Przejdź do treści
Wczytuję...

Musical Fidelity A5 - Test zestawu: wzmacniacz, odtwarzacz CD

Something with HTML textformat

 

Od wczoraj na moim stoliku odsłuchowym gra zestaw Musical Fidelity A5 składający się ze wzmacniacza i odtwarzacza CD.

Wszyscy stali czytelnicy mojej rubryki traktującej o przeprowadzonych przez mnie testach odsłuchowych różnych sprzętów wiedzą, że dla mnie taki dzień to prawdziwe święto.

Jestem wielkim fanem MF, a zarazem posiadaczem dwóch wzmacniaczy serii Elektra, które służą mi od lat. Lubię filozofię brzmienia przyjętą przez MF już na samym początku działalności i kultywowaną do dzisiaj. Mimo, że Musical Fidelity już dawno przestało się interesować udziałem w rynku budżetowych urządzeń audio i sięgnęło do sfery high endu, to jednak każdy ich wzmacniacz, którego miałem możliwość słuchać prezentował dźwięk dokładny, naturalny a zarazem przejrzysty i lekko ocieplony.

Zobaczmy czy Seria A5 zabrzmi podobnie...

 

Wygląd

Oba urządzenia; wzmacniacz i odtwarzacz są do siebie w pełni dopasowane wyglądem.

Solidne ciężkie bryły, z front panelami wykonanymi z grubego metalu o barwie srebrno-matowej, ujętymi w czarne, potężne metalowe obejmy po obu stronach każdego frontu.

Wzmacniacz

Na front panelu wzmacniacza króluje niepodzielnie wielki potencjometr siły głosu.

Poniżej umieszczono w szeregu osiem małych włączników. Pierwszy od lewej to włącznik sieciowy, pozostałe to włączniki poszczególnych źródeł.

Na tylnej ściance wzmacniacza zainstalowano: gniazdo dla przewodu sieciowego, zaciski dla jednej pary głośników, osiem gniazd RCA (CINCH) służących do podłączenia siedmiu źródeł dźwięku (jeden to wyjście na ewentualną końcówkę mocy).

Odtwarzacz CD

Front panel odtwarzacza jest niewiele bardziej rozbudowany niż ten należący do wzmacniacza.

Umieszczono w nim szufladę/tackę do płyt, dosyć wąski wyświetlacz informujący o czasie odtwarzania utworu i sumie utworów na płycie.

Poniżej szuflady i wyświetlacza, podobnie jak we wzmacniaczu w jednym szeregu zainstalowano jedynie sześć małych włączników. Pierwszy to włącznik sieciowy, pozostałe to sterowanie głównymi funkcjami odtwarzania. Napisałem „głównymi” ponieważ np. przewijanie w obrębie jednego utworu jest możliwe wyłącznie przy użyciu pilota.

Na tylnej ściance odtwarzacza widnieją: gniazdo przewodu zasilającego, wyjściowe gniazda RCA (CINCH) sygnału analogowego, oraz gniazdo COAXIAL przeznaczone dla sygnału cyfrowego.

Całość zestawu robi wrażenie masywnego, rzetelnie wykonanego sprzętu, obiecującego dobry rodzaj dźwięku.

 

W trakcie testu użyto

Musical Fidelity A5 (wzmacniacz)

Musical Fidelity A5 (odtwarzacz CD)

T+A Criterion CR60 (małe kolumny podłogowe)

Cerwin Vega Cabinet (monitory)

Audio Physic Avanti (duże kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Dźwięk jaki dobiegł z głośników biorących udział w teście z pewnością mnie nie rozczarował.

Musical Fidelity to po prostu Musical Fidelity.

Wierni sobie w wybranej przez siebie charakterystyce brzmienia. A ponieważ ma ono na całym świecie oddanych entuzjastów, to dopóki firma będzie kontynuowała swoją tradycję brzmieniową, będzie wciąż ceniona i wychwalana. Przeze mnie na pewno...

Wysokie tony są czytelne. Momentami nawet krystaliczne, ale nigdy nie męczą nadmiarem czy ostrością. Należą do rodzaju gładkich, a nawet aksamitnych.

Średnica jest doskonale ułożona. Naturalna i przejrzysta. Saksofon i skrzypce zagrały bardzo naturalnie i namacalnie. Wokale damskie, a te potrafią być trudne w dokładnym odtworzeniu, także nie wybudowywały zbyt wielu sybilantów.

Bas nie należy do potężnych. Jest mocny i zawsze obecny, ale z należyta kontrolą.

Trzeba naprawdę dużych poziomów głośności, żeby zaczęło być za dużo niskich pomruków.

Wszystkie zakresy: wysokie, średnie i niskie wydaja się być delikatnie ocieplone, dosłodzone. A to sprawia, że można takiego brzmienia słuchać przez długie godziny bez najmniejszego zmęczenia i nie ma się ochoty przestać. To typowy efekt Musical Fidelity.

 

Moja ocena

W moim pojęciu jest to bardzo dobry zestaw, który zadowoli każdego wyrobionego słuchacza.

Naturalny i dosyć przestrzenny sposób prezentacji dźwięku, w trakcie testów sprawdzał się na niemal każdym rodzaju materiału muzycznego. Akustyczny jazz zabrzmiał niezwykle przekonująco, muzyka symfoniczna miała rozmach i oddech, a ostre rockowe kawałki prowokowały do nieświadomego przytupywania. Każda kolejna płyta którą odtwarzałem, wciągała całą masą szczegółów i niuansów.

Prawdę mówiąc z żalem zakończyłem testy. Gdyby to było możliwe, słuchałbym tego zestawu jeszcze przez kilka dni.

 

Czy chciałbym go mieć?

I teraz zapewne nastąpi niespodzianka.

NIE, ponieważ moje wzmacniacze grają bardzo podobnie.

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz