Przejdź do treści
Wczytuję...

AKAI AM75- TEST WZMACNIACZA

Something with HTML textformat

AKAI to japońska firma, niegdyś bardzo zasłużona w branży audio. Specjalizowała się przede wszystkim w produkcji doskonałych magnetofonów. Szpulowych dla domu, do studia, a potem również magnetofonów kasetowych. Do dzisiaj wielu audiomaniaków z łezką w oku wspomina modele GX75 i GX95.

Specjalizacja „magnetofonowa”, jak to często bywa, nie szła w parze z konstruowaniem równie dobrych wzmacniaczy, odtwarzaczy CD, czy głośników.

Natomiast w AKAI zdarzały się nie tylko poszczególne modele wzmacniaczy, które grały zaskakująco przyzwoicie, ale całe serie można uznać za nadzwyczaj udane.

Do takich serii należą te z końca lat 80-tych oznaczone dwucyfrowymi symbolami z liczbą „5” na końcu, oraz seria z „7” produkowana na przełomie lat 80 i 90-tych.

Miałem kiedyś i to przez ładnych kilka lat wzmacniacz AM 47. Z perspektywy czasu muszę uczciwie przyznać, że był bardzo dokładny, zrównoważony, ale jednocześnie dynamiczny. Bez problemu potrafił współpracować nawet ze stosunkowo trudnymi do wysterowania głośnikami 4 Ohmowymi.

W późniejszych latach, czyli od połowy lat 90-tych do początku 2000-nych, sztuka konstruowania przyzwoitych wzmacniaczy niestety w firmie zanikła. Kolejna seria z „9” na końcu symbolu, nie prezentowała już niczego co mogłoby być uznane za interesujące brzmieniowo, lub choćby w miarę poprawne. I zapewne było to jednym z powodów zakończenia działalności firmy. Drugim i z pewnością najważniejszym gwoździem do trumny było stopniowe odchodzenie klientów od magnetofonów.  Dzisiaj nazwa AKAI nadal jest kojarzona z branżą elektryczną, ale dotyczy głównie urządzeń klimatyzacyjnych.

AKAI AM 75, który dzisiaj testujemy, to konstrukcja z II połowy lat 80-tych. Czyli z okresu kiedy wzmacniacze tej firmy brzmiały poprawnie. Egzemplarz, który dostaliśmy do wygrzania i ostatecznego sprawdzenia, został wcześniej naprawiony w naszym serwisie.

Tym większą uwagę należało poświęcić urządzeniu, bo nie tylko przyjemność słuchania i oceny brzmienia, ale również dokładne sprawdzenie wzmacniacza, w takich wypadkach jest priorytetem naszego teamu.

Do testu użyliśmy:

AKAI AM 75   (wzmacniacz)

Marantz CD 63mkII KI Signature  (odtwarzacz CD)

KS W.Kucke Loga C60  (duże monitory)

Arcus TP 68  (średnie monitory)

Elac CL142  (duże kolumny podłogowe)

Iron Maiden „Book of Souls”  (płyta CD)

Charlie Haden Quartet West „Spophisticated Ladies”  (płyta CD)

Jethro Tull  „Thick as a Brick”  (płyta CD)

Wygląd:

AM75 to duży wzmacniacz. Duży i ciężki, jak przystało na niemal topowy model. Niemal, bo wyżej w ofercie AKAI znajdował się jeszcze model AM-95. W tamtym okresie wszystkie duże firmy japońskie swoje najwyższe modele produkowały w taki sposób, żeby maksymalnie wypełnić je elektroniką, a także sprawić, że samym wyglądem i wagą będą budzić respekt. Ten, zdecydowanie budzi.

Na front panelu królują przełączniki. Cały przód wzmacniacza jest nimi dosłownie usiany.

Aż 11 potencjometrów, w tym: pokrętło siły głosu, regulatory barwy i balansu, wyboru kompletu głośników, selektor źródeł aktualnie słuchanych, selektor źródeł z których prowadzone jest nagrywanie, selektor kilku rodzajów wejść (i wyjść) cyfrowych.

Oraz dwa włączniki skokowe: zasilania i całkowitego wyciszenia.

Bateria gniazd na tylnej ściance również potrafi zadziwić. 12 par CINCH, 2 komplety wejść cyfrowych, 2 komplety wyjść i wejść cyfrowych (magnetofonowych)

Gniazda przyłączeniowe dla dwóch par głośników.

Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, co jeszcze producent mógłby zamontować w tym klocku.

Myślę, że konstruktorzy starali się uwzględnić nie tylko o ówczesną teraźniejszość, ale wybiegali daleko w przyszłość. Taką, jaka wtedy wydawała się logiczna.

 

Brzmienie:

Dźwięk AKAI AM 75 nie różni się zbyt mocno od posiadanego niegdyś przez mnie AM 47.

Jest nieco dokładniejszy. Jeżeli chodzi o dynamikę i moc, to nie doszukiwałbym się jakichś szczególnych rozbieżności. Natomiast faktycznie odniosłem wrażenie, że najwyższe tony z AM75 są odrobinę bardziej selektywne. Dźwięczne i czasem błyszczące, ale nigdy nadmiernie. Są wykończeniem i ozdobnikiem każdego odsłuchiwanego materiału muzycznego. Nie odwracają jednak uwagi słuchacza od tego co najważniejsze.

Średnica, jako to najważniejsze pasmo, prezentuje się nader przyjemnie. Nie jest ani sucha i kliniczna, ani nie popada w drugą skrajność, czyli nie jest ciemna. Słychać niezwykle dużo szczegółów, podanych z dobrą rozdzielczością i umiejscowieniem instrumentów.

Bas jest nieźle kontrolowany we wszystkich swoich podzakresach. Jednak nie schodzi nigdy na tyle nisko, żeby powodować dudnienie, czy wrażenie powolności lub wręcz ospałości.

Może się zdarzać, że niektórym melomanom trochę tego najniższego dołu zabraknie. Ale to zależy wyłącznie od rodzaju muzyki, realizacji nagrań itp.

Konkluzja:

Wzmacniacze AKAI z przełomu lat 80 – 90-tych, brzmiały dobrze. Często zdarzało mi się słyszeć od audio-purystów, że w porównaniu z ówczesnymi Denonami, Pioneerami, czy Sony, były gorsze. Nigdy się z tą teorią nie zgadzałem, bo tak jak w wielu przypadkach, takie opinie były raczej typowo obiegowe, potoczne, i nie wynikały z bezpośredniego doświadczenia odsłuchowego. W środowisku ludzi interesujących się sprzętem audio, niestety jest to zjawisko stosunkowo częste i zdecydowanie szkodliwe. Raz powiedziane przez jedną osobę, powtórzone przez kilka następnych, zatacza coraz szersze kręgi, i w końcu niczym legenda zagnieżdża się w umysłach.

A prawda potrafi być diametralnie inna.

I tak właśnie jest w przypadku serii wzmacniaczy AM-x5 i AM-x7.

„X” oznacza tutaj dowolną cyfrę od 1 do 9.

AM-75 jest doskonałym przykładem urządzenia grającego poukładanym, poprawnym dźwiękiem. Niczego nie ukrywa, ale tez nie podkreśla. Poradzi sobie z każdym zestawem głośników, nawet tych wyjątkowo trudnych do napędzenia.

Jest jednocześnie niezwykle uniwersalny. Można na nim godzinami słuchać jazzu lub klasyki, ale  jego żywiołem są raczej nagrania ostrzejsze, bardziej rockowe. Na tych pokazuje na co go tak naprawdę stać.

Przyjemnie się go słuchało, i przez cały czas trwania testu, nie miałem ochoty go wyłączyć. A to naprawdę nieźle.

Jeżeli będziecie szukali dla siebie tego modelu z drugiej ręki, doradzałbym połączenie go z głośnikami grającymi spokojnym zrównoważonym dźwiękiem, jak choćby kolumny Avance lub Dali z przełomu lat 90 i 2000-nych. Za niewielkie pieniądze uzbroicie się w bardzo sensownie grający komplet.

Zdecydowanie odradzam natomiast głośniki rozjaśnione, czy zbasowione, bo wzmacniacz tych rozbieżności z naturalnością nie ukryje, nie utemperuje.

Z czystym sumieniem mogę polecić AM-75 każdemu, kto ceni te starsze japońskie konstrukcje, ale nie przepada za rozbudowaną górą czy obfitym dołem pasma, będącymi filozofią jaką niektóre z azjatyckich firm wtedy lansowały.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

      

Napisz komentarz