Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

    Właściwie nie będzie to test w rodzaju tych jakie dotychczas przeprowadzałem i opisywałem.

Będzie to odsłuch kontrolny naprawionego u nas urządzenia. Takich odsłuchów przeprowadzamy wiele w ciągu tygodnia, ale nie wszystko co trafia na nasz stolik warte jest opisów.

Chciałbym jednak podzielić się wrażeniami dotyczącymi możliwości posłuchania produktu firmy będącej prawdziwą legendą.

    Nakamichi od zawsze specjalizowało się w konstruowaniu magnetofonów będących dla wielu ludzi wyznacznikiem jakości wykonania, i co najważniejsze, jakości dźwięku.

Często jeszcze wspominany jest model RX 505 z lat 80-tych. Był to magnetofon kasetowy stworzony na potrzeby audiofilów. I jak żaden audiofilski sprzęt tego typu posiadał auto-rewers.

Żeby jednak nie ryzykować niedokładnego skosu głowic, ich nieprecyzyjnego ustawiania się po obrocie, co cechowało niemal wszystkie konstrukcje wyposażone w auto-rewers, wymyślono iście szatański sposób. To nie głowice się odwracały, ale kaseta. Wyjeżdżała ze swojego gniazda na specjalnych widełkach, które następnie ją odwracały i umieszczały z powrotem w gnieździe.

Dzięki temu wszystkie głowice były przez cały czas nieruchome.

Jeszcze większą estymą cieszył się model Dragon. Posiadał całą masę opcji potrafiących „wyciągnąć” z nagrywanego materiału maksimum jakości dźwięku. Znacznie większą niż dzisiaj się to może wydawać różnym sceptykom.

 

W latach 90-tych Nakamichi znacznie uprościło konstrukcyjnie swoje magnetofony. W odróżnieniu od Dragona czy RX505, miały być łatwiej osiągalne cenowo.

Wprowadzono odmiany DR1 i DR2. Im mniejsza cyfra, tym wyższy model.

My dzisiaj słuchaliśmy tańszej wersji DR2.

 

Wygląd:

DR2 nie odbiega designersko od większości magnetofonów innych firm z tamtego okresu. Na dobrą sprawę, gdyby nie logo Nakamichi, można by go pomylić z którymkolwiek modelem Yamahy.

Na front panelu widzimy: włącznik sieciowy, przycisk otwierania kieszeni (mechaniczny), 2x przełączniki różnych trybów licznika, monitor, przyciski wyboru systemu Dolby, przełączniki rodzaju podkładu taśm (żelazo, chrom, metal), włącznik funkcji repeat, potencjometry głośności nagrywania i prądu podkładu, oraz typowe klawisze obsługujące normalne funkcje magnetofonowe.

Wbrew pozorom nie jest to duża ilość funkcji i możliwości. Magnetofonowi konkurenci, czyli AKAI i TEAC oferowali wówczas w swoich modelach więcej funkcji, więcej możliwości „poprawiania” nagrywanego materiału.

Dźwięk:

Nigdy nie słuchałem ani Dragona ani RX505, więc nie mogę się wypowiadać o brzmieniu tamtych konstrukcji. Natomiast zarówno DR2 jak i DR1 pamiętam jeszcze z czasów, kiedy pracowałem w salonie audio, który te magnetofony miał w ofercie.

Już wtedy miałem wrażenie, które dzisiaj się jedynie potwierdziło, że dźwięk nagrany (i odtwarzany) z któregokolwiek magnetofonu serii DR jest bardzo specyficzny.

Nie mówię, że jest zły. Nie twierdzę także, że jest dobry czy średni. „Specyficzny” oznacza tu tylko moje odczucia. Tak kiedyś, jak i dzisiaj, ten dźwięk wydaje mi się raczej suchy, z lekko metalicznym odcieniem barwy. Właściwie na każdym słuchanym rodzaju muzyki.

Również długość wybrzmiewania wydaje się wyraźnie skrócona, wyhamowana. Tak jakby konstruktorom chodziło o stworzenie bardzo dokładnego sposobu prezentacji, ale odartego z wszelkiego ciepła, plastyczności i ozdobników.

Takie brzmienie z pewnością ma swoich zwolenników, lub wręcz fanatyków. Mnie się jednak nie podoba. Przeszkadza mi ta sucha kliniczność przekazu. Brakuje nieco góry i dołu. Brakuje ciepła i mięsistości.

AKAI GX75mkII, który kiedyś posiadałem i użytkowałem przez z górą trzy lata, był magnetofonem o wiele bardziej zaawansowanym technicznie, a co najważniejsze był rewelacyjny jeżeli chodzi o jakość, dokładność i brzmienie.

 

Jako ciekawostkę napiszę, że klient serwisu, dostarczył wraz z magnetofonem kasetę ceramiczną.

Dzisiaj mało kto o nich pamięta, ale były one szczytowym osiągnięciem techniki w produkcji kaset o parametrach znacznie przewyższających taśmy standardowe. Sztywność kasety, mechanika rolek itp., odporność na lekkie uszkodzenia oraz ta podwyższona jakość samej taśmy, sprawiały, że takie kasety były bardzo kosztowne. A skoro kosztowne, to niewielu klientów je nabywało i dzisiaj stanowią prawdziwą rzadkość.

Konkluzja:

Nie jest to sprzęt, który polecałbym każdemu miłośnikowi kasetowych magnetofonów. Trzeba lubić konkretnie taki rodzaj brzmienia jaki to urządzenie generuje. Dla mnie jest on zbyt osuszony i kliniczny.

Ale może być to atutem w połączeniu z nazbyt ociężale i tłustawo grającą elektroniką.

Do wzmacniaczy o klasycznie naturalnym brzmieniu raczej wybrałbym AKAI GX75. 

 

 

Marek „Maro” Kulesza      

Odpowiedz