Przejdź do treści
Wczytuję...

PIONEER SX 550 Test amplitunera

Something with HTML textformat

 

Technik z serwisu współpracującego z naszym Sklepem Audio poprosił mnie o dokładne sprawdzenie amplitunera firmy Pioneer. Ponieważ urządzenie trafiło do serwisu z kilkoma różnymi usterkami i konieczne były szeroko zakrojone prace naprawcze, to również niezbędny był proces jego ponaprawczego wygrzania i przetestowanie sprawności wszystkich funkcji. Oczywiście i tak zawsze najważniejsze jest długie i dokładne wsłuchiwanie się w brzmienie naprawionego sprzętu, żeby ocenić czy nie odbiega ono od normy.

 

Urządzenie o którym mowa to amplituner PIONEER SX 550.

Produkowano go w latach 1976 – 1978 i jego design jest typowy dla tamtego okresu.

 

Wygląd

Amplituner SX 550 został wykonany bardzo dokładnie i z użyciem dobrych materiałów.

Front panel zwyczajowo zrobiono z dosyć grubego, szczotkowanego aluminium.

Znalazły się na nim:

szerokie okno skali tunera (biegnące przez całą szerokość płyty czołowej), zawierające także mniejsze okienko służące do dokładnego dostrajania stacji radiowych, kontrolkę informującą o tym że urządzenie zostało włączone, oraz kontrolkę sygnału STEREO. Na prawym obrzeżu skali umiejscowiono duże pokrętło służące do wyszukiwania stacji radiowych.

Skala jest podświetlona żółto-pomarańczowym odcieniem o doskonale dobranym poziomie jasności.

Poniżej okna skali zainstalowano:

włącznik sieciowy będący jednocześnie selektorem wyboru pary głośników, niewielkie potencjometry regulujące barwę, balans i wybór podstawowych źródeł dźwięku, odrobinę większy służący do regulacji poziomu głośności oraz pięć małych przełączników uruchamiających funkcje Loudness, FM Muting, Mono, a także Tape1 i Tape2 (dla dwóch magnetofonów).

Amplituner posiada także gniazda typu Jack. Jedno współpracuje ze słuchawkami, a drugie z mikrofonem.

 

Na tylnej ściance znalazły się:

zaciski dla dwóch par głośników, gniazdo przewodu sieciowego, sześć par gniazd RCA (CINCH) oraz jedno DIN do podłączania różnych źródeł dźwięku, trzy zaciski do połączenia z antenami, jeden do zainstalowania uziemienia podczas współpracy z gramofonami wymagającymi takiego rozwiązania.

Warto wspomnieć, że cały tylny panel na którym zainstalowano wszystkie gniazda i zaciski ma formę wystającej półeczki. Wszystkie wtyki wsuwa się pionowo w dedykowane gniazda. Podobny pomysł znany jest choćby z legendarnego wzmacniacza 3020 firmy NAD.

Na koniec opisu wyglądu tego amplitunera dodam, że urządzenie zostało wyposażone w „boczki” wykonane prawdopodobnie z płyty wiórowej i oklejone jasno-brązowym fornirem.

 

W trakcie testu użyto

PIONEER SX 550 (amplituner)

SONY CDP-212 (odtwarzacz CD)

AKAI CD 55 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ 50 Pro (adaptor Bluetooth)

KEF Cantor III (monitory)

KEF Corelli (monitory)

Sansui S-U7770 (monitory)

BOSE 301 Series III (monitory)

JBL TLX 150 (monitory)

JBL LX33 (monitory)

 

 

Brzmienie

Pioneer SX 550 nie tylko ładnie wygląda, ale także bardzo ładnie gra.

Wysokie tony należą do gatunku wyraźnych i obfitych. Jest ich dużo, dzięki temu słuchacz ma wrażenie, że w nagraniach dzieje się więcej niż w przypadku korzystania z większości innych amplitunerów z tamtych czasów. Ciekawe, że pomimo tego „ataku” górnego zakresu, nie jest on nawet przez moment męczący lub irytujący. Mam wrażenie, że jednak najwyższe składowe tego zakresu zostały chytrze, acz delikatnie zaokrąglone.

Średnica z pewnością nie jest wzorem naturalności. Nie jest także wyeksponowana. Z audiofilskiego punktu widzenia ( a właściwie słyszenia ) sporo jej brakuje. Mimo to nie odczułem wcale braku szczegółów znajdujących się w tym paśmie. Mogłaby być nieco cieplejsza i myślę że wtedy przyjemność słuchania tego sprzętu byłaby znacznie większa, ale skoro konstruktorzy tak ją ustawili to bez sensu byłoby z nimi dyskutować. Najważniejsze że nie jest wycofana. Całkiem nieźle współpracuje z dolnym podzakresem sopranów i górnym basu.

Bas zależy wyłącznie od zastosowanych głośników. Nieważne czy będą to monitory, czy kolumny podłogowe. Zawsze stanowi wyważony fundament dla wszystkiego czego zapragnie się słuchać. Eksperymentowałem z muzyką klasyczną, jazzem, hard-rockiem i rockiem progresywnym ani razu nie odczuwając niedoboru lub nadmiaru niskich tonów. Zawsze było ich dokładnie tyle ile powinno.

 

Moja ocena

Pioneer SX 550 w czasach kiedy był produkowany reprezentował klasę sprzętu dla początkujących miłośników muzyki. Nie był najtańszym modelem tej firmy, ale także nie należał do „mocnej średniej” w ofercie Pioneera. Nie należy się tym zrażać, bo w latach 70-tych nawet najprostsze i niedrogie modele poszczególnych firm dysponowały ciekawym i przyzwoitym brzmieniem. Z tym jest podobnie.

Równowaga dźwięku pomiędzy tonami wysokimi, basem a średnicą, odbiega od ogólnie przyjętego kanonu neutralności i naturalności brzmienia.

I tak słucha się go przyjemnie.

Myślę, że niemal każdy przeciętny słuchacz oceni go jako sprzęt spełniający swoje zadanie i oczywiście zaspokajający oczekiwania posiadaczy. Poza tym wygląda ładnie i elegancko (o ile dysponuje się zadbanym egzemplarzem).

Przez cały czas prowadzenia odsłuchów nie mogłem się napatrzyć na podświetlenie skali. Działała na mnie niemalże hipnotycznie.

Ten przyjemny, żółtawy kolor cały czas kojarzył mi się z dzieciństwem. Pamiętam, że moi dziadkowie mieli lampę stołową, która dzięki pomarańczowemu abażurowi rozsiewała wokół dokładnie takie samo miękkie, żółte światło. Stała na stole przy którym wieczorami siadało się w gronie rodzinnym, pogryzało ciastka upieczone przez babcię popijając je mlekiem i gadało się, gadało, gadało...

Piękne wspomnienie, które ten amplituner nagle, niespodziewanie we mnie obudził.

Jedyne na co trzeba uważać, to rozważny dobór głośników. Należy unikać kolumn lub monitorów grających lekkim i rozjaśnionym dźwiękiem. Zrobi się wtedy ostro i sucho.

Moim zdaniem najlepszymi partnerami dla SX 550 będą takie, które dysponują spokojnym, zrównoważonym i lekko ocieplonym brzmieniem. Takie połączenie stworzy szczegółowy i poważny sposób prezentacji każdego gatunku muzyki.

Czy chciałbym go mieć?

Brzmieniowo nie do końca trafia w mój gust. Ale ze względu na jego design, a zwłaszcza na kolor i intensywność podświetlenia skali, chętnie bym go widział w moim domu. Z powodów sentymentalnych, co opisałem powyżej.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

Odpowiedz