Przejdź do treści
Wczytuję...

RADMOR Amplituner 5412 RADMOR Korektor 5471 - Test Zestawu

Something with HTML textformat

Test zestawu

Kolejna gratka. Nasz serwis dokonał rewitalizacji (pełnej odbudowy) zestawu polskiej firmy Radmor, która święciła największe triumfy od połowy lat 70-tych, do początku 90-tych.

Starsi czytelnicy z pewnością pamiętają te konstrukcje. Z trudem zdobyte, wystane w kolejkach, ozdabiały niejeden dom.

Ponieważ zrewitalizowany zestaw trafił do mnie na wygrzanie i finalny odsłuch ponaprawczy, postanowiłem napisać o moich wrażeniach.

5412 i 5471 to urządzenia pochodzące z drugiej połowy lat 80-tych. Z okresu kiedy firma Radmor postanowiła zmienić całkowicie dotychczasowy design.

Można się kłócić, czy był ciekawszy od poprzedniego, czy raczej utracono dotychczasowy urok.

Faktem jest, że ten wygląd miał bardziej pasować do średniej światowej. I rzeczywiście, jeśli się dobrze przyjrzeć, to podobnie wyglądające klocki produkowano wtedy np. w Niemczech. Japonia w tamtym okresie przyjęła nieco inną estetykę.

Wygląd

Amplituner 5412 bardzo różni się od swoich poprzedników. Ale nie ilością funkcji.

Na szerokim front panelu umieszczono całą baterię gałek, pokręteł i przełączników.

Przełączników jest w sumie 19szt. Oprócz włącznika sieciowego widzimy: przełączniki dla dwóch par głośników, kontur (Loudness), filtry x2, przełączniki wyboru źródeł x6szt., filtr ARCZ, przełącznik stereo/mono.

Potencjometrów jest 9szt. Regulatory barwy i balansu, potencjometr siły głosu, potencjometr czułości mikrofonu, oraz 4sztuki małych potencjometrów służących do strojenia tunera.

Ponadto na przedniej ściance zainstalowano dwa wyświetlacze. Duży jest przeznaczony dla funkcji tunera, a mały pokazuje wykorzystywaną moc wzmacniacza.

Całość wykończono w kolorze srebrnym.

Na tylnej ściance umieszczono zaciski dla dwóch par głośników, oraz gniazda do podłączania źródeł. Istotne, że każde źródło może być łączone zarówno przy użyciu gniazd CINCH, jak i DIN.

Świadczy to o tym, że Radmor przygotował się na każdą występującą w tamtym czasie ewentualność.

Korektor 5471 ma tą samą szerokość i wysokość. Na front panelu widzimy 6szt. przełączników funkcji: wyłącznik trybu korekcji, przełącznik stereo/mono, przełączniki skokowego przyciszania, włącznik DNL oraz włącznik sieciowy. Oczywiście uwagę przyciągają przede wszystkim suwaki służące do regulowania poszczególnych częstotliwości. Jest ich po 10szt na każdy kanał ( w sumie 20szt). Kolorystyka korektora jest identyczna jak amplitunera.

Z tyłu umieszczono gniazda do połączenia z amplitunerem i gdyby ktoś potrzebował takiego rozwiązania, również z samym magnetofonem. Tak jak w przypadku amplitunera gniazda są podwójne; zarówno w wersji CINCH jaki i DIN.

W czasie odsłuchu używałem

  • Radmor Amplituner 5412
  • Radmor Korektor 5471
  • Cerwin Vega Cabinet (monitory)
  • Quadral Orkan mkII (średnie kolumny podłogowe)

Brzmienie

Radmorowskiego zestawu słuchałem przez trzy dni. Pierwsze chwile po uruchomieniu na moim stoliku odsłuchowym z pewnością nie były magiczne. Nieciekawy, płaski dźwięk amplitunera można było poprawić tylko za pomocą korektora. I też szału raczej nie było.

Ale jak wiadomo, pierwsze uruchomienie po pełnej odbudowie elektroniki o niczym nie świadczy. Wszystko musi się odpowiednio długo wygrzać, ułożyć.

Przez cały pierwszy dzień zestaw grał sobie cichutko, a ja w tym czasie słuchałem zupełnie innych urządzeń, co jakiś czas sprawdzając, czy z Radmorem wszystko w porządku.

Drugiego dnia było znacznie lepiej. Nie na tyle jednak, żebym chciał go słyszeć przez dłużej niż dwie godziny. Ponownie więc grzał się i okresowo sprawdzałem jakość dźwięku. Pod wieczór było już jasne, że następny dzień będzie można poświęcić na poważniejszy odsłuch i dodatkowo sprawdzenie wszystkich funkcji.

Trzeciego dnia, od samego rana rozgrzewałem oba urządzenia i po południu mogłem już zacząć pisać ten tekst.

Postanowiłem nie skupiać się jedynie na działaniu zestawu jako całości, ale również sprawdzić sam amplituner.

I od tego chciałbym zacząć opisywanie wrażeń.

Dźwięk samego amplitunera jest naprawdę dosyć ciekawy. Właściwie można by napisać, że typowy dla Radmora. Ale nie tego pierwszego, lecz jego drugiej wersji produkowanej pod sam koniec lat 70-tych i na początku 80-tych. I dobrze, bo za tymi pierwszymi nie przepadam. Miałem kiedyś tą drugą wersję i do dzisiaj pamiętam, że grała nadspodziewanie dobrze. Zarówno na tle konkurencji krajowej jak i zagranicznej.

Przy ustawieniu wszystkich regulatorów barwy na „zero” jest momentami nieco płasko, ale to zależy od poziomu nagrania. Przy dobrych realizacjach efekt suchości i wypłaszczenia znika.

Ponadto, jeżeli zajdzie potrzeba, można skorzystać z regulacji barwy. A trzeba przyznać, że skala tejże, jest niezwykle duża. Można też (chociaż tego akurat nie doradzam) włączyć funkcję Kontur (Loudness) i wtedy wszystkiego mamy nawet w nadmiarze.

Skupmy się na słuchaniu z wyłączonym Konturem i z regulatorami barwy w pozycji neutralnej.

To nie jest dźwięk, który spowoduje dreszcze u osób przyzwyczajonych do tanich japońskich amplitunerów czy wzmacniaczy. Nie stara się zaskoczyć i zachwycić słuchacza od pierwszych sekund. Trzeba poświęcić kilkanaście minut, żeby docenić ten sposób prezentacji. Ma wiele wspólnego z brzmieniem niemal audiofilskim, ale oczywiście nim nie jest.

Czasem odrobinę zbyt sucho i klinicznie, ale bez popadania w przesadę.

Wysokie tony są wyraźne i nawet pokusiłbym się o opinię, że dosyć dokładne.

Nie błyszczą, ale szczegóły są słyszalne wystarczająco.

Średnica jest odrobinę cofnięta. A przynajmniej ja odniosłem takie wrażenie. Efekt jest jednak na tyle delikatny, że absolutnie w niczym to nie przeszkadza. Detaliczność w tym zakresie nie jest wzorcowa. Nie należy także to „zamulaczy”. Daje się bez problemu śledzić każdy instrument i głos.

Basu nie ma zbyt dużo. Jest szczupły, sprężysty i nieco zbyt suchy.

Ale wystarczy przestawić potencjometr regulacji basu o zaledwie jedno „oczko” i nagle w pomieszczeniu odsłuchowym zaczyna się zupełnie inny show.

Bas robi się wystarczająco zaznaczony, z lekkim ociepleniem. Miękko pomrukuje.

Ciekawostka, że to minimalne dodanie basu zaczyna od razu wpływać na resztę zakresów. Soprany są wyraźne tak samo jak były, ale pojawia się przyjemniejsza dla uszu barwa, która polega na nieznacznym dociepleniu.

Również średnica zaczyna być ciekawsza i bardziej melodyjna, bardziej muzykalna.

Naprawdę miło się słucha muzyki przy takiej minimalnej ingerencji w regulację barwy.

Przejdźmy teraz do odsłuchu z użyciem w torze Korektora.

Korektory to w ogóle osobny rozdział sztuki audio. Pamiętam, że kiedyś większość użytkowników nie wyobrażała sobie żadnego systemu bez nich. Musiały być bo „poprawiały” brzmienie całego zestawu. Inni kupowali je wyłącznie dlatego, że chcieli mieć pełny zestaw konkretnej firmy. A że jednym z elementów był korektor, więc trzeba było go mieć. Dla samego faktu posiadania.

Ja o korektorach nigdy nie miałem dobrego zdania. Zawsze były to dla mnie jedynie „zaszumiacze” i „zasyczacze”. Jedyną ich funkcją było kompletne zniekształcanie i psucie brzmienia.

Na samym końcu testu, uruchomiłem Korektor Radmora i po prostu bawiłem się nim. Sprawdzałem możliwości, wpływ ustawienia suwaków na poszczególne zakresy itp.

Oczywiście momentami starałem się uważnie słuchać.

Ale moja opinia o korektorach nie zmieniła się ani na jotę.

Jedyne co daje się zauważyć w miarę pozytywnego, to to, że korektor z wyłączonym trybem korekcji, poprawia nieco dynamikę amplitunera. Właściwie nie tyle samą dynamikę, co dodaje od siebie nieco głośności. Ten sam efekt można bez problemu osiągnąć poprzez dodanie odrobinę więcej siły głosu na samym amplitunerze.

A poza tym, tak jak wszystkie inne korektory, czy jak kto woli equalizery, potwornie szumi i zmienia dźwięk na mało naturalny.

Konkluzja

Amplituner 5412 w połączeniu z dobrze dobranymi głośnikami, może być ciekawą propozycją.

Na pewno nie dla audiofili, ale dla każdego przeciętnego miłośnika muzyki. Pisząc o dobieraniu głośników, nie mam na myśli Altusów. Te będę odradzał z całą stanowczością.

Natomiast Korektor muszę uznać, za całkowicie zbędny. Amplituner radzi sobie bez niego o wiele lepiej.

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz