Przejdź do treści
Wczytuję...

Fisher CA-7000 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Czekałem na ten wzmacniacz. Współpracujący z nami serwis dokonywał przeglądu w trakcie którego zdecydowano, że trzeba wymienić kilka podzespołów, a nie wszystkie były na miejscu. Po kilku dniach przyniesiono mi go na przeprowadzenie testów odsłuchowych.

Podłączyłem go do prądu i przez pierwszy dzień wygrzewał się jedynie na „biegu jałowym” czyli bez podpiętych głośników i źródła. Następnego dnia od rana działał już podłączony do kolumn i odtwarzacza CD. Po południu był już na tyle wygrzany, że można było go wyłączyć na godzinę, żeby odpoczął, a następnie uruchomić ponownie i rozpocząć poważny odsłuch.

Fisher był niegdyś cenioną firmą amerykańską. W latach 70-tych i pierwszej połowie 80-tych na rodzimym rynku, walczył między innymi z Harmanem Kardonem. Z powodzeniem. Ponadto dostarczał całą gotową elektronikę dla wielu pomniejszych i mniej znanych firm ze Stanów Zjednoczonych i Europy. Dopiero pod sam koniec lat 80-tych, stracił nieco renomy. Niewykluczone, że stało się to za sprawą kilku modeli tanich zestawów wykonywanych z plastiku. Takie wieże w rozmiarze regularnym oraz midi, produkowało wtedy wielu znanych producentów. Fisher wcale nie odstawał jakością dźwięku od rywali, ale jego produkty sprzedawały się gorzej. Do dzisiaj jeżeli ktoś niezorientowany w historii audio słyszy nazwę Fisher, to najczęściej ma przed oczami te tanie plastikowe pseudo-wieże.

Wzmacniacz, którego będę dzisiaj słuchał powstał w II połowie lat 70-tych i reprezentuje okres kiedy Fishery były urządzeniami zaprojektowanymi z dbałością zarówno o jakość podzespołów, jak i niebanalny design.

 

Wygląd

To bardzo interesujący wizualnie wzmacniacz.

Ten egzemplarz wykonano w kolorze czarnym. Jedynym przełamaniem czerni są wskaźniki mocy i wszystkie potencjometry oraz przełączniki, które na zewnętrznych krawędziach ozdobione są cienkimi srebrnymi pierścieniami.

Ponadto ciekawie wyglądają masywne uchwyty przytwierdzone do płyty czołowej, co sprawia wrażenie obcowania ze sprzętem typowo profesjonalnym. Cały design tego wzmacniacza stara się nas o tym przekonać. Prosto, technicznie, profesjonalnie.

Oczywiście nie jest to wzmacniacz profesjonalny, lecz typowo domowy, ale miło jest posiadać w domu coś, co choćby wyglądem zdaje się należeć do grupy urządzeń o zastosowaniu np. studyjnym.

Na front panelu umieszczono:

cztery przełączniki „patyczkowe” z których jeden jest włącznikiem sieciowym, drugi przełącznikiem czułości wskaźników mocy, trzeci uruchamia funkcję Loudness, czwarty obsługuje magnetofonową funkcję Monitor.

Dwa średnie potencjometry regulujące barwę dźwięku, dwa małe z których jeden jest regulatorem balansu, a drugi regulacją czułości mikrofonu.

Jedno duże pokrętło do regulowania siły głosu. Oraz jeden trójpozycyjny przełącznik źródeł dźwięku.

Dwa gniazda typu Jack. Jedno do współpracy ze słuchawkami, a drugie przeznaczone dla mikrofonu.

I oczywiście dwa okienka zawierające wskaźniki mocy. Całkiem sporych rozmiarów, podświetlane lampkami o delikatnym lekko żółtawym zabarwieniu.

 

Na tylnej ściance zainstalowano:

5szt gniazd RCA (CINCH) do podłączania źródeł dźwięku, zaciski dla jednej pary głośników, skrzyneczkę z bezpiecznikami, przełącznik wyboru zasilania 110-220V.

 

Do testu użyto

Fisher CA-7000 (wzmacniacz)

Yamaha CD-S2100 (odtwarzacz SACD)

Harman Kardon HD 720 (odtwarzacz CD)

Sony CDP-XB 740QS (odtwarzacz CD)

Bose 301 Music Monitor II (monitory)

Castle Avon Special Edition (monitory)

KEF IQ70 (kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

Po wstępnym wsłuchaniu się w dźwięk tego wzmacniacza, zrozumiałem dlaczego urządzenia tej firmy pochodzące z lat 70-tych cieszyły się uznaniem słuchaczy. I dlaczego do dzisiaj niektóre z nich są poszukiwane przez uświadomionych słuchaczy, jak również przez wszelkiego rodzaju handlowców, pośredników itp.

Największe wrażenie na samym początku odsłuchu zrobił na mnie bas generowany przez CA-7000. Nie można nazwać go wielkim, obszernym czy dominującym. Gdzie trzeba jest go sporo. Tam gdzie nagranie powinno zabrzmieć lekko i zwiewnie, bas jedynie delikatnie podkreśla walory realizacji, nie starając się brać nadmiernego udziału w tym co słyszymy. Jeżeli jednak trafi się utwór elektroniczny ze sztucznie wygenerowanym, wyjątkowo nisko schodzącym dołem pasma, to bez problemu daje sobie radę nie zalewając całego pomieszczenia buczeniem czy dudnieniem. Nadal pozostaje czytelny.

Średnica, mimo że nie należy do szczególnie miękkich, jednak zawiera pewne symptomy ciepła. Ostatnio lubię przeprowadzać wzmacniacze przez test odtworzenia improwizacji kontrabasowych. Jeżeli słyszę każdy szmer palców instrumentalisty na strunach, jeżeli czasem struna zadźwięczy o gryf, jeżeli każdy dźwięk jest całkowicie czytelny a w dodatku brzmi dosyć naturalnie, to wiem, że mam do czynienia z bardzo przyzwoitym urządzeniem.

 

Wysokie tony to również powód do dumy dla konstruktorów tego wzmacniacza. Damskie głosy brzmią fenomenalnie. Czysto, dokładnie i nie kłują sybilantami. A to zawsze jest swoista wykładnia. Ponieważ na ogół tembre głosów wokalistek, które śpiewają bardzo wyraźnie, artykułując każdą sylabę, potrafi czasem nieco zaboleć. Tym razem nic z tych rzeczy. Wszystko słychać, nic nie razi i nie irytuje.

 

Moja ocena

Wzmacniacz który wygląda trochę jak skrzyżowanie jakiegoś sprzętu studyjnego z radiostacją.

To skojarzenie chyba najlepiej oddaje jego design. Dodam, że to design zdecydowanie męski i raczej nie spodziewam się żeby niezliczona rzesza kobiet uległa jego urokowi. Mnie się bardzo spodobał. W dzisiejszych czasach z pewnością będzie odbierany jako nietuzinkowy, niebanalny. Oryginalny. A to duży plus.

Brzmi nawet lepiej niż wygląda, zapewniając słuchaczowi olbrzymią dawkę przyjemności. Całe spektrum dźwięku ma charakter jakiego oczekuje się od urządzeń, których zamierzamy używać do długich i bardzo długich sesji odsłuchowych. Nawet całonocnych.

I tu szczególna pochwała dla jego umiejętności. Nawet przy bardzo małych poziomach głośności słychać wszystkie szczegóły. A to prawdziwa rzadkość. I zaleta, jeżeli ktoś lubi słuchać muzyki nocą a mieszka w bloku. Inni mieszkańcy nigdy nie zorientują się, że ich sąsiad do rana słuchał ulubionych płyt.

 

Czy chciałbym go mieć?

Tak. Ze względu na jego dźwięk i na jego wygląd.

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz