Przejdź do treści
Wczytuję...

HEGEL H 200 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj będę słuchał norweskiego wzmacniacza marki Hegel, model H200.

Do serwisu współpracującego z naszym Sklepem Audio co jakiś czas trafiają produkty tej firmy, ale zazwyczaj chodzi o dokładne okresowe przeglądy i konserwacje. Rzadziej o naprawy.

Chociaż wszystkie wygrzewały się u mnie przed zwróceniem ich właścicielom, to nie zawsze miałem okazję i czas napisać cokolwiek o moich wrażeniach odsłuchowych.

Postaram się to nadrobić w przyszłości bo jestem pewien, że posiadacze Hegli nadal będą korzystać z usług techników z naszego serwisu.

 

Wygląd

Hegel H 200 to raczej spory wzmacniacz. Nie jest przesadnie wysoki, ale za to należy do urządzeń sięgających daleko w głąb. Trzeba więc zapewnić mu wystarczająco dużo miejsca na stoliku lub komodzie.

Płyta czołowa została wykonana z grubego metalu na który nałożono plastikową nakładkę z ciemno-szarego plastiku wysokiej jakości. Taki sam plastik pokrywa dwa potencjometry i włącznik sieciowy. Tak. Nie ma tu pomyłki. Na front panelu widnieją jedynie dwa pokrętła : selektor źródeł i regulator siły głosu oraz dużych rozmiarów włącznik sieciowy. Umieszczono tu także niewielki wyświetlacz informujący o wybranym źródle dźwięku i sile głosu.

Na tylnej ściance zainstalowano:

gniazdo przewodu sieciowego, terminale do podłączenia dwóch par głośników, dwa gniazda XLR oraz sześć par gniazd RCA (CINCH) służących do podłączenia kilku źródeł dźwięku, a także dwóch oddzielnych końcówek mocy.

 

W trakcie testu użyto

Hegel H 200 (wzmacniacz)

JVC XL-Z555 (odtwarzacz CD)

AKAI CD 55 (odtwarzacz CD)

ONKYO DX 6930 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ 50 Pro (adaptor Bluetooth)

B&W P4 (małe kolumny podłogowe)

KEF Corelli (monitory)

Monitor Audio MA 66 (monitory)

KEF Carlton III (monitory)

T+A Criterion CR60 (kolumny podłogowe)

 

 

Brzmienie

Nie ukrywam, że nie przepadam za wzmacniaczami tej firmy. Zawsze wydawały mi się dosyć nijakie. Sprawdźmy czy i tym razem odniosę takie wrażenie.

 

Wysokie tony H200 nie należą do szczególnie śmiałych. Niby jest ich pod dostatkiem, a jednak jakby czegoś brakowało. Tym czymś mógłby być bardziej zdecydowany blask, mocniejsze akcentowanie np. brzmienia talerzy perkusyjnych, czy nawet lepsze doświetlenie głosów wokalistek. Wydaje się jakby wzmacniacz bał się, że ktoś go posądzi o nadmierne wybudowywanie sybilantów. Dlatego unika ich jak ognia. Poza tym taka ostrożność w generowaniu sopranów niezbyt korzystnie wpływa na szerokość stereofonii i ogólną przestrzeń sceny muzycznej.

Średnica H200 jest za to pasmem, które może zaskoczyć niejednego wyrobionego słuchacza. Jej dźwięk jest bardzo mocno zbliżony do naturalności. W tej kwestii trudno jej cokolwiek zarzucić. Gdybym musiał się do czegoś przyczepić, to jeszcze lepiej by wybrzmiewała gdyby miała w sobie nieco więcej ciepła i dociążenia. Jest analityczna i przejrzysta. Można się w niej doszukiwać całej masy szczegółów zawartych w realizacjach nagrań, ale właśnie brak tej odrobiny więcej „ciepełka” sprawia że długie sesje odsłuchowe stają się nadmiernie męczące.

Bas wydał mi się bodaj najsłabszym ogniwem w spektrum dźwięku tego wzmacniacza. Najwyraźniej konstruktorzy postawili przede wszystkim na jego pełną czytelność i rygorystyczną kontrolę. Doskonale podkreśla tempo utworów, dzielnie wspomaga dolne zakresy średnicy, ale nie udało mi się zmusić go to „mruczenia”, które potrafi czasem w sposób nadzwyczaj miły dla ucha wzbogacić muzykę.

 

Moja ocena

Jak już napisałem powyżej, Hegel nie jest firmą której wzmacniacze mają filozofię brzmienia pokrywającą się z moim gustem i oczekiwaniami.

Do tej pory właściwie wszystkie modele sprawiały na mnie wrażenie raczej chłodnych, żeby nie napisać zimnych. Koncentrowały się przede wszystkim na analityczności kosztem muzykalności i przyjemności ze słuchania muzyki.

Ten jest jednak trochę inny.

Nie odważę się napisać, że daleko odbiega od tego co twierdzę o innych modelach tej firmy. Także jest analityczny, ale wnosi jednak do każdego słuchanego gatunku muzyki więcej „człowieczeństwa” niż pozostałe wzmacniacze Hegla, których miałem zaszczyt słuchać.

Co ciekawe jest urządzeniem, które może pokazać wiele twarzy. Wszystko zależy od głośników jakie się do niego podłączy.

Potrafi być tak spokojny i zrównoważony, że niemal graniczy to z tzw. „zamuleniem” brzmienia.

Współpracując z całkowicie neutralnymi głośnikami zagra dokładnie tak jak opisałem to w części BRZMIENIE.

Natomiast łącząc go z głośnikami o rześkim i błyszczącym dźwięku, pokaże olbrzymie ilości szczegółów zawartych w wysokich tonach i górnym zakresie średnicy. Utworzy się wtedy szersza stereofonia i poprawi przestrzeń, ale dłuższe słuchanie może okazać się męczące ze względu na ochłodzone i zbyt ostre ogólne brzmienie.

Zatem doradzam rozważne i ostrożne dobieranie do niego głośników. Lepiej chyba zastosować takie, które generują umiarkowanie neutralny dźwięk, ale dysponujące solidnym i zdecydowanym basem.

Niełatwo jest doradzić coś sensownego w przypadku tego wzmacniacza. Coś co będzie złotym środkiem dla wszystkich jego posiadaczy. W tym przypadku absolutnie wszystko będzie zależało jakiej muzyki najczęściej będą słuchali i czego od niej oczekują. Duże pole do długich i ciekawych eksperymentów polegających na poszukiwaniu głośników idealnych dla indywidualnych gustów.

Myślę, że jeśli ktoś trafi na te właściwe, będzie hołubił ten wzmacniacz i nie da o nim powiedzieć niczego złego...

 

Czy chciałbym go mieć?

Szczerze mówiąc w czasie testów obok stał Musical Fidelity E11 (identyczny posiadam w domu) i co jakiś czas przełączałem się na niego.

Zdecydowanie grał lepiej. Bardziej naturalnie, a jednocześnie czytelniej, cieplej i przestrzenniej.

A resztę czytelnicy powinni dopowiedzieć sobie sami...

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

Odpowiedz