Przejdź do treści
Wczytuję...

SONY TA-212 Test Wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Do naszego Sklepu trafił niedawno wzmacniacz firmy SONY pochodzący z połowy lat 70-tych.

Konieczne było przeprowadzenie wielu czynności serwisowych mających na celu uratowanie tego ciekawego urządzenia. Serwis, który współpracuje z naszym Sklepem uruchomił wzmacniacz poprzez wymianę większości elektrolitów. Czekamy jeszcze na wymianę jednego z potencjometrów, ale urządzenie nadaje się już do słuchania.

Dlatego skorzystałem z tej możliwości i od wczoraj wsłuchuję się w jego dźwięk. A skoro już to robię, to równie dobrze mogę podzielić się moimi wrażeniami z przeprowadzanego odsłuchu.

TA-212 to wzmacniacz stosunkowo rzadko spotykany na polskim rynku. Na portalach aukcyjnych częściej można znaleźć nieco mocniejszy model TA-414, ale także nie jest to takie oczywiste. Ze względu na interesujący wygląd i niewielkie gabaryty, są to sprzęty dosyć szybko zmieniające właściciela. Zbyt długie zastanawianie się nad zakupem niemal zawsze kończy się przegraną licytacją.

 

 

Wygląd

TA-212 jest urządzeniem o szerokości bliźniaczej jak ówczesne konstrukcje Kenwooda. Około 40cm. Wysokość także jest podobna ok. 14,5cm.

Nie jest to reprezentant rozmiaru Midi jak się dzisiaj wydaje większości konsumentów. W latach 70-tych nie istniał jeszcze ogólnie pojmowany standard gabarytów, dlatego producenci tworzyli urządzenia o różnych szerokościach obudów.

Na front panelu wykonanym ze szczotkowanego aluminium uwagę przykuwają przede wszystkim wskaźniki wykorzystywanej mocy tzw. „wycieraczki”. Okno w którym je zainstalowano jest stosunkowo duże i podświetlone na dyskretny, lekko seledynowy kolor.

Oprócz nich na przednim panelu umieszczono: włącznik sieciowy, duże pokrętło regulacji głośności, i cztery mniejsze potencjometry z których trzy to regulacja barwy dźwięku i balans, natomiast czwarte jest selektorem źródeł.

 

Na tylnej ściance zainstalowano: zaciski dla jednej pary głośników, cztery gniazda RCA (CINCH) przeznaczone do korzystania z różnych źródeł dźwięku, oraz zacisk służący do podłączania masy w trakcie współpracy z gramofonem analogowym.

 

 

W trakcie testu użyto

SONY TA-212 (wzmacniacz)

SONY CDP-XE 510 (odtwarzacz CD)

JVC XL-Z555 (odtwarzacz CD)

AKAI CD-55 (odtwarzacz CD)

JBL LX33 (kolumny podłogowe)

ELAC FS 108,2 (kolumny podłogowe)

B&W DM 602 (monitory)

BOSE 301 (monitory)

 

 

Brzmienie

Ostatnio polubiłem dźwięk wzmacniaczy wyprodukowanych w latach 70-tych.

Ma w sobie coś ujmującego. Z pewnością nie można go rozpatrywać w kategoriach audiofilskich, chociaż zdarzały się konstrukcje różnych producentów, które potrafią zaskoczyć najbardziej wybrednych znawców.

TA-212 też potrafi zaskakiwać, ale nie audiofilskim sposobem prezentacji i to chyba nawet dobrze, bo z mojego doświadczenia wynika, że nazbyt wysublimowane i dążące do jak największej naturalności urządzenia raczej nie cieszą się zbyt dużym uznaniem przeciętnych słuchaczy. Ta grupa ceni inne aspekty brzmienia. I właśnie dla nich ten wzmacniacz może być świetną propozycją.

 

Wysokie tony TA-212 są znacznie spokojniejsze niż tego oczekiwałem. Bałem się, że będzie ich bardzo dużo. Że będą syczały, świszczały, kłuły uszy. Nic z tych rzeczy. Owszem są wyraźne i stale obecne, ale na pewno nie mogę nazwać ich irytującymi.

Przekazują całą masę szczegółów każdego rodzaju muzyki, doświetlają przełom wysokich tonów z wyższą średnicą, ale czynią to niezwykle kulturalnie i ze spokojem godnym znacznie droższych konstrukcji.

 

Średnie tony nie są ani cofnięte, ani wypchnięte do przodu. Są generowane z tą samą głośnością jak i soprany, które mimo to wcale nad nią nie dominują. Ten zakres sprawia wrażenie lekko ocieplonego i dosłodzonego. Powoduje to, że bardzo miło się słucha tego wzmacniacza, nieważne z jakim repertuarem przyjdzie mu się zmierzyć.

 

Bas nie należy do szczególnie obszernych. W większości nagrań stanowi bardzo solidny fundament dla średnicy. Nadaje niezłego tempa i dynamiki. Nie zawsze jest w pełni kontrolowany. Czasem zdarza mu się lekko zamruczeć, ale robi to w sposób miękki i przyjemny.

Jeżeli jednak do odtwarzacza włożymy dobrze zrealizowaną płytę z nisko grającym kontrabasem, to wówczas okazuje się, że kontrola basu wcale nie jest najgorsza. Aż do najniższych partii wszystko jest czytelne i można rozróżnić poszczególne nuty.

 

TA-212 został wyposażony w bardzo ciekawe rozwiązanie.

Potencjometr głośności jest sprzężony z funkcją Loudness. Przy bardzo cichym słuchaniu (potencjometr ustawiony na „godz.7”) funkcja działa z pełną skutecznością. Ale im bardziej przekręcamy gałkę głośności w prawo, tym mniejszy jest udział Loudnessu w dźwięku wzmacniacza. Kiedy potencjometr głośności osiągnie „godzinę 8.30” Loudness zostaje całkowicie odłączony.

Czytelnicy, którzy śledzą nasze testy odsłuchowe wiedzą już, że Loudness to efekt którego używanie staram się tępić od lat. Nie ze względu na samo jego istnienie w wielu wzmacniaczach, ale z uwagi na to że większość nieświadomych jego idei użytkowników ma go włączonego non-stop. A nie do tego został skonstruowany.

Ta funkcja ma za zadanie kompensować przede wszystkim bas w czasie bardzo cichego słuchania. I tylko w takich sytuacjach powinien być używany. Kiedy słucha się muzyki ze średnią lub większą głośnością, wówczas należy Loudness wyłączać.

Firma SONY zadbała o to, żeby użytkownicy tego modelu nie musieli zawracać sobie głowy takimi niuansami.

Dla mnie najistotniejsze jest to, że Loudness zainstalowany w TA-212 działa bardzo dyskretnie i kulturalnie.

 

Moja ocena

SONY TA-212 to niezwykle urokliwy wzmacniacz. Nieduży i zgrabny, z dużymi „wycieraczkami”.

Te wskaźniki mocy są już same w sobie magnesem dla wielu potencjalnych nabywców.

Dyskretne podświetlenie tworzy intymny nastrój w trakcie wieczornego słuchania przy przyciemnionym, lub całkowicie zgaszonym świetle.

Ładny dźwięk, będący rozsądnym kompromisem pomiędzy naturalnością brzmienia, a lekkim doświetleniem tonów wysokich. Taka filozofia dźwięku powoduje, że właściwie każdy rodzaj muzyki jakiego będziemy chcieli słuchać zabrzmi atrakcyjnie, dynamicznie i wciągająco.

Jeżeli chodzi o dobór głośników, to polecałbym raczej kolumny o bardzo zrównoważonym i spokojnym dźwięku. Zastosowanie głośników o rozjaśnionym charakterze mogłoby spowodować nadmierne wyostrzenie górnego pasma, co całkowicie popsułoby przyjemność słuchania.

Ten dosyć niepozorny wzmacniacz połączony z dobrze dobranymi głośnikami potrafi zagrać niezwykle barwnie i ciekawie.

 

Czy chciałbym go mieć?

Dlaczego nie? Jego dźwięk jest na tyle kulturalny i przykuwający uwagę, że z pewnością bym się nie obraził...

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz