Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

NAD C356BEE – Test wzmacniacza

Kolejny reprezentant brytyjskiej myśli technicznej. NAD C356BEE. To już kolejna generacja wzmacniaczy angielskiej firmy, znanej z ciekawego i naturalnego dźwięku. Zawsze chętnie słucham konstrukcji NAD, żeby je porównać do poprzednich modeli, ale również dla czystej przyjemności słuchania. Bo jak dotąd, to zawsze była przyjemność. Czy będzie tak i tym razem, to się okaże.

Wygląd

Testowany dzisiaj wzmacniacz ma kolorystykę front panelu odbiegającą od dobrze znanej, klasycznej firmowej barwy NAD. Dotąd był to kolor ciemno-zgniło-zielony. Dzisiaj mam przed sobą urządzenie w trudnym do sprecyzowania kolorze zawierającym się pomiędzy czernią a bardzo ciemnym grafitem. Wbrew pozorom nie odbiera to uroku urządzeniu. Tym bardziej, że pozostała część typowego dla tej firmy designu pozostała bez zmian.

Na przedniej ściance umieszczono: włącznik sieciowy, przełączniki dwóch par głośników, osiem sztuk włączników różnych funkcji i źródeł, trzy niewielkie potencjometry odpowiedzialne za balans i regulacje barwy, oraz średniej wielkości potencjometr siły głosu. Ponadto gniazdo słuchawkowe typu Jack, oraz gniazdo MP typu Micro-Jack.

Na tylnej ściance miejsce znalazły: gniazdo do przewodu zasilającego, Zaciski dla dwóch par głośników, dwanaście par gniazd CINCH ( w tym gniazda umożliwiające użycie C356BEE jako przedwzmacniacz), jedno gniazdo RS232, oraz główny włącznik sieciowy.

Czyli mamy do czynienia z bardzo „wystawnie” wyposażonym wzmacniaczem. Szczególnie, że to wzmacniacz brytyjski, będący wyrobem producenta od zawsze kierującego swoje konstrukcje do klienta o potrzebach i ambicjach audiofilskich.

Do testu używałem

NAD C356BEE (wzmacniacz)

Atoll CD80 (odtwarzacz CD)

Marantz CD63mkII KI Signature (odtwarzacz CD)

Marantz CD67mkIISE Original SE (odtwarzacz CD)

Bose 301 Hifi Video Monitor II (monitory)

LK 4100 (duże monitory)

Elac C142 (duże kolumny podłogowe)

Brzmienie

Ten wzmacniacz przez swój kolor wygląda nieco inaczej niż NAD-y do których przywykłem. I jak się szybko okazało również gra nieco inaczej. Jest znacznie śmielszy w prezentowaniu wysokich tonów, niż NAD-owskie wzmacniacze, których dotąd słuchałem. Prawdopodobnie przez tą śmiałość wydaje się bardziej dynamiczny. Soprany potrafią czasem zakłuć w uszy, ale nie jest to zjawisko permanentne. Zdarza się tylko wtedy, kiedy trafimy na bardzo rozjaśnioną realizację muzyczną. Talerze perkusyjne skrzą się i błyszczą na niemal każdym repertuarze. Chwilami odnosiłem wrażenie, że jest ich nieco zbyt dużo.

Średnica jest jak to u NAD-a, ładnie wypełniona naturalnie wybrzmiewającymi szczegółami, ale przez sporą ilość tego, co dzieje się w najwyższych zakresach, wydaje się lekko wycofana. To tylko wrażenie pozorne. W rzeczywistości chyba nic w niej nie zmieniano. Trzeba się bardzo dokładnie wsłuchać, żeby odkryć, że jest nadal bardzo dokładna, bardzo audiofilska.

Bas. I w tym miejscu mam naprawdę poważny problem. Jest, jak na moje ucho, lekko odchudzony. Niby wszystko jest w porządku, ale jednak nie mogłem się oprzeć wrażeniu pewnej suchości w tym zakresie. Wszystko jest idealnie czytelne i przejrzyste. Każda nuta kontrabasu rozróżnialna, ale gdzieś momentami brakuje naprawdę niskich i miękkich „mruknięć”.

Konkluzja

NAD a jednak jakby nie NAD.

Trochę inna niż dotąd prezentacja całego spektrum dźwięku. Wypadek przy pracy, czy może mała zmiana filozofii brzmienia? Chyba wolałbym to pierwsze. Zawsze lubiłem NAD-y za ich brytyjski dźwięk, oparty głównie na średnicy, wykorzystujący soprany i bas jako wykończenie całości.

Dzięki temu to zawsze były urządzenia, których można było słuchać całymi godzinami. Od których trudno było się oderwać. Uzależniały jak cukier.

C356BEE jest jednak na tyle inny, że trudno mi go traktować w tych samych kategoriach jakie dotąd przykładałem do urządzeń tej firmy.

To niezły wzmacniacz. Ale w moim pojęciu odszedł na tyle daleko od legendarnego 3020 czy C320, że właściwie każdy kto byłby nim zainteresowany koniecznie musi go sam posłuchać. Absolutnie nie wolno go kupować w ciemno, na podstawie ślepej wiary w legendę firmy.

Myślę, że odwrotnie niż do tej pory, zalecałbym połączenie go z głośnikami bardzo zrównoważonymi o raczej spokojnym, a nawet nieco ciemnawym sposobie prezentacji. Źródło także nie powinno być nazbyt „krzykliwe”. Wtedy mamy gwarancję, że wszystkie elementy toru, dobrane w taki przemyślany i ostrożny sposób, odwdzięczą się po stokroć, generując piękny i ostatecznie naturalny dźwięk.

Zwyczajowe pytanie; czy chciałbym mieć ten wzmacniacz?

Wolałbym któryś z poprzednich modeli.

 

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz