i krótki. Dotyczyło to przede wszystkim cichego słuchania. Po śmielszym przekręceniu potencjometra siły głosu w prawo, bas zaczął się pojawiać bardziej dosadnie. Nadal był szybki, ale było go pod dostatkiem.

Sytuacja zmieniła się po podłączeniu amerykańskich monitorów Electro Voice Model 14.

Te średniej wielkości głośniki, mimo że są konstrukcją amerykańską, swoim brzmieniem przypominają raczej brytyjski sposób rozumienia dźwięku. Słuchanie stało się spokojniejsze i przyjemniejsze. Bardziej stonowane i znacznie bardziej naturalne.

To wrażenie dotyczyło każdego pasma. Nadal wszystko było wyraźne i przejrzyste, ale w sposób zdecydowanie bardziej kulturalny.

 

Moja ocena

Thule Spirit to ciekawy wzmacniacz. Potrafi pokazać całkowicie różne oblicza w zależności od rodzaju głośników, z którymi przyjdzie mu współpracować. Oczywiście coś takiego można by napisać o absolutnie każdym wzmacniaczu. Tyle, że dotąd żaden ze słuchanych przeze mnie wzmacniaczy nie wykazał się aż takimi różnicami brzmienia.

Myślę, że celowo został zaprojektowany w taki sposób, żeby podłączać do niego lekko zaciemnione, ciepło i miękko grające głośniki. Wtedy ogólna prezentacja muzyki może okazać się niemal wzorcowa.

Większość utytułowanych firm duńskich i brytyjskich celuje w konstruowaniu głośników o raczej miękkim, welwetowym stylu dźwięku. I bywa, że niektóre wzmacniacze nie do końca sobie z tym radzą. Jeżeli podepniemy do takich kolumn lub monitorów, wzmacniacz także lubiący grać ciepło i otulająco, to efekt ostateczny może być mało ciekawy. W trakcie słuchania muzyki zawsze będzie nam groziła niezamierzona drzemka.

Z Thule Spirit mamy szansę uniknąć takich sytuacji. Ożywi przekaz ospałych, zanadto zmiękczonych głośników. Doda im blasku i dynamiki.

A jeżeli ktoś lubi raczej brzmienie przesunięte nieco ku górze, rozjaśnione, to stosując głośniki o wyrazistej charakterystyce, również nie powinien się rozczarować. Będzie bardzo wyraźnie i szczegółowo, ale bez przysłowiowej krwi z uszu.

 

Czy chciałbym go mieć?

Z całym szacunkiem dla firmy Thule, ale nie.

Mam w domu duńskie podłogówki o klasycznym plastycznym, miękkim, ale bardzo dokładnym brzmieniu, które są obsługiwane na zmianę przez któryś z moich dwóch brytyjskich wzmacniaczy.

Jestem z tego połączenia na tyle zadowolony, że odrobina więcej wyrazistości którą mógłby wnieść Spirit, być może zepsułaby efekt którego długo szukałem. I który w końcu osiągnąłem.

Natomiast mogę go polecić wszystkim osobom ceniącym naturalny i bardzo przejrzysty dźwięk.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz