Przejdź do treści
Wczytuję...

ROTEL RA 1060 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj na moim stoliku odsłuchowym zaparkował wzmacniacz ROTEL RA 1060.

Model pochodzi z początku XXI wieku, ale wizualnie nawiązuje do serii, która na początku lat 90-tych jako pierwsza przecierała firmie Rotel drogę do sukcesu na polskim rynku. Wcześniej była znana jedynie obywatelom mającym możliwość swobodnego podróżowania po świecie. W latach 70-tych i 80-tych urządzenia Rotela (przede wszystkim amplitunery) były przywożone do kraju przez marynarzy floty handlowej, lub osoby wracające z zagranicznych placówek. Przeciętni polscy konsumenci dowiedzieli się o istnieniu tej firmy dopiero w okresie kiedy powstawały pierwsze wyspecjalizowane salony audio.

Wzmacniacz, którego będę dzisiaj słuchał przeszedł naprawę w zaprzyjaźnionym z naszym Sklepem serwisie.

 

Wygląd

RA 1060 to urządzenie zaliczane do audiofilskiej klasy budżetowej i tak też wygląda. Prosto, oszczędnie, bez funkcji uznawanych w audiofilskim światku za niepotrzebne, a nawet za wpływające niekorzystnie na jakość dźwięku.

 

Na front panelu wykonanym z polakierowanego na czarno, szczotkowanego metalu umieszczono:

włącznik sieciowy, gniazdo słuchawkowe typu Jack, dwa selektory źródeł (jeden dla źródeł słuchanych, drugi dla źródeł nagrywanych), dużych rozmiarów pokrętło siły głosu, selektor wyboru pary głośników, oraz potencjometr obsługujący dosyć nietypową funkcję.

Właściwie funkcja ta nie jest aż tak bardzo nietypowa, ale sposób jej regulacji zainstalowany w tym Rotelu należy do rzadko spotykanych. Skokowy potencjometr reguluje poziom czułości Konturu.

Pozycja środkowa (OFF) to całkowite odłączenie tej funkcji. Można przełączać potencjometr w lewo (dwie pozycje) zwiększając ilość basu, oraz w lewo (również dwie pozycje) zwiększając udział wysokich tonów.

 

Na tylnej ściance zainstalowano:

8 sztuk gniazd RCA (CINCH) służących do podłączenia różnych źródeł dźwięku oraz jedna para do podłączenia dodatkowej końcówki mocy, a także zaciski dla dwóch par głośników.

 

 

W trakcie testu użyto

ROTEL RA 1060 (wzmacniacz)

SONY CDP-212 (odtwarzacz CD)

AKAI CD 55 (odtwarzacz CD)

PHILIPS CD 930 (odtwarzacz CD)

PIONEER PD 7700 (odtwarzacz CD)

MONITOR AUDIO MA66 (monitory)

T+A Criterion CR60 (kolumny podłogowe)

ELAC 108.2 (kolumny podłogowe)

KEF Carlton III (monitory)

 

 

Brzmienie

Lubię wzmacniacze Rotela z lat 90-tych. Miały w sobie to „coś” co powodowało, że chciało się ich słuchać. Miałem możliwość wsłuchać się w późniejsze konstrukcje tej firmy, ale nie ukrywam że nie robiły na mnie większego wrażenia.

Tym chętniej przystąpiłem do ponaprawczego odsłuchu Rotela RA 1060, który nasz serwis dostarczył na mój stolik odsłuchowy.

 

Wysokie tony są raczej spokojne. Pełne szczegółów i przestrzeni, ale nie „błyszczą” tak intensywnie i nienaturalnie jak to ma miejsce w wielu niedrogich wzmacniaczach, które w ten sposób rekompensują braki w pozostałych zakresach.

W tym przypadku soprany w pełni zasługują na miano audiofilskich. Czytelne i nasycone. Bardzo naturalne.

 

Średnica także idzie w parze z sopranami. Jej górny skraj doskonale współgra z najniższym podzakresem tonów wysokich. Uzupełnia je i wykańcza. Wspólnie kreują bardzo ładną stereofonię i nadają dużo przestrzeni nagraniom, które zostały zrealizowane dokładnie i czysto.

Pozostałe zakresy tonów średnich to nadal bardzo dobry dźwięk. Odpowiednio selektywny i naturalny z lekką tendencją do ocieplenia.

 

Bas potrafi być dosyć szybki, ale wyraźnie słychać że zdecydowanie woli sobie pomruczeć nieśpiesznie. W tym jest prawdziwym mistrzem, bo może zejść nisko pozostając niemal do końca czytelnym, a jednocześnie w żaden sposób nie spowalnia tempa utworów niezależnie jakiego gatunku muzycznego mamy zamiar posłuchać.

 

Moja ocena

ROTEL RA 1060 to japoński wzmacniacz o brzmieniu które może kojarzyć się z konstrukcjami angielskimi. Czytelne, dokładne, a jednocześnie lekko dosłodzone wysokie tony wybrzmiewają bardzo naturalnie i są niezwykle miłe dla uszu. Ocieplona średnica to także raczej znak firmowy wzmacniaczy brytyjskich. Bas godzien jest znacznie droższych urządzeń.

Gdybym miał porównywać brzmienie RA 1060 do czegokolwiek, to moim zdaniem jest ono trochę zbliżone do tego jakim posługiwały się wzmacniacze Musical Fidelity serii Elektra. Ogólna prezentacja przypomina mi MF E1, ale z kolei większa szczegółowość bliższa jest MF E10. Do MF E11 jednak brakuje odrobiny więcej blasku w zakresie wysokich tonów.

W jakiejś recenzji przeczytałem, że ten Rotel najlepiej sprawdza się na materiale zdecydowanie rockowym. Nie bardzo wiem skąd taka opinia. Owszem, radzi sobie bardzo dobrze zarówno z klasycznym rockiem, jak i cięższymi klimatami heavy metalu lub trashu ale chyba lepiej i wiarygodniej brzmią na nim nieco spokojniejsze, kameralne nagrania.

Słuchałem na nim akustycznego jazzu i muzyki klasycznej i szczerze powiedziawszy zrobiły na mnie większe wrażenie niż ostre granie.

Ktoś inny określił go także jako „nerwowy” i „szorstki”. W słuchanym przeze mnie egzemplarzu trudno by było doszukać się takiego charakteru. Być może gdyby sparować go z głośnikami które przedkładają dynamikę i szybkość dźwięku nad pełną neutralność, a dodatkowo mają nadnaturalnie uwypuklone soprany i lekko wycofaną średnicę to faktycznie mogłoby się okazać że poszczególne rodzaje rocka zabrzmią na nim zbyt jasno i chropowato.

Mimo wszystko to bardzo udany wzmacniacz i może uchodzić za w pełni uniwersalny o ile rozsądnie dobierze się do niego pozostałe elementy toru audio. Doradzam przyzwoity odtwarzacz CD o czytelnym, dynamicznym i otwartym dźwięku, oraz w miarę neutralne kolumny o delikatnie rozjaśnionym górnym skraju tonów wysokich. Myślę, że przy takim zestawieniu każdy rodzaj muzyki zabrzmi wciągająco.

 

Czy chciałbym go mieć?

Za brzmienie i za wygląd...Tak.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz