Przejdź do treści
Wczytuję...

Pioneer A-616 mark II Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Tym razem zawitała do naszego Sklepu duża japońska konstrukcja. Dodam, że jest nie tylko duża, ale i dosyć ciężka.

Pioneer A 616 mark II to wzmacniacz zaprojektowany pod koniec lat 80-tych, ale urządzenie produkowano niemal do połowy następnej dekady. Z pewnością nie jest „białym krukiem” drugiego obiegu, ale trzeba przyznać że niełatwo jest znaleźć używany egzemplarz w dobrym stanie technicznym, a w dodatku zadbany wizualnie. Takie które natomiast były poddawane pełnemu remontowi (rewitalizacji lub renowacji) potrafią kosztować niemało.

Ten którego będę słuchał w dniu dzisiejszym, przeszedł gruntowny przegląd, oraz wymianę większości elektrolitów.

Od trzech dni grał sobie spokojnie, żeby się dokładnie wygrzać i żeby cała nowa część elektroniki ułożyła się i dogadała ze sobą. W końcu nadszedł moment, kiedy już całkowicie na serio można było posłuchać go na różnym materiale muzycznym i w połączeniu z różnymi odtwarzaczami oraz głośnikami.

Ale zacznijmy od wrażeń wizualnych.

 

Wygląd

Jak wspomniałem wzmacniacz jest duży i ciężki. Zbudowany niezwykle solidnie i z dbałością o najmniejsze detale montażu. Tak kiedyś budowano takie sprzęty i kiedy ich przedstawiciel ląduje na moim stoliku odsłuchowym, zawsze podziwiam kunszt wykonania i rzetelność producentów.

Front panel jest dosyć wysoki. Umieszczono na nim: włącznik sieciowy, gniazdo słuchawkowe typu Jack, średniej wielkości potencjometry regulujące barwę i balans, a także wybór pary głośników i wybór rodzaju wkładki gramofonowej (aż cztery pozycje MM, MC, MM Subsonic, MC Subsonic). Dwa potencjometry o nieco większej średnicy służące do wyboru źródła słuchanego i źródła nagrywanego. Jeden duży potencjometr regulujący siłę głosu, a także trzy nieduże, prostokątne włączniki uruchamiające funkcje Loudness, Direct, oraz wejście dla dodatkowego magnetofonu.

Na tylnej ściance zainstalowano: zaciski dla dwóch par głośników, oraz 10 gniazd RCA (CINCH) do podłączania źródeł różnego rodzaju.

 

W trakcie testu użyto

Pioneer A-616 mark II (wzmacniacz)

Pioneer PD 7700 (odtwarzacz CD)

Sony CDP-XB 740 QS (odtwarzacz CD)

Rotek RCD 990 (odtwarzacz CD)

Quadral Odin (małe kolumny podłogowe)

T+A Criterion CR60 (małe kolumny podłogowe)

Bose 301 Series III (monitory)

Electro-Voice 49107 (monitory)

 

Brzmienie

Nie dość, że poważnie wygląda, ale i poważnie gra. To naprawdę mocny zawodnik. Napędzi nawet bardzo duże i wymagające kolumny wielogłośnikowe. O ile ktoś będzie takich potrzebował...

Potrafi też bezproblemowo współpracować z niewielkimi monitorami o niewielkich mocach. Byle rozsądnie podejść do tematu. Mam na myśli rozsądek użytkowników, bo przy próbie ostrego pokręcania gałką głośności w prawo, małe monitory mogą nie tylko wystartować w kosmos, ale wejść na orbitę księżyca. A zatem ostrożnie z takimi konfiguracjami.

W trakcie odsłuchów zauważyłem, że ten wzmacniacz najlepiej (i najbezpieczniej dla właściciela) czuję się w towarzystwie całkowicie przeciętnych kolumn podłogowych, lub monitorów. Przeciętnych zarówno mocą, jak i skutecznością, dynamiką.

Jego dźwięk jest bardzo interesujący.

Zazwyczaj wzmacniacze Pioneera kojarzą się z mocno uwypukloną górą, co bywa czasem zjawiskiem dokuczliwym dla uszu słuchaczy. Zawsze mają także mocny bas, natomiast średnica bywa nieznacznie wycofana.

W przypadku A 616 mark II trzeba trochę zweryfikować potoczny pogląd o typowym dźwięku Pioneerów.

Wysokie tony są wyraźne. To prawda. Przez cały czas odsłuchów i na każdym materiale muzycznym zaznaczały swoją obecność. Ale nie jazgotały, nie piszczały i ogólnie rzecz biorąc nie starały się nadmiernie błyszczeć. Moim zdaniem są po prostu czyste i dokładne. Czasem w różnych artykułach spotykamy określenie „krystaliczne”. I właśnie z takimi mamy do czynienia w tym wzmacniaczu.

Średnica jest ładnie ułożona i czytelna. Można się w niej doszukać nawet pewnej miękkości i wrażenia delikatnego ocieplenia. Ale to bardzo zależy od gatunku muzyki z jakim przyjdzie się wzmacniaczowi zmierzyć. Szczególnie dobrze jest to słyszalne w trakcie słuchania akustycznego jazzu granego w kameralnych składach.

A zresztą, słuchając innej muzyki, także nie odczułem dyskomfortu z powodu sztywności czy twardości tego zakresu pasma. Jest przejrzyście, czytelnie i wciągająco. Użytkownik tego modelu z pewnością niejednokrotnie będzie się poprawiał w fotelu, zastanawiając się co też to urządzenie jeszcze pokaże, a czego nie słyszał dotąd na innym wzmacniaczu. Bo faktycznie słuchając A 616 mark II ma się często wrażenie, że w dobrze znanym materiale muzycznym pojawiły się nieznane dotąd szczegóły.

Bas jest mocny. Potrafi zejść naprawdę bardzo głęboko a jednocześnie nie powoduje to rozlania dźwięku. Długo zastanawiałem się jak go opisać. Z jednej strony bywa szybki i zwinny, z drugiej niski i ocieplony. A jednocześnie w każdej z tych ról jest niezwykle perfekcyjnie kontrolowany. Utrzymywany w ryzach. To taki rodzaj kompromisu, który będzie odpowiadał większości miłośników muzyki o dobrej jakości dźwięku.

Nie ukrywam, że mnie to odpowiada. Kontrabas w jazzowych nagraniach ma odpowiednie nasycenie i naturalną barwę, a solidnie łojący elektryczny bas w niektórych nagraniach hard-rockowych ma dynamikę i bardzo dobrą czytelność.

 

Moja ocena

To nie jest wzmacniacz audiofilski. To wzmacniacz dla każdego. Ale dla każdego, kto ma choć trochę wyrobiony gust i niezłe ucho.

W połączeniu z dobrym odtwarzaczem CD i przyzwoitymi głośnikami potrafi pokazać więcej niż większość urządzeń pochodzących od konkurencji.

Dokładny, czytelny i jak na tą klasę dosyć naturalny i przejrzysty.

Bardzo mocny. Jeżeli ktoś ma naprawdę duży salon w domu jednorodzinnym i chce go dobrze nagłośnić, to właściwie nie musi już szukać. Ten wzmacniacz nie tylko bez problemu da sobie radę z pomieszczeniami znacznie przekraczającymi powierzchnię 70m kwadratowych, ale w dodatku nie będzie słychać żadnego wysiłku w jego sposobie prezentacji. Oczywiście w takich przypadkach musi zostać sparowany z wydajnymi i solidnymi kolumnami.

Ale ma też drugie, kompletnie inne oblicze. Z małymi, lub średnimi monitorami potrafi wytworzyć niemal magiczną i delikatną atmosferę nawet przy bardzo niskich poziomach wzmocnienia.

Bardzo wszechstronny.

 

Czy chciałbym go mieć?

Owszem chciałbym i to bez żadnych zastrzeżeń.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz