Przejdź do treści
Wczytuję...

DYNAMIC SPEAKER DA 4140 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Do serwisu, który sąsiaduje z naszym Sklepem Audio bardzo często trafiają polskie urządzenia audio. Niektóre z nich, po dokonaniu napraw trafiają co jakiś czas na mój stolik odsłuchowy. Na ogół chodzi tylko o sprawdzenie poprawności przeprowadzonych działań serwisowych i przetestowanie sprawności poszczególnych funkcji. Rzadko trwa to dłużej niż dwie czy trzy godziny. Sprzęty grają, a ja w tym samym czasie zajmuję się rozmowami z klientami lub pisaniem artykułów przeznaczonych do publikacji na stronie internetowej naszego sklepu.

Do tej pory bodajże tylko raz postanowiłem przeprowadzić regularny test odsłuchowy polskiego wzmacniacza, a w zasadzie amplitunera. Był to Radmor ze schyłkowego okresu produkcji tych urządzeń. Pamiętam, że nie zachwycił mnie jego dźwięk. Jego wygląd także nie należał do atrakcyjnych.

Nie ukrywam, że nie jestem zwolennikiem krajowych sprzętów audio pochodzących z lat 70-tych i 80-tych. Sam miałem kiedyś takie produkty i nie wspominam ich zbyt dobrze.

Mogę śmiało napisać, że nie obciąża mnie żaden sentyment dotyczący Unitry, Radmora etc.

 

Ale dzisiaj napiszę o teście odsłuchowym ciekawego (jak się okazało) wzmacniacza wyprodukowanego przez Unitrę z Dzierżoniowa.

Dynamic Speaker DA 4140 to właściwie Unitra WSH 303, tyle że wersji eksportowej. Trzeba pamiętać, że w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych polskie firmy zajmujące się produkcją urządzeń elektronicznych, dużą część swojego sprzętu wysyłały na eksport. Głównie do ościennych, zaprzyjaźnionych państw Demokracji Ludowej, ale również na tamtą stronę Żelaznej Kurtyny. Przede wszystkim do RFN (Republiki Federalnej Niemiec), Francji, krajów Beneluxu i Austrii.

Egzemplarz którego będę dzisiaj słuchał, to właśnie wersja eksportowa. Ani z przodu, ani z tyłu nie nosi żadnych oznaczeń Unitry. Jedynie napis „Made in Poland” świadczy o tym, że wzmacniacz wyprodukowano w naszym kraju. Tylko osoby interesujące się historią polskiego audio wiedzą, że ten sam wzmacniacz egzystował na rodzimym rynku właśnie jako UNITRA WSH 303.

Wzmacniacz trafił do serwisu ze spalonymi końcówkami mocy. Konieczna była także wymiana części kondensatorów, czyszczenie wnętrza i rutynowe sprawdzenie ścieżek na okoliczność występowania ewentualnych „zimnych lutów”.

Po tych zabiegach wzmacniacz dostarczono na mój stolik odsłuchowy.

 

Wygląd

Wzmacniacz jest płaski, zgrabny i poręczny. Zarówno płytę czołową jak i pozostałe elementy obudowy wykończono w kolorze srebrnym i srebrno-szarym.

Na front panelu zrobionym ze szczotkowanego aluminium umieszczono:

dwa przełączniki w formie potencjometrów służące do wyboru źródła dźwięku i wyboru pary głośników, trzy niewielkie pokrętła regulujące barwę dźwięku i balans, jedno duże będące regulatorem poziomu głośności oraz pięć przełączników w formie niedużych prostokątnych przycisków uruchamiających funkcje Loudness i Low Filter, a także do współpracy z dwoma magnetofonami. Ostatnim, piątym przyciskiem jest włącznik sieciowy. Wzmacniacz wyposażono również w gniazdo słuchawkowe typu Jack.

Sposób rozmieszczenia napisów na płycie czołowej, ich styl i czcionka robią dobre wrażenie.

 

Na tylnej ściance zainstalowano:

zaciski dla dwóch par głośników ( z tego jedna para zacisków jest w miarę współczesna, druga to typowe rozwiązanie z poprzednich dekad), pięć gniazd typu DIN służących do podłączenia różnych źródeł, dwa alternatywne gniazda RCA (CINCH) przeznaczone do współpracy z jednym z magnetofonów, przyłącze uziemienia przydatne przy korzystaniu z gramofonu, oraz trzy gniazdka sieciowe do których można podłączyć inne urządzenia audio.

 

W trakcie testu użyto

DYNAMIC SPEAKER DA 4140 (wzmacniacz)

xDuoo XQ 50 Pro (adaptor Bluetooth)

SONY CDP-212 (odtwarzacz CD)

AKAI CD 55 (odtwarzacz CD)

B&W DM 602 (monitory)

JBL TLX 150 (monitory)

SANSUI SU 770 (monitory)

 

Brzmienie

Teraz przyszedł moment w którym muszę wytłumaczyć czytelnikom dlaczego skusiłem się na odbycie klasycznego testu odsłuchowego z użyciem polskiego wzmacniacza.

Początkowo wcale nie miałem na to wielkiej ochoty, ale technik który go naprawił namawiał mnie na to przez kilka dni. Sugerował, że być może poczuję się zaskoczony dźwiękiem tego urządzenia.

Zaryzykowałem, i muszę przyznać że wspomniany fachowiec miał rację.

Nie spodziewałem się takiego brzmienia po krajowym produkcie pochodzącym z lat kiedy w Polsce zaistniała totalna zapaść gospodarcza.

 

Wysokie tony są...wysokie.

Zabrzmiało jak banał? Z pewnością. Ale nie zamierzam bronić tego pasma. Broni się samo.

Nie doszukałem się w nim ani zaokrąglenia najwyższych składowych, ani dosłodzenia. Co mnie absolutnie nie dziwi, bo w polskich sprzętach sprzed kilku dekad raczej nie starano się o łagodzenie sopranów. Najczęściej były ostre i dosyć męczące. Tutaj są bardzo wyraźne i dźwięczne. A jednak wcale mnie nie irytują. Uznałem je nawet za ciekawe i bardzo przyjemne dla uszu. Nie piszczą, nie jazgoczą i nie syczą kiedy nie trzeba. Pokazują mnóstwo szczegółów, które wydają się ładnie poszerzać stereofonię, a nawet zwiększać przestrzeń sceny. Damskie wokale momentami obfitują w sybilanty i przy użyciu nieodpowiednich kolumn lub monitorów może to nieco zaboleć.

O doborze głośników do tego wzmacniacza napiszę obszerniej na samym końcu tego artykułu.

 

Średnica wydaje się być delikatnie wycofana, z naciskiem na określenie „delikatnie”.

Zdarzało mi się już słuchać polskich wzmacniaczy w których to pasmo było bardzo mocno schowane gdzieś „na zapleczu”. W Dynamic Speaker 4140 nie ma takiego wrażenia. Tony średnie towarzyszą sopranom nie próbując ich zepchnąć na dalszy plan i na siłę ukulturalnić. Nie znaczy to wcale, że średnica nie ma większego udziału w ogólnej prezentacji dźwięku. Ma i to duży, ale jej charakter odbiega od potocznie pojmowanego ideału neutralności. Jest za to przejrzysta, czytelna i podobnie jak soprany można ją określić jako szczegółową.

 

Bas nie jest zakresem, który powali słuchacza swoją potęgą i intensywnością.

Jest go zawsze pod dostatkiem i świetnie daje sobie radę przy zdecydowanej większości materiału muzycznego. Podkreśla akcję utworów, ich rytm i tempo. W ładny sposób poprawia dynamikę, ale nie oczekujmy od niego że zejdzie wyjątkowo nisko i zaskoczy nas wyjątkowo niskim pomrukiem.

Z mojego punktu widzenia to bardzo dobry symptom, bo nie będzie sztucznie dudnił i rozlewał się po pomieszczeniu odsłuchowym. Czyli to nie jest bas z gatunku tych w jakie „uzbraja” się najtańsze wzmacniacze. Te współczesne i te dawne...

 

Moja ocena

Wiedziałem, że czeka mnie rutynowe sprawdzenie poprawności wykonanej naprawy tego wzmacniacza. O rutynowych sprawdzianach nie piszę żadnych artykułów. Nie bez powodu. Po prostu nie widzę sensu w opisywaniu urządzeń które grają słabo, lub po prostu nieciekawie.

Byłoby to stratą czasu, a tego mam bardzo mało.

Jak wspomniałem już w pierwszej części tego artykułu, technik który naprawiał ten sprzęt namówił mnie do poważnego potraktowania DA 4140 i przeprowadzenia całej regularnej sesji.

Nie żałuję.

Wzmacniacz który powstał w najgorszym gospodarczo okresie w historii naszego kraju (a w każdym razie najgorszym po latach okupacji...) zaskakuje całkiem przyzwoitym dźwiękiem.

Nie jest to żadne mistrzostwo świata. Niewiele ma również wspólnego z naturalnością brzmienia. A jednak słucha się go z prawdziwa przyjemnością. To nie jest urządzenie, które kupią audiofile.

To sprzęt dla przeciętnych miłośników muzyki. Dla tych którzy chcą miło spędzić czas słuchając ulubionych utworów, bez wysilania się na daleko idące analizy i rozbieranie na drobne kawałki struktur kompozycji i aranżacji.

Normalny wzmacniacz, dla zwykłych ludzi.

 

Najlepiej i najprzyjemniej zagra z głośnikami o spokojnym i zrównoważonym charakterze.

Można go także próbować połączyć z takimi które mają nieco zaciemnione brzmienie.

Wówczas ożywi je i zwiększy ich dynamikę i szczegółowość.

Natomiast odradzam kojarzenie go z głośnikami o jasnym i lekkim dźwięku. Wówczas czekałaby nas prawdziwa katastrofa.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

 

 

Odpowiedz