Przejdź do treści
Wczytuję...

MUSICAL FIDELITY A1 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

Dzisiaj mam wyjątkową okazję słuchać wzmacniacza jednej z moich ulubionych firm pochodzących z Wielkiej Brytanii.

Trafił do zaprzyjaźnionego serwisu ze względu na drobną usterkę.

Po jej usunięciu i sprawdzeniu wszystkich podzespołów przekazano go mnie, w celu przeprowadzenia finalnego testu. W trakcie takich odsłuchów ponaprawczych nie tylko sprawdzam poprawne działanie wszystkich funkcji, ale także oceniam poprawność dźwięku. A to z kolei daje mi szansę na podzielenie się z naszymi czytelnikami wrażeniami dotyczącymi jakości dźwięku, naturalności brzmienia itp.,

Wspomniałem, że testowany dzisiaj wzmacniacz został wyprodukowany przez jedną z moich ulubionych firm.

Niniejszym przedstawiam bohatera dzisiejszego testu.

 

Jest nim: MUSICAL FIDELITY A1

 

Bez cienia przesady mogę użyć w stosunku do niego określenia „kultowy”

To pierwszy wzmacniacz tej firmy który pojawił się na polskim rynku, o czym dowiedziałem się niedawno od jednego z naszych czytelników za co serdecznie dziękuję. Do tej pory byłem święcie przekonany, że tym pierwszym modelem, niejako zwiadowcą na naszym rynku, był model E1 z serii ELEKTRA.

No cóż...człowiek uczy się przez całe życie.

Trzeba też zaznaczyć, że A1 to wzmacniacz działający w Klasie A (E1 był konstrukcją klasy A/B).

Chociaż uwielbiam tzw. „firmowe” brzmienie urządzeń Musical Fidelity, to moja fascynacja zawsze dotyczyła właściwie wyłącznie serii ELEKTRA czyli wzmacniaczy: E1, E10, E11.

Natomiast nigdy nie przepadałem za wzmacniaczami klasy A. I nie chodzi tylko o sprzęty tej kategorii skonstruowane przez MF, ale to niechęć ogólnofirmowa.

Klasa A zawsze kojarzy mi się z dźwiękiem o cechach nadmiernego ocieplenia wszystkich zakresów, z lekkim spowolnieniem dźwięku i jego ograniczoną czytelnością. Oczywiście bywały wzmacniacze klasy A, które robiły na mnie bardzo dobre wrażenie, ale głównie dlatego że wcale nie grały jak typowa klasa A. Taki paradoks.

 

Jaki będzie dźwięk A1 ?

Zauroczy mnie, czy wręcz przeciwnie?

Zobaczmy...

 

 

Podstawowe dane techniczne:

 

Produkcja: Wielka Brytania 1984 – 1989 ?

Moc wyjściowa: 2 x 20W przy 8Ω (stereo)

Pasmo przenoszenia: 10Hz do 20 000Hz

Całkowite zniekształcenia harmoniczne: 0,5%

Czułość wejściowa: 0,2mV (MC), 2mV (MM), 200mV (linia)

Stosunek sygnału do szumu: 55dB (MC), 60dB (MM), 80dB (linia)

Wymiary: 44cm x 8cm x 25cm

Waga; ok 8 kg

 

 

Wygląd

A1 prezentuje wygląd nietuzinkowy i zdecydowanie elegancki.

Front panel jest wykonany z bardzo grubego, gładkiego metalu. Powleczony jest lakierem w kolorze jasno-srebrnym i kojarzy się z powierzchnią lustra.

 

Umieszczono na nim:

 

Półokrągły włącznik sieciowy (drugą połówkę stanowi lampka kontrolna zasilania)

Półokrągły przełącznik funkcji „Monitor”.

Dwa okrągłe, płaskie pokrętła z których jedno jest regulatorem siły głosu, a drugie to selektor źródeł.

 

Zwraca uwagę, że panel przedni ma charakterystyczny kształt. 1/3 jego wysokości (patrząc od dołu) to nachylony w tył skos. Ponieważ regulator głosu i selektor źródeł są mocno wkomponowane w głąb górnej części panela, to wspomniany skos bardzo ułatwia operowanie nimi. Regulacja jest najłatwiejsza „od dołu”.

 

Na tylnej ściance zainstalowano:

 

Przełącznik rodzaju wkładek magnetofonowych MM/MC

Zacisk do podłączenia uziemienia gramofonu (jeśli gramofon tego wymaga)

Sześć gniazd RCA(CINCH) do podłączenia różnych źródeł dźwięku

Terminale do przyłączenia jednej pary głośników.

 

Uwaga dotycząca terminali głośnikowych: Zdecydowanie doradzam stosowanie kabli zakończonych wtyczkami typu „banan”.

Każda próba podłączenia kabli wyposażonych w „szpilki” lub zakończonych zwykłym odizolowanym drutem, to zajęcie na dłuższy czas. I zaufajcie mi – to nie będzie czas spędzony relaksacyjnie i miło. Osoby o ograniczonych pokładach cierpliwości mogą zostać doprowadzone do lekkiego szału.

 

W trakcie testu użyto:

 

MUSICAL FIDELITY A1 (wzmacniacz)

AKAI CD-79 (odtwarzacz CD)

ROTEL RCD 991 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ 50 Pro2 (adaptor Bluetooth)

ROGERS LS2 (monitory)

B&W DM 602 S3 (monitory)

KEF Model 104 (monitory)

MELODIKA BL40mk3 (kolumny podłogowe)

 

 

Brzmienie

Wysokie tony modelu A1 nie do końca kojarzą mi się z klasyczną Klasą A. A przynajmniej nie z produktami tej firmy grającymi w klasie A.

Są zaskakująco dźwięczne i lubią sobie trochę pobłyszczeć. Nie jest to prezentacja męcząca, czy irytująca bo sam najwyższy skraj jest pięknie wygładzony. Tak go właśnie odebrałem. Wygładzony, a nie dosłodzony i ocieplony. Dlatego np. wszelkie blachy perkusyjne wybrzmiewają głośno, dosadnie, co jest przecież ich naturalnym dźwiękiem. Trąbka potrafi lekko zakłuć w uszy, szczególnie jeżeli jest obsługiwana przez Wyntona Marsalisa.

Sybilanty w głosach wokalistek pojawiają się tylko wtedy kiedy nagrania zostały w ten sposób zrealizowane i nie towarzyszą słuchaczowi na tyle często, żeby mógł posądzić to pasmo o jakiekolwiek rozjaśnienie.

 

Średnica to już typowe MF.

Jest naddana do przodu i ciepła. Koncentruje się na ultra naturalnym brzmieniu poszczególnych instrumentów i w ogóle wszystkich dźwięków jakie występują w tym zakresie, nawet jeśli są to tylko dźwięki dodane dla uatrakcyjnienia nagrań (szepty, odgłosy burzy, przelatujące helikoptery itp.)

Jest dosyć przejrzysta i w parze z sopranami tworzy niezłą głębię sceny. Stereofonia nie jest specjalnie szeroka, ale w moim pojęciu całkowicie wystarczająca.

 

Bas to pasmo które chyba jeszcze mniej kojarzyło mi się z klasą A.

Pięknie pulsuje, jest dosyć zwinny i nie tłuści tak jak w większości wzmacniaczy Klasy A jakie słyszałem.

 

Moja ocena

MUSICAL FIDELITY A1 brzmieniowo bardziej kojarzy mi się z czymś pomiędzy E1 i E11 niż np. z A2. Czyli w moim pojęciu bliżej mu do wzmacniaczy serii ELEKTRA które zawsze grały urzekającym, plastycznym i naturalnym dźwiękiem z zauważalnym dosłodzeniem góry i środka.

Soprany są w nim podobniejsze do E11, który jest bardzo wyrazistym i detalicznym wzmacniaczem, zaś średnica i bas są podobniejsze do E1. Delikatnie ocieplone i po prostu miłe dla ucha.

Kiedy zapewni mu się odpowiednio długi czas nagrzania, odwdzięcza się jeszcze dokładniejszym i bardziej naturalnym dźwiękiem. Oczywiście to spostrzeżenie dotyczy wszystkich wzmacniaczy Klasy A i nie ma w tym żadnej tajemnicy. Tyle, że A1 żeby rzeczywiście pokazać wszystkie swoje możliwości wręcz tego wymaga. Taka potrzeba uzyskania wysokiej temperatury nie zawsze może być uważana za plus w jego użytkowaniu. Potrzebuje co najmniej godziny grania, żeby jego stopień nagrzania przełożył się na o wiele lepsze brzmienie.

Nie każdy użytkownik będzie z tego zadowolony, bo i nie każdy może poświęcić aż tyle czasu na nieprzerwane słuchanie muzyki.

Natomiast fani wielogodzinnych sesji odsłuchowych z pewnością będą z niego bardziej niż zadowoleni.

Dla takich ludzi został stworzony.

 

Co ciekawe jest bardzo uniwersalny. Nie przeszkadza mu muzyczny gust jego właściciela. Każdy gatunek muzyczny stara się odegrać możliwie jak najwierniej. Wszystko będzie zależało od jakości źródła dźwięku. Dobry odtwarzacz CD i w miarę neutralne głośniki będą dla niego doskonałymi partnerami.

Myślę, że jeżeli uda się go znaleźć na różnych aukcjach internetowych, a w dodatku będzie to egzemplarz w dobrym stanie, to warto się w niego zaopatrzyć. Wyremontować i cieszyć się jego dźwiękiem przez długie lata.

 

Czy chciałbym go mieć?

 

Gdybym nie miał w swojej kolekcji E1 i E11, to z pewnością TAK.

 

Tekst: Marek „Maro” Kulesza

Zdjęcia: Yevheniia Kalachova

Napisz komentarz