Przejdź do treści
Wczytuję...

Kenwood KA 305 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Po krótkim czasie znowu mam okazję posłuchać wzmacniacza firmy Kenwood.

Tym razem jest to model KA-305 produkowany w latach 1979-1982.

Poprzednie wzmacniacze Kenwooda zrobiły na mnie bardzo dobre wrażenie. Grały niezwykle przyjemnie i szczegółowo. Mam nadzieję, że również ten egzemplarz pokaże się od jak najlepszej strony.

Wygląd

Design KA-305 jest dokładnie taki jakiego należałoby by oczekiwać od urządzenia pochodzącego z lat 70-tych. Chociaż czarne obwoluty potencjometra głośności i selektora źródeł, były elementem nowym, ciekawym i wprowadzającym wizualnie w nadchodzącą dekadę (lata 80-te).

Urządzenie ma rozmiary odrobinę większe niż testowane wcześniej KA-3300 i KA-1500, ale wciąż mniejsze od standardowej szerokości 43-44cm. Wysokość wzmacniacza (14 cm) daje złudzenie, że jest on większy niż w rzeczywistości.

Na srebrnym front-panelu umieszczono: dwa przełączniki (patyczkowe) z których jeden jest włącznikiem sieciowym, a drugi służy uruchomieniu funkcji Loudness. Jeden średni potencjometr wyłączający regulatory barwy, dwa nieco mniejsze regulujące barwę. Dwa małe potencjometry: jeden regulujący balans, a drugi czułość mikrofonu. Dwa duże potencjometry: jeden służący do regulacji głośności, drugi przełączający źródła dźwięku. Dwa gniazda typu Jack: jedno słuchawkowe, drugie mikrofonowe.

Na tylnej ściance zainstalowano: zaciski dla jednej pary głośników, a także pięć gniazd RCA (CINCH) do podłączania różnych źródeł.

 

Do testu użyto

Kenwood KA-305 (wzmacniacz)

Rotel RCD 990 (odtwarzacz CD)

Pioneer PD 7700 (odtwarzacz CD)

ATL 705 Pro (małe kolumny podłogowe)

Quadral Odin (małe kolumny podłogowe)

Canton Fonum 701 (duże kolumny podłogowe)

KEF IQ70 (średnie kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Bez dwóch zdań. KA-305 prezentuje brzmienie z jakiego Kenwoody słynęły w latach 70-tych.

A szczególnie te wyższe modele.

Plotka głosi, że grupa inżynierów, która odeszła z tej firmy w 1973 roku by założyć własną markę, pozostawiła po sobie kilkanaście w pełni przygotowanych projektów, które Kenwood miał wykorzystać w nadchodzących latach.

Wspomniani inżynierowie utworzyli legendarną firmę Accuphase. I co ciekawe ich nowe, własne produkty również koncentrowały się na łagodnym, miękkim ale i przejrzystym sposobie grania.

A także obie firmy: Kenwood i Accuphase jeszcze przez wiele następnych lat ściśle ze sobą współpracowały. Być może KA-305 rzeczywiście został wymyślony przez ludzi odpowiedzialnych za wzmacniacze Accuphase.

W każdy razie jego dźwięk wydaje się o tym świadczyć.

 

Wysokie tony są gładkie. Unikają jakichkolwiek ostrości czy „zapiaszczeń”. Nie atakują żadnym podzakresem w sposób, który mógłby być odbierany jako niekomfortowy dla słuchu.

Niektórzy słuchacze określają taki typ sopranów jako „słodki”. I to faktycznie bardzo dobre określenie. W pełni oddaje również moje wrażenie.

Średnica, to bogactwo różnych poziomów i wymiarów wszystkiego co w niej zawarto. Dużo się tu dzieje i wszystko jest dobrze słyszalne, poukładane i muzykalne. Wzmacniacz nie stara się omamić słuchaczy kliniczną separacją każdego dźwięku. A jednak wcale nie brakuje większej przejrzystości. Jest przyjemnie i relaksująco.

Bas to kolejne pasmo, które dla wielu osób może się okazać atrakcyjne.

Raczej miękki i rozciągnięty. Czasem coś potrafi lekko zabuczeć przy wyjątkowo niskich mruknięciach. Ale tylko w trakcie słuchania płyt, gdzie występują sztucznie wygenerowane i wyjątkowo niskie dźwięki. I tylko w przypadku kiedy rozkręcimy wzmacniacz naprawdę głośno. Przy cichym i średnio-głośnym słuchaniu wszystko jest na swoim miejscu. To że jest miękko i czasem „pluszowo” w niczym nie przeszkadza.

 

Moja ocena

To wzmacniacz, który zasługuje na uwagę. Nie tylko osób o bardzo „niezobowiązującym” podejściu do muzyki i jej jakości dźwięku, ale także słuchaczy doświadczonych, o bardzo wyrobionym i wysublimowanym słuchu.

Nie jest to wzmacniacz audiofilski, ale do tej klasy brakuje mu bardzo, bardzo niewiele. Tzw. „krótki pysk” dzieli go od poziomu np. Musical Fidelity E1.

Podobny sposób prezentacji każdego rodzaju materiału muzycznego, podobna dynamika. Miękkość, łagodność, a jednocześnie duża przejrzystość generująca niezłą przestrzeń i stereofonię.

Może się okazać, że całkiem sporo osób mogłoby ostatecznie wybrać właśnie KA-305 ze względu na możliwość ingerowania w barwę dźwięku.

A poza tym jest to urządzenie z którym obcowanie jest prawdziwą przyjemnością. Welwetowy dźwięk, piękny design i duża funkcjonalność. Czego więcej trzeba?

No i świadomość, że być może twórcy firmy Accuphase maczali palce w projektowaniu tego wzmacniacza...

Myślę, że najlepiej sprawdzi się z głośnikami w pełni neutralnymi, lub takimi które są delikatnie rozjaśnione.

Ciekawostka:

Wzmacniacz ma wejście mikrofonowe z regulowaną czułością.

Ale w trakcie normalnego użytkowania np. w połączeniu z odtwarzaczem CD, lub jakimkolwiek innym źródłem, potencjometr mikrofonowy działa jak dodatkowe pokrętło siły głosu. Tyle, że w odwrotnym kierunku. Im bardziej kręcimy nim w prawo, tym ciszej gra wzmacniacz. Aż do całkowitego wyciszenia.

Czy chciałbym go mieć?

Bez namysłu; TAK

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz