Przejdź do treści
Wczytuję...

CREEK 4330SE Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj technik z zaprzyjaźnionego serwisu wręczył mi naprawiony wzmacniacz wyprodukowany przez brytyjską firmę CREEK. Minę miał przy tym dość uroczystą. Chodzi o model 4330 a wszyscy tutaj wiedzą, że jest to model który bardzo chciałem przetestować i napisać o nim kilka słów. Wiele razy przez serwis przechodziły już inne modele tej firmy. Na ogół były to konstrukcje młodsze niż 4330 i bardziej zaawansowane technicznie. Jedne mi się podobały, inne nieco mniej.

Ale 4330 uparcie się nie pojawiał...

 

Czekałem ponad półtora roku na ten wzmacniacz. Kiedyś był obiektem moich marzeń i westchnień. W połowie lat 90-tych kiedy pojawił się w polskich sklepach budził emocje. Mały, niewyględny o dyskusyjnej urodzie przedniego panela. Ale szybko dostrzeżono jego niesamowitą jakość dźwięku. Wieść gminna niesie ( może to tylko legenda...), że początkowo krajowy dystrybutor CREEK-a nie był zainteresowany przekazaniem go do testów odsłuchowych żadnemu z opiniotwórczych periodyków zajmujących się tematyką audio. Podobno dwie przodujące gazety nabyły po jednym egzemplarzu incognito, a następnie przeprowadziły regularne testy. Okazało się, że dystrybutor z pewnością nie miał się czego obawiać, bo wyniki testów były entuzjastyczne. No i się zaczęło... Klienci nagle zapragnęli mieć taki wzmacniacz i przez pewien czas popyt przerósł podaż. Przedstawiciel CREEK-a na Polskę nie nadążał ze sprowadzaniem kolejnych partii tego sprzętu.

 

Kilka razy miałem okazję go wtedy słuchać w salonach, które miały go w ofercie sprzedaży.

Na różnych monitorach i kolumnach. Na mnie także wywarł wtedy ogromne wrażenie.

Mimo że był urządzeniem z bardzo budżetowego przedziału cenowego jak na urządzenia audiofilskie, to i tak ówczesna cena 1990 zł była dla mnie zbyt wysoka.

Po wielu latach kiedy używane egzemplarze nieco staniały, miałem już w domu coś innego. Też brytyjskiego i też z tego samego okresu, a mianowicie Musical Fidelity E1. Potem jeszcze wszedłem na nieco wyższy poziom kupując Musical Fidelity E11. Oba te wzmacniacze mam do dzisiaj i jestem z nich zadowolony. Tak bardzo, że z pewnością nie sprzedam żadnego z nich.

 

Ważną informacją może być to, że w połowie lat 90-tych kilka wzmacniaczy uważano za znacznie lepsze jakościowo niż mogłaby na to wskazywać ich cena.

Wymienię je wszystkie: Musical Fidelity E1, Musical Fidelity E10, Musical Fidelity E11, Cambridge Audio A500, Creek 4330, Creek 5250, Marantz PM66SE, Pioneer A400X.

Wszystkie one miały ceny w przedziale 1400-2000zł i każdy z nich mógł stanowić dla nabywców początek przygody z audiofilskim brzmieniem.

Do dzisiaj trwa spór o to, który z nich był najlepszy.

 

Wygląd

O tym, że to wersja SE można się doczytać z tabliczki znamionowej umieszczonej na tyle urządzenia. Na front panelu widnieje tylko numer 4330.

A skoro to wersja SE (Special Edition) to dysponuje mocą 50W na kanał przy współpracy z głośnikami 8 Ohmowymi. Model podstawowy czyli „zwykłe” 4330, miał moc 40W na kanał.

 

Mały

Jego wysokość to 6,8cm, głębokość zaledwie 22cm (łącznie z wystającymi terminalami głośnikowymi), szerokość 42cm.

Trudno te gabaryty nazwać standardowymi według dzisiejszych ogólnych kryteriów.

Patrząc na ten wzmacniacz odnosi się wrażenie, że być może to tylko jakiś niewielki przedwzmacniacz, a nie pełna integra.

 

Na front panelu wykonanym z czarnego, szczotkowanego metalu umieszczono tylko:

włącznik sieciowy (zamontowany z prawej strony), drugi, identyczny służący do połączenia wzmacniacza z magnetofonem, dwie niewielkie gałki z których jedna jest selektorem źródeł, a druga regulatorem głośności.

Brak wyjścia słuchawkowego. Dla fanów słuchawek CREEK przewidział osobny przedwzmacniacz słuchawkowy, który wzorniczo był dopasowany do wzmacniacza.

Wszystkie napisy umieszczone na przednim panelu maja kolor zielony. Ta kolorystyka budziła kiedyś bodaj największe obiekcje i powodowała że wiele osób postrzegało wyroby CREEK-a jako „brzydactwa”.

 

Na tylnej ściance znalazły swoje miejsce:

gniazdo przewodu sieciowego, terminale dla jednej pary głośników i siedem gniazd RCA (CINCH) do podłączenia różnych źródeł dźwięku oraz ewentualnego połączenia wzmacniacza z osobną końcówka mocy.

Mimo, że zainstalowano gniazda opisane jako PHONO/AUX wzmacniacz nie może współpracować z gramofonami nie posiadającymi własnego przedwzmacniacza. Przewidziano jednak możliwość zainstalowania wewnątrz obudowy firmowego przedwzmacniacza.

Trzeba pamiętać, że w czasach kiedy 4330 wchodził do produkcji, gramofony analogowe wydawały się już przeszłością. CREEK wykonał jednak ukłon w stronę fanów winylu dając im możliwość upgradu wzmacniacza do ich potrzeb.

 

W trakcie testu użyto

CREEK 4330SE (wzmacniacz)

PHILIPS CD730 (odtwarzacz CD)

AKAI CD55 (odtwarzacz CD)

xDuoo XQ50 Pro2 (adaptor Bluetooth)

JBL TLX600 (monitory)

KEF Cantor III (monitory)

MONITOR AUDIO MA66 (monitory)

T+A Criterion CR60 (kolumny podłogowe)

ELAC FS108,2 (kolumny podłogowe)

 

Brzmienie

CREEK 4330 SE prezentuje brzmienie nastawione na odbiorcę o audiofilskim guście i wymaganiach.

Często można o nim przeczytać że jest mało wydajny prądowo i nie potrafi grać cicho. Przy niskich i bardzo niskich poziomach głośności rzekomo jest mało szczegółowy, a nawet lekko przyciemniony. Dopiero kiedy gałka przekroczy godz 11 zaczyna się prawdziwe granie.

Nie do końca się z tym zgadzam.

To wzmacniacz do małych i średnich pomieszczeń i rzeczywiście jeśli ktoś chce nim napędzać duże podłogówki i w dodatku uzyskać dużą szczegółowość przy bardzo cichym poziomie dźwięku, to ten wzmacniacz rzeczywiście nie daje sobie rady. Raczej nie do tego go skonstruowano.

Ale małe podłogówki, lub małe i średnie monitory o przyzwoitej skuteczności sprawiają, że słychać muzykę wyraźnie już przy gałce głośności ustawionej na godz 9:30.

Wiele znacznie bardziej utytułowanych wzmacniaczy nie zaprezentuje niczego lepszego.

Jedno z czym się zgodzę bez zastrzeżeń, to fakt że dźwięk zaczyna dobiegać z głośników dopiero kiedy potencjometr przekroczy „godzinę 8”. Potem każde delikatne poruszenie gałką głośności to szybki wzrost poziomu decybeli. Czyli wcale nie jest tak źle jak czasem można to przeczytać.

 

Ale testy i tak zazwyczaj odbywają się przy średnich i średnich wyższych poziomach głośności. Nigdy nie rozkręcam sprzętu mocno bo sam nienawidzę bardzo głośnego dźwięku. Wystarczą średnie poziomy dźwięku, żeby wzmacniacze pokazały co tak naprawdę są warte. Z tym „maluchem” jest podobnie. Już przy średnim-niższym poziomie ten wzmacniacz pokazuje to, za co zawsze był tak gloryfikowany.

 

Wysokie tony zależą wyłącznie od jakości nagrania. Jasno zrealizowane utwory są odtworzone w sposób błyszczący, skrzący się nieprawdopodobną ilością drobnych dźwięków o różnych poziomach głośności. Normalne, najczęściej spotykane realizacje brzmią idealnie. Soprany są nadal bardzo wyraźne i szczegółowe, ale nie męczą uszu.

Bardzo dobra średnica. Nie wiem czy nie jedna z najlepszych jakie zdarzyło mi się słyszeć w życiu. Wiele się w niej dzieje. Jest niezwykle wielowarstwowa i przestrzenna. Nadaje także całej scenie niezłej głębokości. W połączeniu z bardzo dobrymi tonami wysokim tworzy fenomenalną stereofonię.

Bas jest ustawiony tak, żeby starał się jedynie podkreślać wszystko to co mają do zaoferowania średnica i soprany. Nie należy się bać że będzie go za mało. Tu już wiele zależy od użytych głośników i oczywiście wielkości pomieszczenia odsłuchowego. Jeżeli przyjdzie mu mierzyć się z muzyką w której zawarto duże ilości najniższych składowych, to ten maluch bezproblemowo je odtworzy nie dostając przy tym zadyszki. Byle nie był to jakiś wielki salon o powierzchni znacznie przekraczającej 35m.

W dodatku jego bas jest czymś w rodzaju „złotego środka”. Miły i dość miękki, a jednocześnie w jakiś pokrętny sposób potrafi być też sprężysty i dynamiczny.

 

Moja ocena

Legenda lat 90-tych może być nią nadal.

Wtedy 4330 był uważany za coś w rodzaju cudu ze względu na stosunek ceny do jakości dźwięku.

Gdyby był konstrukcją wcześniejszą lub późniejszą, również byłby gwiazdą. I zapewne przebojem rynku jeśli chodzi o popyt ze strony tej części klienteli, która preferuje naturalne i dobre brzmienie za stosunkowo niewielkie pieniądze.

Wcale nie tak słabowity jak czasem go opisują, wcale nie tak zamulony przy cichych poziomach dźwięku jak często jest to sugerowane.

W pomieszczeniu o odpowiedniej powierzchni (max 18-25m) i z dobrze dobranymi głośnikami o niezłej skuteczności (89 i więcej dB) i dwudrożnej konstrukcji może bardzo zaskoczyć rozmachem i naturalnym dźwiękiem. A jeśli weźmiemy pod uwagę przestrzeń jaką generuje (wgłąb i wszerz) to okazuje się, że niełatwo będzie znaleźć wzmacniacz aż tak zachęcający do wielogodzinnego słuchania muzyki. Kiedyś słuchałem go z małymi monitorami AVANCE OMEGA 501 i niewykluczone że był to dream team. Skuteczność i plastyczność dźwięku tych 4 Ohmowych głośników doskonale zgrywała się z brzmieniem 4330.

Natomiast na pewno nie napędzicie nim hucznej imprezy towarzyskiej. Nie podoła.

To mistrz małych pomieszczeń i głównie akustycznej muzyki.

Zapewnijcie mu takie warunki, a zdziwicie się ile potrafi.

 

Czy chciałbym go mieć?

Oj tak. Mimo, że jak już wspomniałem mam dwa modele głównego konkurenta.

A mimo to chciałbym. Choćby dla poszerzenia kolekcji...

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedzi

marcin sarnecki (niezweryfikowany)
pon., 01/17/2022 - 19:54 Adres
JAK OBIECAŁEM TAK PRZECZYTAŁEM.DZIĘKUJĘ ZA CHWILE DZIŚ POŚWIĘCONE.I MIŁĄ DYSKUSJĘ.FAJNIE ŻE SĄ TAKIE MIEJSCA I TO NIE NA DALEKICH PERYFERIACH.MÓJ SYN TEN "ROBI " W NISZY.GDYBY PAN KOMUŚ W PREZENCIE CHCIAŁ OFIAROWAĆ PAJĄKA PTASZNIKA SKORPIONA WĘŻA LUB INNE TAKIE MILUTKIE ZWIERZĄTKO TO RABAT I PROFESJONALNA OBSŁUGA ZAPEWNIONE
Sławomir K (niezweryfikowany)
śr., 01/19/2022 - 08:05 Adres
Witam. Czy miał Pan okazję posłuchać Creeka 5250SE? Jakie są różnice brzmieniowe między 5250SE a 4330SE. Zastanawiam się czy do swojej kolekcji nie dokupić własnie 5250. Pozdrawiam
marek
pon., 01/24/2022 - 19:49 Adres
Tak. Słuchałem 5250, ale chyba nie w wersji SE. Moim zdaniem jest po prostu nieco mocniejszy od 4330, ale nie przypominam sobie żeby był był bardziej przestrzenny i plastyczny.
Nie zawsze jest tak, że droższy model konkretnego producenta jest dużo lepszy od modelu podstawowego.
W tym przypadku raczej nie jest. Ale proszę pamiętać, że to wyłącznie moje subiektywne zdanie.
Może ktoś dołączy do dyskusji? Oczywiście ktoś, kto ma "w uszach" dźwięk obu wzmacniaczy.
Sławomir K (niezweryfikowany)
śr., 01/26/2022 - 08:28 Adres
Panie Marku, napisałem do Pana maila z zapytaniem. Pozdrawiam

Napisz komentarz