Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

DEEP PURPLE – In Rock

(1970)

  To była pierwsza płyta, od której rozpoczęło się moje „poważne” słuchanie muzyki rockowej.

I nie tylko poważne słuchanie, ale bardzo głęboka fascynacja różnymi odmianami tego gatunku, która trwa do dnia dzisiejszego.

Zawdzięczam to mojemu starszemu bratu ciotecznemu. Pewnego dnia poprosił mnie bym usiadł wygodnie i nastawił się na wysłuchanie czegoś, co jego zdaniem, być może mnie zainteresuje.

No i się nie pomylił.

  Ponieważ puścił mi płytę od samego początku, to już wiecie, że utworem który usłyszałem jako pierwszy był „Speed King”. Nigdy wcześniej nie doświadczyłem takiego wrażenia. Uwierzcie lub nie, ale dosłownie oblałem się zimnym potem. Nie od razu, bo utwór zaczyna się mocnym, nieco kakofonicznym, przedłużonym akordem całego zespołu. Po chwili jazgot się wycisza i słychać tylko cudownie delikatne dźwięki organów Hammonda obsługiwanych przez nieodżałowanego Jona Lorda. Dostojnie i uroczyście niczym w jakiejś katedrze. A potem...potem rozpoczyna się ostre i szybkie tempo niczym w jakimś szalonym wyścigu. Wszak „Speed King” to po polsku Król Szybkości. Jak na tamte czasy to zaiste był bardzo rozpędzony kawałek. I głos Iana Gillana. Mocno, momentami niemal histerycznie akcentujący tekst, w pewnym momencie wybuchający upiornym śmiechem. Doskonały numer. Był jednym z tych, które wytyczyły szlak późniejszym formacjom speed-metalowym. Właśnie wtedy kiedy poczułem to oszałamiające (jak dla mnie) tempo utworu i wokal jakiego wcześniej nigdy nie słyszałem, poczułem strużki potu na czole.

  Następny utwór „Bloodsucker” (Pijawka lub Wampir), choć o wiele wolniejszy, nadal był dla mnie nowym, nieznanym światem. Ciekawy riff prowadzący całość, miał strukturę inną, niż te które znałem z grup glam-rockowych. Bardziej skomplikowany i pozornie mniej wpadający w ucho a jednak przykuwający uwagę niemal hipnotycznie. I znowu głos Gillana, który balansował na granicy siłowego śpiewu i krzyku.

  Potem hymniczny „Child in Time” (Dziecko w Czasie). Trzy pięknie ułożone nuty, powtarzane cyklicznie, na które nakłada się ornament tworzony przez organy. Podniosły nastrój. Wokal Gillana wchodzi spokojnie, z uczuciem, a potem słynne wokalne (również trzy dźwięki), które są popisem jego skali głosu. Następnie kilka treściwych minut na solo gitarowe Ritchiego Blackmore'a. A potem znowu powrót do motywu początkowego. Spokojnie, z organami i ponownie spokojnym głosem Gillana, a po chwili znowu coraz mocniej, głośniej i znowu popis skali głosu wokalisty.

To nie jest byle jaki numer. Jego konstrukcja, powaga i to niezwykłe uczucie czegoś uroczystego, były czymś szczególnym w tamtych latach. Podobno zapoczątkowały pewien trend, który zaowocował między innymi następnymi utworami w podobnej konwencji, jak chociażby „July Morning” (Uriah Heep), czy „Stairways to Heaven” (Led Zeppelin).

Fenomenalne dzieło.

  „Flight of the Rat” (Lot Szczura), ostry, transowy numer, w którym wszyscy członkowie zespołu mają duże pole do popisu. Niemal osiem minut szybkiej, sprawnej jazdy.

  „Into the Fire” (W ogień) to świetny utwór, rozgrywany w średnim tempie. Doskonały, nośny riff prowadzi całość od początku do końca. Klasyczny kawałek dla stylu Deep Purple.

  „Living Wreck” (Żyjący Wrak) następny majstersztyk.

  „Hard Lovin' Man” (Ciężko Zakochany) To kolejna ponad siedmio minutowa porcja Purpurowej uczty. Najeżona solówkami Blackmore'a i Lorda, ozdobiona nieco spokojniejszym, chociaż wcale nie nadmiernie uspokojonym wokalem Gillana.

 

  Ta płyta była piątą z kolei w dyskografii Deep Purple. Drugą nagraną w słynnym, najmocniejszym składzie określanym jako MarkII, a jednocześnie pierwszą studyjną. Bo wcześniej w 1969 ten skład nagrał album koncertowy z udziałem orkiestry symfonicznej pod tytułem „Concerto for group and Orchestra”.

Od „In Rock” rozpoczął się prawdziwie hard-rockowy okres w historii grupy. A jednocześnie był to początek olbrzymiej popularności, wzrastającej z każdą kolejną płytą wydaną w tym składzie.

Utwory

  1. Speed King

  2. Bloodsucker

  3. Child in Time

  4. Flight of the Rat

  5. Into the Fire

  6. Living Wreck

  7. Hard Lovin' Man

 

Skład zespołu

Ian Gillan – vocal

Ritchie Blackmore – gitara

Jon Lord – klawisze

Roger Glover – bas

Ian Paice – perkusja

 

Moja ocena

Trzeba posłuchać !

In Rock” to płyta, której powinien uważnie wysłuchać każdy szanujący się fan hard-rocka, heavy-metalu, trashu lub grunge'u. Miała ona wpływ na rozwój i kształtowanie wszystkich tych podgatunków cięższego grania. Bez niej nie byłoby wielu późniejszych artystów i ich dokonań.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz