Przejdź do treści
Wczytuję...

Harman Kardon HK 6500 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Kilka dni temu testowałem wzmacniacz Harman Kardon PM655 Vxi i byłem pod wrażeniem jego możliwości brzmieniowych.

Dzisiaj będę słuchał jego „młodszego brata” czyli HK6500. Młodszego zarówno wiekowo, jak i jakościowo.

PM655 Vxi był produkowany w drugiej połowie lat 80-tych, a HK6500 to już lata 90-te. Mimo niemal 10 letniej różnicy ich wygląd jest bardzo zbliżony. Właściwie można powiedzieć, że wizualnie odróżnia je jedynie ilość małych włączników i lekkie zaokrąglenie górnej krawędzi przedniego panela w HK6500.

 

Wygląd

Harman Kardon uzyskany przez nasz Sklep Audio jest wzmacniaczem o średniej wysokości obudowy, natomiast jest dosyć głęboki. Trzeba będzie mu zapewnić dosyć sporą ilość miejsca na komodzie, szafce lub innym miejscu „zakwaterowania”.

Design konsekwentnie utrzymywany przez firmę przez kilka lat jest interesujący i kojarzy się bardziej z wzornictwem brytyjskim niż urządzeniami japońskimi. W pierwszej połowie lat 90-tych kiedy go wyprodukowano, bardzo różnił się od azjatyckiej konkurencji. Trzeba na chwilę powrócić do tamtych czasów i przypomnieć sobie jak bardzo japońskie wzmacniacze potrafiły być do siebie podobne. Gdyby postawić obok siebie niektóre modele Sony, AKAI, AIWA, Kenwooda czy Pioneera z tamtego okresu, to często nawet osoby obeznane z tematem mogą mieć problem z ich odróżnieniem. Czasem jest to nawet niemożliwe jeżeli zasłoni się widniejące na wzmacniaczach logo producentów.

W tej kwestii Harman Kardon mógł być absolutnie spokojny. Był inny, oryginalny i kompletnie nieazjatycki. O to właśnie chodziło.

 

Na front panelu wykonanym z czarnego, matowego plastiku umieszczono: włącznik sieciowy, gniazdo słuchawek typu Jack, sześć średniej wielkości pokręteł służących do wyboru pary głośników, regulacji balansu i barwy, wyboru źródeł słuchanych i źródeł nagrywanych, Dużą gałkę regulatora siły głosu, oraz pięć małych włączników które obsługują funkcje Loudness, Subsonic, Stereo/Mono, External Processor, a także rodzaj wkładek gramofonowych MM/MC.

Z tyłu zainstalowano: jedenaście gniazd RCA (CINCH) do podłączania różnych źródeł, zaciski dla dwóch par głośników, przełącznik wyboru impedancji głośników 4 lub 8 Ohm i jak to często bywało w urządzeniach projektowanych przez amerykańskie firmy przełącznik współpracy z siecią energetyczną 120V lub 220V.

 

W trakcie testu użyto

Harman Kardon HK6500 (wzmacniacz)

Marantz CD 6005 (odtwarzacz CD)

Kenwood DP 1030 (odtwarzacz CD)

Harman Kardon HD720 (odtwarzacz CD)

Pioneer PD 7700 (odtwarzacz CD)

Castle Avon Special Edition (monitory)

KEF IQ70 (kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Najkrócej byłoby napisać, że brzmienie jest „amerykańskie”.

I nie byłoby w tym niczego mylnego, ale zawsze lepiej posłuchać urządzenia przez dłuższy czas i przekonać się czy aby na pewno pierwsze wrażenie było słuszne. Słuchałem tego wzmacniacza przez ponad pół dnia, koncentrując się po kolei na różnych jego cechach.

Wysokie tony są pasmem, które subiektywnie wydaje się być równym partnerem dla pozostałych zakresów. W tym sensie, że nie odczułem ich jako wycofanych lub zaokrąglonych. Nie są także wypchnięte do przodu. Nie epatują ostrym dźwiękiem, nie atakują irytującym nadmiarem a równocześnie słychać je wyraźnie i nadzwyczaj szczegółowo.

Średnica jest bardzo dobrze nasycona. Nie tak mięsista jak w brytyjskich konstrukcjach, bardziej przejrzysta i przestrzenna. A jednak nie można jej zarzucić ani lekkiego wycofania ani osuszenia.

Każdy instrument ma swoje dokładnie zlokalizowane miejsce na scenie i odpowiedni gabaryt. Pięknie brzmią instrumenty smyczkowe i dęte.

Bas należy do tych dobrze kontrolowanych. Jest utrzymywany w ryzach na tyle, że każdy rodzaj muzyki nabiera wigoru i rytmu. Nawet powolne i snujące się bossanovy brzmią ciekawiej i bardziej energicznie.

 

Moja ocena

Harman Kardon HK6500 to wzmacniacz godny uwagi. Wiele osób być może uzna, że nie jest zbyt piękny i go zlekceważy. Byłby to poważny błąd.

Gra niesamowicie. Jest dokładny, dosyć szybki, energiczny a jednocześnie bardziej naturalny niż mogłoby się wydawać. Prawdopodobnie zawdzięcza to nie do końca typowemu zrównoważeniu wszystkich pasm. Żadne nie jest faworyzowane i żadne umniejszone. Całość gra odważnie i w sposób niezwykle otwarty.

Jego brzmienie jest inne niż testowanego niedawno PM655 Vxi. Z pewnością jest mniej dokładny i brakuje mu odrobiny polotu starszego i wyżej ocenianego starszego brata.

Mimo to uważam, że broni honoru najlepszych konstrukcji spod znaku Harman Kardon w sposób skuteczny i bezkompromisowy.

Prezentuje sposób brzmienia i dynamikę, które pozwolą mu współpracować z większością występujących na rynku głośników bez zadyszki. Warto jednak dobierać do niego takie które nie mają zbyt wysokiej góry, bo wtedy jego impet może doprowadzić do olbrzymich ilości niepotrzebnych i ostrych sybilantów.

Wystarczą spokojne, przeciętne monitory lub podłogówki, a wtedy wiele osób zdziwi się jak za niewielką kwotę można uzyskać ciekawe brzmienie. I to przy każdym słuchanym gatunku muzyki.

 

Czy chciałbym go mieć?

Z pewnością bym nim nie pogardził.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

Napisz komentarz