Przejdź do treści
Wczytuję...

AKAI AA-1010L Test Amplitunera

Something with HTML textformat

 

Nasz sklep ze sprzętem vintage audio niedawno zakupił amplituner firmy AKAI, model AA-1010L.

Urządzenie wymagało daleko idących działań serwisowych. Właściwie niemal cała elektronika musiała zostać wymieniona. Potencjometry rozbierano i czyszczono. Niedziałające podświetlenie skali naprawiono instalując zgodne z oryginalnym schematem diody.

Po kilku tygodniach wytężonej pracy techników, amplituner trafił na mój stolik odsłuchowy.

Jak już pisałem, został przeznaczony do sprzedaży w naszym sklepie, ale moim obowiązkiem zawsze jest dokładne przesłuchanie każdego sprzętu, który zamierzamy proponować klientom.

W dodatku wszystkie urządzenia audio poddawane tak kompleksowym naprawom muszą się odpowiednio długo wygrzewać zanim wszystkie podzespoły osiągną pełną sprawność.

Trwa to od kilku dni, do nawet kilku tygodni.

AA -1010L stał pod prądem przez półtora tygodnia, zanim przystąpiłem do regularnego testu odsłuchowego.

 

Wygląd

AKAI AA-1010L wizualnie jest typowym reprezentantem designu obowiązującego od końca lat 70-tych do niemal końca 80-tych. Urządzenie o normalnej, standardowej szerokości (ok 44cm) i niewielkiej wysokości wygląda intrygująco. Kojarzy się nieco z czymś w rodzaju małej radiostacji.

Na front panelu wykonanym z lakierowanego na ciemno-szary kolor metalu umieszczono:

cztery niewielkie potencjometry, z których jeden to włącznik sieciowy, a jednocześnie przełącznik par głośników, dwa następne odpowiadają za regulację barwy dźwięku, a ostatni jest potencjometrem siły głosu i regulacji balansu jednocześnie. Największa gałka widoczna na płycie czołowej to pokrętło wyboru stacji radiowych.

Wybór źródeł dźwięku oraz funkcje typu Loudness i Mono są obsługiwane przez niewielkie włączniki. Jest ich w sumie 8 szt.

Dodatkowo amplituner został wyposażony w jeszcze jedną funkcję polegającą na ustawianiu na stałe ulubionych stacji radiowych. Można to zrobić przy użyciu pięciu niewielkich potencjometrów, a za ich uruchomienie odpowiadają włączniki dotykowe (sensory).

Na tylnej ściance zainstalowano:

zaciski dla dwóch par głośników, przyłącza antenowe oraz cztery gniazda RCA (CINCH).

 

W trakcie testu użyto

AKAI AA-1010L (amplituner)

SONY CDP-XE510 (odtwarzacz CD)

AKAI CD55 (odtwarzacz CD)

BOSE 301 Series II (monitory)

Cerwin-Vega Cabinet (monitory)

T+A Criterion CR60 (małe kolumny podłogowe)

 

 

Brzmienie

Ze wzmacniaczami AKAI miałem w życiu sporo do czynienia. Kiedyś posiadałem dwa różne modele tych urządzeń, znajomi także często byli posiadaczami sprzętów tej firmy.

Natomiast nigdy nie zdarzyło mi się przez dłuższy czas słuchać amplitunerów AKAI.

Po kilku godzinach wsłuchiwania się w każdy szczegół brzmienia, muszę stwierdzić że i AA 1010L nie odbiega od tego co zapamiętałem z dźwięku moich byłych wzmacniaczy.

Prezentacja jest typowa dla filozofii dźwięku firmy AKAI.

Wysokie tony są wyraźne i doświetlone, ale w bardzo kulturalny sposób. Słychać wszystkie niuanse realizacji poszczególnych nagrań, ale nie narzucają się one słuchaczowi w nachalny, ofensywny sposób. Sam górny skraj tego pasma wydaje się być odrobinę zaokrąglony właśnie po to, żeby nie powodować uczucia zmęczenia, czy wręcz irytacji u słuchacza.

Średnica jest dosyć przestrzenna. Naprawdę zaskakuje jak na tą klasę sprzętu, bo ten typ przejrzystości tonów średnich zazwyczaj kojarzy się ze wzmacniaczami z nieco wyższej półki niż ten amplituner. Nie są do końca naturalne, ale także nie określiłbym ich jako przekłamane czy spektakularne. Dobrze się ich słucha i z pewnością wielu słuchaczy dostrzeże nowe dźwięki w dobrze sobie znanych nagraniach.

Bas nie atakuje nadmiarem dołu. Jest obecny w każdym materiale muzycznym, ale głównie podkreśla rytm w sposób sprężysty i kontrolowany.

 

Moja ocena

To bardzo ciekawie grający amplituner. Istotne że został wyprodukowany w czasach kiedy nikt jeszcze nawet nie wyobrażał sobie czegoś takiego jak Kino Domowe.

Dlatego amplitunery pochodzące z lat 70-tych i 80-tych, a nawet te które pojawiły się w sprzedaży na początku 90-tych, były po prostu klasycznymi wzmacniaczami z dodanym tunerem radiowym.

I faktycznie grały jak normalne wzmacniacze. Jakość dźwięku i rodzaj brzmienia zależały jedynie od klasy cenowej w jakiej konkretne modele amplitunerów były umieszczane. A ceny zależały od jakości podzespołów elektronicznych wykorzystanych w tych sprzętach.

AA-1010L gra miło. Nie narzuca się, nie epatuje dynamiką i nie jest także ospały.

W miarę neutralny sposób generowania dźwięku powoduje, że nadaje się do słuchania każdego rodzaju muzyki.

Czy chciałbym go mieć?

Osobiście nie przepadam za amplitunerami ponieważ od lat nie słucham radia.

Ale gdybym miał kiedyś zamiar rozejrzeć się za ciekawie grającym amplitunerem, to z pewnością wziąłbym pod uwagę AA-1010L.

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz