Przejdź do treści
Wczytuję...

ROTEL RCD 990 - Test odtwarzacza CD

Something with HTML textformat

 

Niedawno odkupiliśmy od jednego z klientów naszego serwisu bardzo interesujący odtwarzacz CD.

ROTEL RCD 990.

Urządzenie wymagało bardzo poważnej, kosztownej naprawy i w związku z tym klient postanowił się z nim rozstać za rozsądną kwotę i w ten prosty sposób pozbyć się „kłopotu”.

Po kilku tygodniach w trakcie których nasi technicy powoli i rozważnie dokonywali naprawy, odtwarzacz został przywrócony do życia. Prawdę powiedziawszy do nowego, drugiego życia, ponieważ konieczna była wymiana wielu kluczowych podzespołów. Praktycznie został doprowadzony do stanu technicznego jaki prezentował w dniu swoich narodzin.

Po całym procesie naprawczym, odtwarzacz trafił do naszego sklepu. Oczywiście przede wszystkim na długie i dokładne testy odsłuchowe z myślą by po ich zakończeniu wystawić go na sprzedaż.

Przez ostatnie 4-5 dni miałem możliwość, niemal bez ograniczeń, korzystać z niego jako głównego źródła dźwięku.

RCD990 to jeden z najciekawszych odtwarzaczy lat 90-tych. Wyprodukowany przez firmę, która nawet w swojej najbardziej budżetowej półce cenowej miała ambicje typowo audiofilskie. W dodatku to najwyższy model serii podstawowej.

Wygląd

Rotel RCD990 to odtwarzacz należący do tych o bardzo poważnym wyglądzie. Wysoki, głęboki i ciężki. Wykonany bardzo solidnie. Widać, że firmie zależało na tym, żeby dosłownie „trwał” przez długie lata.

Front panel w kolorze czarnym, wykonano z grubego szczotkowanego metalu.

Umieszczono na nim: włącznik sieciowy w formie kwadratowego klawisza średnich rozmiarów, 6 szt. małych okrągłych przycisków sterujących podstawowymi funkcjami (okolono je wąskimi czerwonymi „pierścieniami”), dosyć pokaźnych rozmiarów szufladę na płyty, oraz średni wyświetlacz funkcji.

Co prawda wyświetlacz na pierwszy rzut oka nie wygląda imponująco, to jednak po włączeniu urządzenia przekonujemy się, że wyświetlane na czerwono cyfry są naprawdę bardzo duże. Również ich maksymalnie uproszczony, techniczny kształt, przywodzi na myśl CD Playery powstałe w ultra high-endowych manufakturach.

Na tylnej ściance zainstalowano: klasyczne wyjście sygnałowe RCA (CINCH), a także alternatywne XLR, wyjścia cyfrowe Coaxial i Optical. Przewód zasilający jest zamontowany na stałe.

 

W trakcie testu użyto

Rotel RCD990 (odtwarzacz CD)

Fisher CA 7000 (wzmacniacz)

Kenwood KA 1500 (wzmacniacz)

NAD 320 Series 20 (wzmacniacz)

Cerwin-Vega Cabinet (monitory)

B&W DM602 (monitory)

ATL 705Pro (małe kolumny podłogowe)

Bose 301 Series II (monitory)

KEF IQ70 (średnie kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Przez ostatnie kilka miesięcy miałem okazję słuchać wielu odtwarzaczy CD. Bardzo wielu. Były wśród nich bardzo drogie konstrukcje, wyprodukowane przez wielce utytułowane firmy z audiofilskiego topu, ale również i takie, które były budżetowymi przebojami swojej dekady.

Jednak przez cały ten czas nie zdarzył mi się CD Player o tak mocnym i dosadnym sposobie grania. Takie było moje pierwsze wrażenie, i takie pozostało do czasu zakończenia kilkudniowej sesji odsłuchowej.

Ten Rotel jest niezwykle dynamiczny. Nieco faworyzuje środek pasma, ale nie nanosi od siebie żadnego ocieplenia czy dosłodzenia. Wszystko to, co dzieje się w tym zakresie jest niesamowicie czytelne, każdy najmniejszy dźwięk, szept, czy przesunięcie palców po strunie kontrabasu lub gitary akustycznej, to oddzielny dźwięk, mający swoje osobne miejsce w tworzonej scenie muzycznej. Przypomina to trochę spojrzenie na otaczający świat przez okulary, które wyostrzają kontury.

Wysokie tony są podobnie dobrze poukładane i niesamowicie wyraźne. Nie mają jednak tendencji do żadnej ostrości. Z pewnością nie będą powodem do zmęczenia słuchu przez jazgotliwość i sztuczne doświetlanie najwyższego zakresu tego pasma. Szczegółowość i naturalność są tutaj absolutnym priorytetem.

Bas jest dosyć sztywny i szybki. Nigdy nie odważyłbym się twierdzić, że jest zbyt mocny, czy tłusty. Jest go pod dostatkiem, ale to bardzo punktowa i zwinna prezentacja, unikająca ociepleń i miękkości.

 

Moja ocena

Rotel RCD990 jest odtwarzaczem nie tyle doskonałym, bo takie właściwie nie istnieją, ale w swojej klasie zawsze był poważany, ceniony i dzisiaj jest poszukiwany na rynku wtórnym.

Nadal stanowi dosyć poważny wydatek.

Biorąc pod uwagę, że na internetowych aukcjach rzadko trafiają się egzemplarze zadbane i pochodzące z tzw. pierwszej ręki, ceny sprawnych a także ładnie wyglądających RCD990, nie powinny dziwić.

Zazwyczaj użytkownicy tych odtwarzaczy nie mają zamiaru się ich pozbywać. Jedynym powodem jest niemal zawsze chęć wzniesienia się na znacznie wyższy poziom jakości. I z takich okazji warto korzystać, bo są one prawdziwą rzadkością.

Słuchałem go przez kilka dni, zmieniałem płyty, gatunki muzyczne, wzmacniacze, głośniki i za każdym razem utwierdzałem się w przekonaniu, że to niesamowicie dobrze grające urządzenie.

Z pewnością preferuje współpracę ze wzmacniaczami, których brzmienie jest delikatnie ocieplone. Wtedy dźwięk staje się bardzo przyjazny, a jednocześnie bardzo czytelny. Można słuchać godzinami...

W połączeniu z nadmiernie energetycznym i rozjaśnionym wzmacniaczem z dolnych półek cenowych, ogólna prezentacja może się okazać bardzo niemiła. Trzeba by wtedy szukać głośników grających spowolnionym i ultra ocieplonym dźwiękiem, albo ratować się poprzez dobór odpowiednich przewodów głośnikowych i kabli połączeniowych.

Jeżeli jednak podłączymy ten odtwarzacz do przyzwoitego, neutralnego wzmacniacza, wyposażymy się w głośniki o podobnym jak wzmacniacz charakterze, to raczej żadne dalsze poszukiwania nie będą już konieczne.

 

Odtwarzacz jest wyposażony w układ odczytujący standard HDCD i rzeczywiście jeżeli włoży się płytę wydaną w takim standardzie, to dźwięk staje się bardziej dynamiczny i energetyczny niż w przypadku klasycznego CD.

Natomiast warto wiedzieć, że RCD990 lubi płyty zadbane. Czyste i nie porysowane.

Jeżeli każemy mu odtwarzać płytę, która była niewłaściwie przechowywana, jest poprzycierana, ma głębokie rysy, czy zdrapania na stronie zadrukowanej, to możemy mieć problem z jej wysłuchaniem. Może się zdarzać, że odtwarzacz ją zignoruje, względnie rozpocznie odtwarzanie, ale nie pozwoli na przerzucanie ścieżek. Po prostu w pewnym momencie pogubi się i zastrajkuje.

Jest to nie tyle wada, czy przypadłość, co typowe zjawisko w odtwarzaczach wyższych klas.

O ile tanie i średnie-niższe konstrukcje najczęściej czytają niemal wszystko, nawet przysłowiowe „płyty chodnikowe”, to większość CD Playerów klasy audiofilskiej i high-endowej zawsze miała kłopoty ze zniszczonymi płytami. Niektóre miewały i nadaj miewają głęboką niechęć do odtwarzania płyt CD-R i CD-RW.

Wydaje mi się, że od zawsze było to ściśle zamierzone zjawisko. Chodziło o to, żeby użytkownicy cieszyli się z urządzenia prezentującego najlepszą możliwą jakość za konkretne przedziały cenowe.

A jaką jakość dźwięku może zaproponować zniszczona, zaniedbana lub brudna płyta? Kiepską!

Dlatego faktycznie te lepsze odtwarzacze różnych firm niejako wymuszały na użytkownikach, żeby dbali o swoją płytotekę. I kupowali oryginalne płyty!

Odwdzięczały się za to bardzo dobrym brzmieniem i długą bezawaryjnością.

Coś za coś. Mnie to odpowiada. Osobiście nie znoszę kiedy ktoś odkłada płytę w inne miejsce niż jej oryginalne pudełko. Zawsze powoduje to mniejsze, lub czasem całkiem duże zniszczenie. A takie urządzenia uczą ludzi jak postępować z płytami, uczą szacunku dla przedmiotów, które dla wielu osób niesłusznie są czymś, nie wymagającym najmniejszej uwagi i właściwie wiecznym.

Czy chciałbym go mieć?

Tym razem nawet bez chwili zastanowienia odpowiem zdecydowanym TAK!

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz