Przejdź do treści
Wczytuję...

AKAI AM 2400 Test wzmacniacza

Something with HTML textformat

 

Dzisiaj będę dokonywał bardzo nietypowego testu odsłuchowego.

Zazwyczaj trafiają do mnie urządzenia już po dokonanych naprawach, rewitalizacjach lub choćby po solidnych przeglądach technicznych.

Tym razem technicy z zaprzyjaźnionego serwisu poprosili mnie żebym posłuchał wzmacniacza w którym usterka występuje okresowo, nieregularnie ale w sposób dokuczliwy. Jednocześnie nie wpływa ona w żaden sposób na jakość dźwięku i ogólne brzmienie urządzenia. Jedyne co miałem rejestrować to częstotliwość ujawniania się wady.

Skoro tak i skoro brzmienie nawet po naprawie będzie dokładnie takie samo, to korzystając z okazji postanowiłem opisać moje wrażenia odsłuchowe.

A zatem to pierwszy w historii tej strony test przednaprawczy.

 

Przede mną wzmacniacz AKAI AM 2400 wyprodukowany w drugiej połowie lat 70-tych.

AKAI było firmą specjalizującą się w konstruowaniu doskonałych magnetofonów szpulowych i kasetowych na potrzeby studyjne i domowe. Należała do ścisłej światowej czołówki w tym zakresie. Pozostałe klocki audio niestety nie dorównywały magnetofonom, ale wśród wzmacniaczy trafiały się konstrukcje które można było uznać za stosunkowo udane.

 

Wygląd

Wzmacniacz prezentuje klasyczny design lat 70-tych i samego początku 80-tych.

Płyta czołowa wykonana jest ze szczotkowanego aluminium.

Umieszczono na niej:

włącznik sieciowy, gniazdo słuchawkowe typu Jack, 8szt niewielkich prostokątnych przełączników uruchamiających różne funkcje: Loudness, filtry niskich i wysokich częstotliwości, przełączanie trybu mono/stereo, skokowe wyciszanie dźwięku.

Niewielkie potencjometry regulujące barwę dźwięku, balans, wybór pary głośników, oraz odpowiadające za wybór źródeł.

Jeden duży potencjometr regulujący siłę głosu.

 

Na tylnej ściance zainstalowano: 7 gniazd RCA (CINCH) oraz jedno DIN do podłączania źródeł dźwięku, zaciski dla dwóch par głośników, zacisk uziemienia.

 

Górę i boki obudowy wykonano z drewna pokrytego jasno-brązowym fornirem.

 

W trakcie testu użyto

AKAI AM 2400 (wzmacniacz)

AKAI AT 2400 (tuner)

SONY CDP-XE 510 (odtwarzacz CD)

Philips CD 930 (odtwarzacz CD)

JVC XL-Z555 (odtwarzacz CD)

Pioneer PD 7700 (odtwarzacz CD)

KEF Carlton III (monitory)

ELAC 108.2 (kolumny podłogowe)

B&W DM 602 (monitory)

Cerwin Vega Cabinet (monitory)

 

Brzmienie

AKAI od zawsze miało własną filozofię brzmienia. Nieco zbliżoną do tej jaką prezentowało SONY.

Priorytetem miała być wyrazistość wszystkich zakresów i kompromis pomiędzy naturalnym dźwiękiem a spektakularnością. Czasem równowaga przesuwała się w stronę dosłowności i neutralności, czasem w stronę dynamiki i klinicznej szczegółowości.

Wszystko zależało od kilku czynników: okresu produkcji i pozycjonowania modelu w ofercie firmy.

AM 2400 pochodzący z drugiej połowy lat 70-tych (1976-1979) nie był wysokim modelem.

Rozgrzewając go nie oczekiwałem szczególnie wyrafinowanych doznań w trakcie przeprowadzania regularnego testu odsłuchowego.

Szczerze muszę przyznać, że trochę go nie doceniałem. Kiedy wygrzał się wystarczająco długo, co jest konieczne po każdej ingerencji serwisowej, pokazał że nie należy go lekceważyć.

 

Wysokie tony można określić jako śmiałe i dość ofensywne. Ale wystarczy się dobrze wsłuchać, żeby zrozumieć że wcale nie są agresywne. Wzmacniacz stara się oddać klimat nagrań i ich realizacji. Jeżeli trafi się na nagrania z wysoko ustawionymi poziomami wybrzmiewania sopranów , to może nieco zakłuć w uszy. Pierwszą płytą jakiej zacząłem słuchać był longplay Polish Jazz Quartet z 1964 roku, który był nagrywany przez państwa Urbańskich (para legendarnych reżyserów dźwięku z lat 60-tych i 70-tych) a oni słynęli z bardzo jasnych realizacji.

Kiedy jednak słuchałem innego materiału moje wrażenia się zmieniły. Nadal było dużo wysokiego dźwięku, ale nabrał kultury i tego co czasem jest określane jako „naturalny blask”.

 

Tony średnie są delikatnie cofnięte. Nie na tyle, żeby posądzać wzmacniacz o diametralne odbieganie od neutralności, a jednak myślę że przydałoby się nieco więcej tego środka. I nieco więcej ciepła w tym zakresie. Takiego jakie miewały wtedy wzmacniacze Kenwooda.

Oczywiście to tylko kwestia gustu, bo mimo wszystko średnica AM 2400 wcale nie jest zła.

 

Bas zawsze podąża za tym co się odbywa w zakresie średnicy. Podkreśla ją i dociąża, ale nie stara się tworzyć wyjątkowo mocnego fundamentu. Jest raczej sztywny i zawsze bardzo czytelny.

Dobrze nagrane improwizacje na konrtrabasie także nie uaktywniły jakichś wyjątkowo niskich pomruków. A to znaczy, że konstruktorzy AM 2400 nie zamierzali stworzyć brzmienia które byłoby jednocześnie potężne i czytelne. Postawili przede wszystkim na szczegółowość i detaliczność.

 

Moja ocena

Miałem kiedyś (na różnych etapach życia) dwa wzmacniacze AKAI. Były to modele AM47 i AM59.

Oba lubiłem i pozbywałem się ich z żalem, ale w zamian kupowałem maszyny należące do znacznie wyższych klas jakościowych.

Z tych dwóch lepszy był AM47. Czasem zdarza mi się za nim zatęsknić. Był pięknie zrównoważony. Miał krystalicznie czyste soprany, wyważoną i czytelną średnicę oraz zaskakująco nisko schodzący bas. Absolutnie rewelacyjny jak na swoją klasę cenową.

AM59 już tak nie czarował.

Miałem też referencyjny magnetofon GX75mkII. Był fenomenalny.

 

Dlatego kiedy dzisiaj słuchałem znacznie starszego modelu AM 2400 byłem niezwykle ciekawy czy jego dźwięk w jakiś sposób nawiąże do moich dawnych wzmacniaczy AKAI.

Niestety nie nawiązał. Zabrakło tego czegoś co pozwoliłoby słuchać go z niekłamaną przyjemnością.

Gra po zdecydowanie jaśniejszej stronie mocy i nie dysponuje dźwiękiem trafiającym w mój gust.

Wolę wzmacniacze równie szczegółowe, ale odrobinę cieplejsze w zakresie średnicy i basu.

Mimo to nie uważam go za nieudaną konstrukcję.

Jestem pewien, że znajdą się osoby dla których jego dźwięk będzie dokładnie takim jakiego szukali.

Myślę, że gdyby połączyć go z kolumnami o dosyć ciemnej barwie i nadmiarze basu, to okazałby się wart zainteresowania nawet dla wyrafinowanych słuchaczy.

 

Czy chciałbym go mieć?

Pomimo mojego olbrzymiego sentymentu dla firmy AKAI, jednak NIE.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

Odpowiedz