Kenwood KA 8150 Test wzmacniacza

Kenwood KA-8150 Test

Kilkanaście miesięcy temu postanowiłem, a nawet solennie sobie obiecałem, że ilekroć w moje ręce trafi wzmacniacz japońskiej firmy Kenwood, tylekroć postaram się poświęcić wystarczającą ilość czasu, by móc go uważnie posłuchać w różnych konfiguracjach i opisać moje wrażenia odsłuchowe.
Postanowienie dotyczy właściwie wyłącznie konstrukcji tej marki produkowanych w latach 70. XX wieku, a konkretniej, w drugiej połowie tamtej dekady.


Co ciekawe, zainteresowałem się tym producentem stosunkowo niedawno, bo zaledwie trzy lata temu. Wcześniej wzmacniacze Kenwooda nie wydawały mi się produktami interesującymi.
Nie potrafię powiedzieć dlaczego.
Być może kojarzyłem logo tej firmy z inną firmą Kenwood, pochodzącą z Anglii i specjalizującą się w produkcji wszelkiego rodzaju urządzeń AGD.
Jak już wiem, i mam nadzieję, że moi stali czytelnicy również zdążyli posiąść na ten temat podstawową wiedzę, obie firmy mimo że powstały mniej więcej w tym samym czasie, nigdy ze sobą nie współpracowały.

 

Moja miłość do wzmacniaczy tej firmy zaczęła się trywialnie. 
Koledzy z sąsiedzkiego serwisu poprosili mnie o sprawdzenie ponaprawcze modelu KA 3300.
Pamiętam, że urzekł mnie swoim ciepłym i muzykalnym brzmieniem.
Później, każdorazowo wszystkie wzmacniacze Kenwooda naprawiane w tym serwisie trafiały ma mój stolik i większość z nich została przeze mnie opisana w dziale Testy.
Będąc pod wrażeniem dźwięku tych konstrukcji, wyposażyłem się (prywatnie) w niedrogi model KA 3700 i uczciwie przyznaję, że jest to aktualnie jeden z dwóch najczęściej używanych przeze mnie komponentów mojego (a zasadniczo dwóch moich) torów audio.
Drugim jest pochodzący a tego samego okresu Hitachi HA-250 i mimo zupełnie innej filozofii brzmienia obu tych sprzętów, doskonale dopasowują się one w resztę moich urządzeń.

 

Od ponad pół roku, staramy się, żeby w naszym Sklepie Vintage Audio zawsze dysponować którymś z modeli Kenwooda. Oczywiście z przeznaczeniem na sprzedaż.

Niedawno odkupiliśmy od zaprzyjaźnionego klienta (zaprzyjaźnionego zarówno z naszym sklepem, jak i z serwisem) wysoki model KA 8150.
Jego produkcję rozpoczęto w 1977 roku, a więc w najbardziej interesującym mnie okresie, ale prace nad jego projektem podobno zaczęto jeszcze w 1974 roku.
Przypomnę po raz kolejny, że prawdopodobnie wszystkie, lub niemal wszystkie wzmacniacze sygnowane jako Kenwood, lub TRIO (to ta sama firma i te same modele), wyszły spod reki inżynierów już wtedy posiadających własny brand, a mianowicie Accuphase.

Egzemplarz o którym mowa i który będzie bohaterem tego artykułu, był używany przez osobę od której go nabyliśmy, przez wiele lat, mimo że nie była ona pierwszym właścicielem.
Co więcej, owa osoba dokonała (zleciła wykonanie) podstawowego tuningu, polegającego na wymianie wszystkich kondensatorów. Użyto w tym celu starannie wybranych Nichiconów.
Ponadto wymienione zostały także terminale głośnikowe. Nie tylko akceptują różne standardy końcówek przewodów głośnikowych, ale są również pozłacane.
Zamieniono też przewód zasilający. Teraz jest znacznie grubszy od oryginału i zakończony (poważną) wtyczką.
Oczywiście zapytaliśmy sprzedającego jaki cel przyświecał wszystkim tym działaniom.
Okazało się, że tuning został wykonany zaledwie kilka lat temu. Oryginalne kondensatory stosowane fabrycznie przez Kenwooda były co prawda w stanie idealnym (charakterystyczne dla tej firmy pomimo upływu nawet ponad czterdziestu lat), ale ideą tuningu, było wyciągnięcie ze wzmacniacza większej czytelności i przestrzeni w zakresie średnicy.
Czy to się udało?
O ty za chwilę.

 

Wygląd

Kenwood / TRIO KA 8150 to wzmacniacz o stosunkowo znacznych gabarytach. 
Front panel został wykończony w kolorze szarym-metalizowanym i wyposażony w jasno-srebrne gałki i przełączniki (wersja oznakowana jako KA 8100 była w całości srebrna).
Co ciekawe, kolor płyty czołowej jest kilka razy jaśniejszy niż np. w modelu KA-3750. 
Tam był to zdecydowanie ciemny-grafit, określany czasem jako antracyt.

Umieszczono na nim:
Pięć średniej wielkości pokręteł służących do: regulacji barwy dźwięku, wyboru pary głośników, wyboru źródła dźwięku, przełączania trybu pracy Stereo/Mono/Reverse.
Dwa niewielkie potencjometry obsługujące funkcję Loudness.
Trzy małe przyciski obsługujące filtry: High, Low, Subsonic
Dużą gałkę obsługującą poziom głośności, otoczoną pierścieniem służącym do regulacji balansu.
Sześć solidnych przełączników dźwigniowych służących do: uruchamiania wzmacniacza, włączania/wyłączania możliwości regulacji barwy dźwięku, przyciszania lub zgłaśniania dźwięku o 20dB, przełączania trybu Source/Monitor, wyboru współpracy pomiędzy dwoma magnetofonami.

Na tylnej ściance zainstalowano:
Pozłacane terminale dla dwóch par głośników.
Osiem par gniazd RCA (CINCH) do przyłączania różnych źródeł dźwięku.
Gniazda RCA umożliwiające podłączenie osobnej końcówki mocy.
Gniazdo DIN5 do podłączenia magnetofonu (alternatywne)
Dwa przełączniki napięcia: 110-120V, 220-240V.


Wzmacniacz wyposażono w kilka dość nietypowych, a w każdym razie raczej rzadko spotykanych, rozwiązań dotyczących obsługi niektórych funkcji.

Na przykład regulacja barwy dźwięku może zostać wyłączona (odpowiednik Source Direct) lub uruchomiona z wybraną czułością regulacji. Odpowiedzialne za to są aż dwa przełączniki dźwigniowe. Pozycje jednego z nich opisano jako: 400Hz, OFF, 150Hz a drugiego: 3kHz, OFF, 6kHz.

Następnym ciekawym rozwiązaniem jest funkcja GAIN.
Posiada pozycję neutralną, oraz możliwość ściszenia dźwięku o 10dB (czyli odpowiednik klasycznego MUTE), oraz, i to chyba najciekawsze, zwiększenia o 10dB.
Zastanawialiśmy się do czego mogło być pomocne takie „roztrojenie jaźni”.
W końcu wpadliśmy na pomysł, że o ile przestawianie dźwigni w pozycję -10dB było rzeczywiście tym czym w innych wzmacniaczach funkcja MUTE (chociaż zwyczajowo stosowano raczej skok 20dB), to zwiększenie siły głosu o 10dB, być może było wygodne w trakcie współpracy z gramofonem. Nie trzeba było spadku dynamiki kompensować potencjometrem siły głosu.
Ale być może nasze wnioski w tym względzie są mylne i znajdzie się czytelnik, który wytłumaczy to w bardziej logiczny sposób.

Kolejną ciekawostką jest obsługa funkcji Loudness.
Może być całkowicie wyłączona, lub uruchamiana w trzech różnych poziomach intensywności i to w dodatku skok pomiędzy poziomami może wynosić 50 lub 100 Hz.
Całość tych operacji obsługują łącznie dwa potencjometry.

 

Podstawowe dane techniczne:

Produkcja: Japonia 1977 - 1979

Moc: 2 x 75W przy 8 Ohmach
Pasmo przenoszenia: 7 Hz do 50 000 Hz
Całkowite zniekształcenia harmoniczne: 0,03%
Współczynnik tłumienia: 50
Czułość wejściowa: 2,5 mV (MM), 150 mV (linia)
Stosunek sygnału do szumu: 85 dB (MM), 110 dB (linia)
Wyjście: 150 mV (linia), 30 mV (DIN), 1 V (wyjście przedwzmacniacza)
Impedancja obciążenia głośnika: 4 Ω do 16 Ω
Wymiary: 43cm x 14,9 x 38,4cm
Waga: 14,5 kg


W trakcie testu użyto:

Kenwood KA 8150 (wzmacniacz)
AKAI CD 79 (odtwarzacz CD)
Marantz CD 6007 (odtwarzacz CD)
xDuoo XQ 50 Pro2 (odbiornik Bluetooth)
B&W Matrix2 Series2 Custom
Infinity RS 3000 (duże monitory)
Wharfedale Linton 3XP (średnie monitory)
Rogers LS2 (małe monitory)
KEF Model 104 (duże monitory)
Spendor SP/2 (duże monitory)
Mordaunt Short VS300 Custom (małe kolumny podłogowe)


Brzmienie

Zanim przystąpię do opisu brzmienia wzmacniacza KA-8150 muszę przypomnieć, że nie jest to urządzenie w stanie całkowicie fabrycznym. Po dokonanym tuningu mogły wystąpić (i podobno faktycznie wystąpiły) drobne zmiany w jego dźwięku.

Wysokie tony obfitują w olbrzymią ilość bardzo szczegółowych informacji podawanych z kulturą i lekkim wygładzeniem najwyższych składowych. Daje to odczucie naturalnego, względnie bardzo zbliżonego do naturalności, wybrzmiewania wszelkich talerzy perkusyjnych, trójkątów akustycznych, trąbek itp.
Sybilanty, w które obfitują głosy niektórych wokalistek, nie rażą, nie kłują, a raczej zmuszają do jeszcze uważniejszego wsłuchiwania się we wszystkie detale realizacji.

Średnica jest pasmem, dla poprawy którego poprzedni właściciel poważył się dokonanie tuningu, jest rzeczywiście bardzo dobra. 
O ile większość wzmacniaczy Kenwooda koncentrowała się przede wszystkim na sopranach i basie, średnicę pozostawiając zazwyczaj jako pasmo mające miło i miękko dbać o muzykalność przekazu (bez utraty detaliczności), to w potuningowym KA-8150 ma ona charakter bardziej przejrzysty, przestrzenny i wielowarstwowy. Ośmielę się zaryzykować teorię, że stała się ona bardziej analitycznych, niż we wszystkich innych modelach tej firmy, jakich miałem do tej pory okazję słuchać.

Bas wydaje się być nadal typowo „kenwoodowski”.
Schodzi nisko, jest miękki i otulający. Niezwykle przyjemny. Jednak można odnieść wrażenie, że ma lepszą kontrolę w swoim najniższym zakresie, z jednoczesnym, nieznacznym usztywnieniem w jego górnych rejestrach. Dzięki temu odnosi się wrażenie, że jest odrobinę szybszy, bardziej energetyczny i dynamiczny, niż innych słuchanych przeze mnie wzmacniaczach tej marki.


Moja ocena

Nadal mam pewne wątpliwości. Czy opisywany egzemplarz wzmacniacza KA 8150 prezentuje fabryczne brzmienie firmy w 100%?  
A może jedynie w 95%, a to na co zwróciłem uwagę jako bardzo pozytywne aspekty to w 5% zasługa innych kondensatorów?
Tego się zapewne prędko nie dowiem, ale mogę zapewnić moich czytelników, że gdy tylko w moje ręce wpadnie wersja nie „poprawiana”, niezwłocznie o tym napiszę.

Reasumując; testowany egzemplarz Kenwood / TRIO KA-8150 jest wzmacniaczem z górnej półki jakościowo cenowej. W czasie kiedy był produkowany, stanowił drugą od góry konstrukcję firmy.
Wyższym modelem był KA-9100/9150.
W tamtym okresie (1977 – 1979) trzeba było za te modele zapłacić dosyć duże kwoty.
Gdyby przełożyć to na aktualne ceny sprzętu audio, to zapewne byłby to poziom dzisiejszych 20-25  tys. złotych. Zawsze staram się uniknąć takich relatywnych porównać cenowych, ale czasem muszę to robić, by uzmysłowić sobie i czytelnikom, z jakiego poziomu sprzętem mamy do czynienia.
Tym razem to zdecydowanie pierwsza liga ówczesnego sprzętu Hi-Fi. (pierwsza w sensie obecnej ekstraklasy...).

I nie da się ukryć, że gra dokładnie tak, jak można by oczekiwać po wzmacniaczu tej klasy.
W jego dźwięku jest wszystko, czego można by oczekiwać od dobrego wzmacniacza.
Jest duża detaliczność wysokich i średnich tonów, miękki a jednocześnie rygorystycznie kontrolowany bas, który kiedy trzeba jest sprężysty i szybki, a jeśli sytuacja a właściwie realizacja nagrania tego wymaga, staje się wolniejszy, pomrukujący i otula słuchacza niczym wielki pluszowy miś.
Koniecznie muszę wspomnieć także o bardzo dobrej stereofonii i ogólnej przestrzeni oraz głębi sceny.
Jestem pewien, że wiele osób pomyśli; „to żaden wyczyn, przecież właśnie tego oczekujemy po każdym wzmacniaczu stereofonicznym...”.
Oczekiwać i owszem możemy, ale stworzenie takiego urządzenia wcale nie jest takie proste.
Na ogół trzeba godzić się z kompromisami. Jeśli dół jest taki jak sobie wymarzyliśmy, to góra nas nie zachwyca. Albo średnica nie brzmi tak jak byśmy chcieli.
Rzadko zdarzają się konstrukcje, które tak dobrze radzą sobie ze wszystkimi zakresami.
47 lat temu panowie z Kenwooda dokonali tej sztuki.


Czy ma jakieś wady?

Owszem ma. Moim zdaniem umieszczenie tylu różnych funkcji i to z możliwością różnych kombinacji ich użycia, jest trochę przerostem formy nad treścią.
Mnie nie jest potrzebna żadna z nich. Wzmacniacz gra fenomenalnie ze wszystkimi regulatorami barwy ustawionymi na „0”. Bez uruchomionych jakichkolwiek filtrów, Loudnessów i Gainów, ale z pewnością zdarzą się miłośnicy audio, którzy będą z nich z największą lubością korzystali.
W końcu może być to przecież część całej tej zabawy i przyjemności posiadania takiego wyjątkowo bogato wyposażonego sprzętu.


Czy chciałbym go mieć?

Nawet nie przymierzam się do niego, ze względu na ceny jakie te wzmacniacze osiągają, o ile są w stanie bardzo dobrym i po przeprowadzonych fachowych przeglądach.
Gdybym jednak posiadał odpowiednią gotówkę, to zdecydowanie TAK!

Właśnie zdałem sobie sprawę, że jego brzmienie jest po trosze czymś w rodzaju miksu wszystkich wzmacniaczy, aktualnie przeze mnie posiadanych prywatnie.
Jest w nim ciepło i ładna, słodka góra prezentowana przez Kenwooda KA-3700, oraz Musical Fidelity E1. 
Jest w nim także większa detaliczność wysokich tonów i szersza stereofonia, którą daje mi Musical Fidelity E11. 
Zawiera się w nim także wielowarstwowa, bardzo przestrzenna średnica i jeszcze większa detaliczność sopranów niż w MF E11, jakimi dysponuje mój Hitachi HA-250 (też po tuningu)

Biorąc pod uwagę, że KA-8150 jest w stanie połączyć wszystkie zalety moich czterech domowych wzmacniaczy, to nie mógłbym go nie chcieć.
Kto wie? Może kiedyś będę mógł sobie pozwolić na takie cacko...

Dodatkowym i zdecydowanie niebagatelnym atutem tego wzmacniacza jest jego wygląd.
Duży, najeżony mnogością wszelakich pokręteł, przycisków i dźwigienek sprawia wrażenie jeszcze większego niż jest w rzeczywistości.
Często zdarza mi się, że klienci naszego sklepu vintage audio, widząc podobne wzmacniacze uważają je za sprzęt „profesjonalny”.
Uspokajam wszelkie obawy, a jednocześnie ewentualne nadzieje, to po prostu zwykły domowy wzmacniacz. Tyle, że dosyć wysokiej klasy...


12.01.2024


Marek „Maro” Kulesza

 

Kontakt

tel. 797 936 220
mail: audio@iviter.pl
Pl. Konstytucji 5, Neon Instrumenty Muzyczne Warszawa

Serwis:  tel. 22 113 40 88  mail: serwis@iviter.pl

godziny otwarcia : 10.00 - 19.00

“Their Satanic Majesties Request” to bodaj najbardziej niedoceniany album w historii Rolling Stonesów. Do tego stopnia, że przez jakiś czas pomijano go przy okazji wznowień i remasteringów dyskografii tej grupy. I…

Nadal jesteśmy w pamiętnym 1967 roku, który obfitował w niemal niezliczoną ilość doskonałych, interesujących płyt. Większość z nich została niesłusznie zapomniana, ale wydano wówczas również takie, które do dzisiaj…

Jimi Hendrix, człowiek z olbrzymim doświadczeniem studyjnym i scenicznym, ale jako sideman, lub muzyk kontraktowy, postanowił założyć własny zespół. Zespół z którym będzie grał taką muzykę jaką zechce.

Supergrupa CREAM powstała w 1966 roku i składała się z cenionych i niezwykle sprawnych instrumentalistów. Gitarzysta Eric Clapton był wówczas nazywany Bogiem. Perkusista Ginger Baker wytyczał nowe szlaki i metody gry…