Przejdź do treści
Wczytuję...

KRELL S-300i Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Kiedy dzisiaj wszedłem do firmy, na moim stoliku odsłuchowym połyskiwało srebrzyście kolejne interesujące urządzenie, które przeszło zabieg reanimacyjny w serwisie z którym dzielimy lokal. Tym razem nawet nie musiałem go podłączać. Technik który dokonał jego naprawy zrobił wszystko za mnie. Pozostało więc tylko włączyć go i dać mu kilka godzin na wstępne wygrzanie.

To wzmacniacz pochodzący od kultowej amerykańskiej firmy, kierującej swoje produkty do bardziej wymagającej i zamożniejszej klienteli. A zatem czekało mnie słuchanie czegoś wyjątkowego. Przynajmniej w teorii...

Po pięciu godzinach cichutkiego grania, mogłem już śmielej przekręcić gałkę potencjometra głośności i oddać się słuchaniu muzyki, co jakiś czas zmieniając tylko głośniki i źródła dźwięku.

 

KRELL S 300i to sprzęt produkowany w latach 2008-2009. Należał do dosyć budżetowej (jak na KRELL-a) serii wzmacniaczy i odtwarzaczy CD. Chociaż dla większości fanów sprzętu audio i tak był to nieosiągalny poziom cenowy.

 

Wygląd

W czasie kiedy wzmacniacz się rozgrzewał, postanowiłem dowiedzieć się czegokolwiek o tym modelu.Trafiłem na informację o jego mocy, popatrzyłem na niego raz jeszcze i nasunęły mi się dwa spostrzeżenia.

  1. Spora moc jak na niewielka integrę.

  2. Czy aby na pewno niewielką?

Wysokość rzeczywiście nie kojarzy się z wielkomocowymi konstrukcjami, ale już głębokość obudowy jest raczej pokaźna. Ok 44cm to właściwie tyle samo ile liczy jego szerokość.

Firma deklaruje 2x150W przy 8Ohm. Nie znalazłem dokładnej informacji jaką mocą dysponuje przy 4Ohmach, ale pewnie powyżej 2x200W.

A jednak nie czuje się tego w trakcie słuchania. Zapewne winę ponosi za to potencjometr siły głosu (wieloobrotowy) krórym trzeba kręcić niemal w nieskończoność zanim doprowadzi się wzmacniacz do generowania wystarczających poziomów mocy. Nie przepadam za potencjometrami tego typu. Preferuję klasyczne które mają ograniczniki od dołu i na końcu obrotu. Może nie są aż tak precyzyjne, ale działają znacznie szybciej i w moim pojęciu są po prosu wygodniejsze.

 

Na srebrnym szczotkowanym front-panelu umieszczono:

osiem sztuk bardzo małych przycisków służących do wyboru źródeł, uruchamiania wzmacniacza, wejścia w tryb MENU a także skokowego całkowitego wyciszenia dźwięku. W centralnej części płyty czołowej króluje spora, bardzo designerska gałka potencjometra siły głosu, a po jej prawej stronie znajduje się całkiem duży wyświetlacz informujący o wybranym źródle dźwięku i używanym poziomie głośności.

Na tylnej ściance zainstalowano:

gniazdo przewodu sieciowego, terminale dla jednej pary głośników, cztery pary gniazd RCA (CINCH) w tym jedno służące do podłączenia wzmacniacza do osobnej końcówki mocy, gniazda XLR dla jednego urządzenia, gniazdo RS 232, gniazdo do podłączenia iPoda, oraz gniazdka umożliwiające pracę wzmacniacza w systemach multi-room.

Cała obudowa jest zmontowana równie solidnie jak w testowanym niedawno odtwarzaczu KAV 280cd tej samej firmy. Jest równie pancerna...

 

W trakcie testu użyto

KRELL S-300i (Wzmacniacz)

AKAI CD 55 (Odtwarzacz CD)

PHILIPS CD 730 (Odtwarzacz CD)

ONKYO DX 6930 (Odtwarzacz CD)

JBL TLX600 (Monitory)

B&W DM 602 (Monitory)

KEF Corelli (Monitory)

KEF Cantor III (Monitory)

T+A Criterion CR60 (Kolumny podłogowe)

ELAC FS 108,2 (Kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

KRELL S300i to wzmacniacz dla specyficznego odbiorcy. Określenie „audiofilski” nie oddaje w pełni tego jak gra. Z pewnością jego brzmienie plasuje się w kategorii urządzeń czysto audiofilskich. Nie tylko brzmienie, ale także renoma firmy, sposób jego wykonania/montażu i design.

Natomiast wracając do samego brzmienia, to nawet wśród wytrawnych, wyrafinowanych audiofilów zapewne spotka się z różnym odbiorem i oceną.

Wysokie tony wydają się cofnięte. Słuchałem tego wzmacniacza przy użyciu kilku modeli głośników: neutralnych, lekko zaciemnionych i wyraźnie rozjaśnionych dźwiękowo. Zawsze jednak miałem wrażenie, że wysokie tony nie brzmią na tyle wyraźnie jakbym tego oczekiwał. Może to jakaś wada słuchu? Ale nie, skoro tego samego dnia, dla zmiany „smaku” słuchałem jeszcze dwóch innych wzmacniaczy i w tamtych przypadkach takiego wrażenia już nie miałem. Koledzy z firmy także zwrócili uwagę na ten specyficzny charakter najwyższego zakresu.

Nie chcę powiedzieć, że sopranów w tym urządzeniu można szukać ze świecą. Aż tak źle nie jest. Soprany są i to nawet potrafią być przejrzyste, a nawet niekiedy zdrowo i ostro „błysnąć”, ale dalekie są od utrzymywania ciągłej, pełnej przejrzystości. Dlatego trochę trudno było mi skupić się na dźwięku talerzy perkusyjnych i podobnych instrumentów. Po prostu były jak na mój gust trochę za mało szczegółowe i dźwięczne. Wybrzmiewały cokolwiek matowo.

Średnie tony są głównym pasmem nad którym ten KRELL się skupia. Bardzo dokładne i naturalne. Pełne detali. Przydałoby im się odrobinę (naprawdę jedynie ODROBINĘ) więcej ciepła i słodyczy. Byłoby przyjemniej. Są też chyba nieco usztywnione, głównie na przełomie górnej średnicy i wysokich tonów.

Bas służy do wykończenia całości przekazu. Nie należy do tych które powodują lawinę potężnych i miękkich pomruków oraz grzmotów. Kontrolowany do samego końca. Nadaje dużo dynamiki utworom w których jest ona potrzebna. Metallica zabrzmiała przekonująco i całkiem potężnie. Akustyczny jazz już nie był aż tak urokliwy i nie ociekał ciepełkiem i słodyczą.

Brzmiał przez cały czas naturalnie i dokładnie, ale moim zdaniem nie wciągał w magiczny, kolorowy świat dźwięków. Było detalicznie, było przestrzennie ale zabrakło trochę czaru.

 

Moja ocena

Piękny design. Bardzo specyficzny dźwięk.

Wzmacniacz stworzony dla wąskiego grona słuchaczy uwielbiających konkretnie taki typ brzmienia. Niby bardzo audiofilski, a jednak wydaje się że konstruktorzy chcieli jeszcze bardziej przesunąć granice naturalności dźwięku i chyba nie do końca im to wyszło.

Wyraźnie cofnięte i delikatnie zamglone soprany nie nastrajają do wyjątkowo wnikliwego i analitycznego wsłuchiwania się w to pasmo. O niebo lepiej wypadają tony średnie. Tu już wszystko jest jak najbardziej na miejscu. Detaliczne i przestrzenne, choć wydają się delikatnie osuszone. Bas nie powala potęgą, ale jest za to czytelny i rytmiczny.

Ten wzmacniacz ma jednak pewien szczególny dar.

Kiedy przestaje się go uważnie słuchać i analizować każdy jego dźwięk, a pozwala mu się po prostu grać w tle, nagle okazuje się bardzo przyjemnym towarzyszem. Nie razi już brak wystarczająco jasnych sopranów, przestrzeń i stereofonia nagle zaczynają uwodzić bogactwem efektów. Potrafi przedzierzgnąć się w nienarzucającego się swoją obecnością starego, dobrego kumpla.

 

Czy chciałbym go mieć?

Lubię słyszeć wiele różnych szczegółów realizacji nagrań. Nawet tych nie do końca istotnych dla muzyki.

A zatem to nie jest wzmacniacz dla mnie...

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Napisz komentarz