Przejdź do treści
Wczytuję...

KENWOOD KA 1500 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj będę słuchał wzmacniacza z lat 70-tych.

Kiedyś już pisałem o moich wrażeniach z odsłuchu wzmacniacza Kenwood KA 3300. Naprawdę mnie zadziwił. Miłym, aksamitnym, ocieplonym dźwiękiem.

Tym razem na moim stoliku odsłuchowym stoi Kenwood KA 1500.

Urządzenie produkowano pomiędzy rokiem 1976 a 1979, kiedy zostało zastąpione nowsza wersją nazwaną po prostu KA 1500 mkII.

Egzemplarz , który będę wygrzewał i sprawdzał, przeszedł w naszym serwisie gruntowny przegląd i czyszczenie, w czasie których zaistniała konieczność wymiany niektórych elektrolitów. A zatem będę miał możliwość słuchać sprzętu o sprawności takiej samej jak w dniu kiedy go wyprodukowano.

 

Wygląd

Kenwood KA 1500 to urządzenie o zaledwie 38cm szerokości, ale 14cm wysokości. Właśnie ten stosunek wysokości do szerokości sprawia, że wydaje się większy niż w rzeczywistości. Głębokość jest niewielka. Niecałe 30cm. Ale to w zupełności wystarczy. To stosunkowo prosta konstrukcja i cała elektronika w środku zajmuje bardzo mało miejsca. Znacznie mniej, niż świadczyłyby o tym gabaryty wzmacniacza.

Front panel wykonany ze szczotkowanego metalu barwy srebrnej mieści: włącznik sieciowy w postaci srebrnego potencjometru (wzmacniacz uruchamiamy przekręcając włącznik w prawo), tego samego rozmiaru potencjometry regulujące balans i barwę, dwa duże potencjometry z których jeden to regulacja siły głosu, a drugi to selektor źródeł, oraz trzy małe włączniki odpowiedzialne za funkcję Loudness i współpracę z dwoma magnetofonami A i B. Uwagę zwraca gniazdo DIN przeznaczone do podłączenia magnetofonu B. Oczywiście pomyślano także o gnieździe słuchawkowym typu Jack.

Na tylnej ściance widzimy: zaciski dla jednej pary głośników, przełącznik 120V-220V, gniazda zasilania do podpięcia dodatkowego urządzenia (oddzielne na 120V i 220V), trzy gniazda typu RCA (CINCH) do podłączenia źródeł (AUX, TUNER, PHONO) oraz para wejść/wyjść do współpracy z magnetofonem A.

 

W trakcie testu użyto

Kenwood KA 1500 (wzmacniacz)

Sony CDP-XB 740QS (odtwarzacz CD)

Harman Kardon HD720 (odtwarzacz CD)

Pioneer PD 7700 (odtwarzacz CD)

BOSE 301 Music Monitor II (monitory)

Castle Avon Special Edition (monitory)

KEF IQ70 (kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Kenwood KA 1500 prezentuje typ brzmienia nieco inny niż wcześniej testowany KA 3300.

Tamten był otulająco ciepły i aksamitny. Momentami brakowało mu nieco blasku i przestrzeni, ale i tak ujął mnie sposobem w jaki wybrzmiewała z niego średnica, godnym prawdziwie audiofilskich konstrukcji.

KA 1500 ma własny charakter.

Średnica jest znacznie wyraźniejsza i zaskakująco szczegółowa. Wszelkie instrumenty smyczkowe i dęte brzmią soczyście. Słychać lekkie ocieplenie i muzykalność, ale wszystko to połączone jest z bardzo miłą dla ucha separacją wszystkich dźwięków.

Tony wysokie są mocniejsze niż w KA 3300. Tam były wyraźnie wycofane. Tutaj są równorzędnym partnerem dla całego środka. Tworzy to niezłą przestrzeń i stereofonię.

Bas zaskakuje kontrolą. Nie występują tu żadne niekontrolowane pomruki. Jest mocno, dynamicznie i rytmicznie. Czasem bywa naprawdę niski, ale i tak wszystko jest nadal czytelne.

Kontrabas brzmi naturalnie i blisko słuchacza. Jeżeli zechcemy słuchać głośniej, to aż czuć wibracje w powietrzu a i tak słychać dosłownie każda nutę.

 

Moja ocena

Dosyć niepozorny gabarytowo (gdyby nie wysokość obudowy) wzmacniacz, ma wielkie serce do grania. Radzi sobie świetnie z każdym rodzajem muzyki, tak jakby każda minuta sprawiała mu radość. A to przekłada się na zadowolenie słuchacza.

Kiedy go włączyłem po raz pierwszy po wymianie części elektrolitów, mina mi trochę zrzedła. Spodziewałem się miękkości i zaokrągleń, a usłyszałem raczej jasne i śmiałe dźwięki. Dopiero po kilku godzinach działania, wzmacniacz zaczął pracować tak jak tego oczekiwałem.

No może nie do końca, bo podświadomie porównywałem go z KA 3300.

A jednak jest dynamiczniejszy i wyraźniejszy. Jaśniejszy. Bez obaw. Ta dynamika i delikatne rozjaśnienie niczego nie psują. Nie wyciskają łez z oczu. Pozwalają lepiej śledzić wszystkie szczegóły nagrań i cieszyć się pięknym wybrzmiewaniem talerzy perkusyjnych.

Najlepszym partnerem dla tego wzmacniacza z pewnością będą głośniki w miarę spokojne, kulturalne i neutralne. Takie połączenie będzie czarowało słuchaczy bajecznym brzmieniem.

 

Czy chciałbym go mieć?

I tu być może zadziwię naszych czytelników.

Ten wzmacniacz zaczął mi chodzić po głowie. Kto wie?

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

Odpowiedz