Przejdź do treści
Wczytuję...

KENWOOD KA 3300 - Test Wzmacniacza

Something with HTML textformat

To chyba pierwszy na naszej stronie test prawdziwie vintage'owego wzmacniacza.

Kenwood KA 3300 pochodzący od japońskiego producenta, niegdyś należącego do tych dosyć cenionych. W latach 70-tych i jeszcze w pierwszej połowie 80-tych Kenwood wypuszczał na rynek ładnie wyglądające i ciekawie grające konstrukcje. Potem sytuacja uległa pewnym zmianom.

Testowany dzisiaj wzmacniacz, to produkt z końca lat 70-tych i samego początku 80-tych.

A więc z okresu, który najbardziej interesuje kolekcjonerów dawniejszych urządzeń.

Wygląd

Urządzenie jest nieco węższe niż większość typowych klocków audio. Różnica choć niewielka, to jednak zwraca uwagę. Podejrzliwych uspokajam. Nie jest to żadem rozmiar midi, tylko uczciwy, normalny „dorosły” klocek.

Chociaż węższy niż normalnie, to z kolei nie poskąpiono mu wysokości, przez co wygląda nader poważnie.

Na srebrnym front panelu umieszczono: trzy średnie gałki do regulacji barwy i balansu, jedną dużą do regulacji głośności, trzy niewielkie przełączniki skokowe wyboru źródeł, gniazdo słuchawkowe typu CINCH, oraz cztery przełączniki „patyczkowe”, z czego jeden jest włącznikiem sieciowym a pozostałe to filtr Loudness, oraz uruchamianie źródeł w postaci dwóch magnetofonów.

Wszystkie gałki, włączniki i przełączniki mają identyczny srebrny kolor jak płyta czołowa.

Dzięki temu wygląd sprzętu jest elegancki, ale także typowy dla tamtych czasów.

Na tylnej ściance zainstalowano zaciski do podłączenia jednej pary głośników, oraz pięć par gniazd CINCH.

Do testu używałem

  • Kenwood KA 3300 (wzmaniacz)
  • SEG CD250 (odtwarzacz CD)
  • Marantz CD63 KI Signature (odtwarzacz CD)
  • Cervin Vega Cabinet (średnie monitory)
  • Quadral Orkan mkII (średnie kolumny podłogowe)

ATL 705 (małe kolumny podłogowe)

Brzmienie

Dźwięk tego wzmacniacza był dla mnie małym zaskoczeniem.

Spodziewałem się bardzo wyraźnego, a nawet lekko przekonturowanego w stronę górnych rejestrów, sposobu prezentacji. Po wstępnym rozgrzaniu wzmacniacza, muzyka która z niego popłynęła, była niemal skrajnie odległa od wstępnych oczekiwań.

Miękko i spokojnie. Bez najmniejszej nerwowości i spektakularności.

Właściwie można by powiedzieć, że jest to sposób grania przypominający trochę wzmacniacze lampowe. W typowym, klasycznym rozumieniu.

Przy ustawieniu wszystkich regulatorów barwy na „zero” wysokie tony są tak miękkie, jak tylko to możliwe bez utraty szczegółowości. Bo o dziwo, nadal jest szczegółowo, chociaż momentami brakuje im blasku. Zwłaszcza w wybrzmiewaniu talerzy perkusyjnych.

Królują średnie tony. Przekazują wszelkie informacje tak jak powinny, bez zbędnego wchodzenia w szczegóły. W związku z tym, jak również z delikatnym przekazem sopranów, przestrzeń sceny nie jest duża. Wzmacniacz nie pokazuje wybitnej głębi nagrań, ale stereofonia jest na bardzo przyzwoitym poziomie.

Bas jest mocny. Nieważne z jakich głośników się korzysta, jest go pod dostatkiem. Nawet przy cichym i bardzo cichym słuchaniu jest stale obecny. Na szczęście jest przy tym na tyle sprężysty, że nie dominuje materiału muzycznego, nie „zatłuszcza” go.

Natomiast jeżeli pokręcimy gałką siły głosu śmiało w prawo, to ten solidny bas przemienia się w prawdziwe basisko. Przy dużych podłogowych kolumnach może go być nawet zbyt dużo.

Konkluzja

Wzmacniacz Kenwooda KA 3300 choć pochodzi z lat 70-tych, wcale nie gra jak typowe urządzenie z tamtej epoki. Jest mniej wyraźny, ale za to bardzo muzykalny. Doskonale słucha się na nim akustycznego jazzu i folku oraz folk-rocka.

Podczas testu sprawdzałem go także na klasyce hard-rocka (Led Zeppelin, Black Sabbath) i muszę przyznać, że także dawał sobie radę. Może momentami brakowało nieco potrzebnego przy ostrzejszej muzyce blasku, ale nie był to brak dotkliwy.

A zresztą jeżeli ktoś będzie tego potrzebował, zawsze może użyć regulatorów barwy.

Generalnie trzeba go zakwalifikować jako muzykalny, miękki i naturalny. Doskonały do

prowadzenia długich i bardzo długich sesji odsłuchowych.

Można tez nim nagłośnić duża imprezę domową, bo muzyka rozrywkowa zostanie mocno podkreślona przez śmiały bas. Odradzam takie praktyki w bloku lub kamienicy, ale jeżeli ktoś posiada dom jednorodzinny, a już szczególnie taki, który położony jest dalej od sąsiadów, to może się zdziwić sprawności tego urządzenia.

Tez wzmacniacz pojawia się co jakiś czas na portalach aukcyjnych. Czasem jest reklamowany jako bardzo poszukiwany, o ile jest w dobrym stanie. Prawdę mówiąc raczej nie słyszałem o jego rzekomej popularności.

Ale ponieważ ceny tych wzmacniaczy zazwyczaj są bardzo przystępne, a mówiąc wprost należą do tych niskich, to może to być całkiem niezła propozycja. Szczególnie dla miłośników, spokojnego, dosyć dobrze zrównoważonego brzmienia.

Z czystym sumieniem POLECAM !

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz