Przejdź do treści
Wczytuję...

Muzyka Psychodeliczna

Something with HTML textformat

W poprzednich dwóch artykułach wspominających Lato Miłości wielokrotnie padały określenia „psychodelia”, „psychodeliczny”.

Zdaję sobie sprawę, że niektórym czytelnikom, zwłaszcza tym młodszym mówi to niewiele, albo zgoła nic. Bo rzeczywiście temat wydaje się dzisiaj nieco zapomniany. Tak samo zresztą jak i twórcy, którzy byli animatorami tego stylu. Chociaż słowo „styl” nie do końca oddaje istotę rzeczy. Bo Psychodelia nie była odrębnym, całkowicie osobnym gatunkiem, lub nawet podgatunkiem.

Elementy psychodeliczności pojawiały się w twórczości wielu artystów, specjalizujących się w różnych odmianach muzyki popularnej. Od blues-rocka, rocka po folk-rock i folk. Przenikały nawet do ogólnie pojmowanej muzyki pop. Niech to nikogo nie dziwi, ale w tamtym okresie zarówno sami wykonawcy, jak i publiczność była bardziej wszechstronna i tolerancyjna niż w późniejszym okresie.

Nigdy jednak cechy psychodelii nie pojawiały się w typowo komercyjnych piosenkach, które zaliczane były do typowego rozrywkowego mainstreamu.

Zarezerwowane były głównie dla wykonawców ambitnych, eksperymentujących, poszukujących nowych form i nowych rodzajów brzmień.

Geneza

Słowo „psychodelia” po raz pierwszy pojawiło się w roku 1966 w tytule płyty „The Psychedelic Sound od 13th Floor Elevators”, nagranym przez amerykańską grupę 13th Floor Elevators.

Samo określenie miało oznaczać doznania odczuwane po przyjmowaniu substancji psychoaktywnych w rodzaju LSD, meskaliny, czy marihuany.

Dokładnie chodziło o specyficzne wprowadzanie się w „odmienne stany świadomości”, które powodowały zwiększoną wrażliwość umysłu na różne bodźce. Rozszerzały horyzonty myślowe.

I chociaż wprowadzały w stan oszołomienia, to jednak potem wszystkie wizje i doświadczenia były stosunkowo dobrze pamiętane przez osoby, które zdecydowały się je zażyć.

   W drugiej połowie lat 60-tych wielu muzyków starało się znaleźć nową drogę rozwoju i nowe formy wyrazu. I choć to co teraz napiszę z pewnością nie jest politycznie poprawne, to jednak trzeba przyznać, że komponując pod wpływem LSD, lub już po ustąpieniu objawów, stworzono nader ciekawe konstrukcje muzyczne i wypracowano całkowicie nowe rodzaje brzmienia. Również wiele ze specjalnych efektów wspomagających poszczególne instrumenty, powstało w trakcie ówczesnych poszukiwań dźwiękowych.

Okres największej popularności Psychodelii

Od momentu kiedy po raz pierwszy użyto słowa „psychodeliczny”, czyli od wydania płyty 13th Floor Elevators, niewiele czasu było potrzeba, żeby to pojęcie się rozprzestrzeniło po całym świecie. Już pod koniec 1966 roku było znane i rozumiane niemal wszędzie.

Oczywiście głównymi ośrodkami wszystkiego co miało jakikolwiek związek z psychodelią były Stany Zjednoczone i Wielka Brytania. I to w tych krajach muzyka psychodeliczna rozwijała się najszybciej i najbardziej interesująco.

W ciągu roku 1967 po obu stronach Atlantyku pojawiła się niewiarygodna ilość nowych płyt, które z miejsca zaliczono do kręgu dzieł, mniej lub bardziej, ale jednak psychodelicznych.

The Beatles, Rolling Stones, Jimi Hendrix, Cream, Jefferson Airplane, The Who, The Doors wydali wtedy swoje albumy, które jeżeli nawet nie były w całości wzorcowe dla tego nowego trendu, to zawierały tyle jego charakterystycznych cech, że trudno by było je zaszeregować do produktów przynależących do wcześniejszych tradycyjnych standardów.

W trakcie lat 1968-1970 zjawisko się nasilało. Publiczność doceniała ten typ muzyki, a artyści coraz śmielej eksperymentowali z dźwiękiem i strukturą kompozycji.

I byli to w większości artyści nowi, którzy dopiero wtedy zdobywali popularność.

Bo Beatlesi, The Who i Stonesi w 1968 roku zaczęli kierować się raczej w obszary typowo rockowe, wolne od większości typowych dla psychodelii cech. Chociaż były one nadal słyszalne w kompozycjach tych grup.

Charakterystyczne cechy muzyki psychodelicznej

Wcale nie jest łatwo jednoznacznie wyszczególnić cechy typowe dla muzyki psychodelicznej.

W ciągu kilku lat ewoluowała ona w szybkim tempie. Zmieniało się samo podejście do sposobu komponowania, zmieniały się sposoby artykulacji, korzystano z różnych możliwości technicznych studiów nagraniowych, eksperymentowano z brzmieniem wielu instrumentów. Przetwarzano je i zniekształcano, by uzyskać efekt możliwie jak największego odrealnienia. Wyjątkowo często zaczęto korzystać z pogłosów, echa, ale także z instrumentów, które do tej pory nie kojarzyły się ani z bluesem, ani z rockiem, ani z jazzem. Przykładem może być choćby hinduski sitar czy elektroniczne instrumenty w rodzaju melotronu, tereminu itp.

W zasadzie wszystko zaczęło się od klasycznego blues-rocka, by z czasem przekształcić się w całkiem nową wartość. Utwory stawały się coraz dłuższe, swobodniejsze, oddalające się od jakiejkolwiek tradycji. Wprowadzono dłuższe, niż to było dotąd przyjęte, improwizacje. Niektóre nagrania nabrały niemal klimatu znanego z bluesowych czy jazzowych jamów. Oczywiście jamów bogato obudowanych przetworzonymi dźwiękami, tworzącymi niesamowitą i tajemniczą atmosferę.

Niektóre koncerty w tamtych czasach trwały znacznie dłużej niż dotąd. Brało się to głównie stąd, że muzycy rozbudowując fragmenty improwizowane, wydłużali poszczególne utwory niemal do granic możliwości.

Rekord długości takiego koncertu należy bodaj do amerykańskiej grupy Grateful Dead, która nie schodziła ze sceny przez niemal osiem godzin.

Teksty utworów należących do kręgu dzieł psychodelicznych, traktowały o zupełnie innych sprawach, niż do tej pory. Porzucono niemal całkowicie tematykę miłosną. Koncentrowano się przede wszystkim na próbach ujęcia w słowa wizji narkotycznych, opisie abstrakcyjnych światów i wydarzeń. Jednocześnie poziom literacki większości tekstów, stał się bliższy poezji niż dotychczasowym, względnie prostym a nawet trywialnym rymowankom.

Przykłady utworów psychodelicznych

Myślę, że nawet z zamieszczonego opisu, wielu osobom będzie trudno wyobrazić sobie jak to brzmiało. Postanowiłem więc, wyszczególnić co ciekawsze nagrania z tamtego okresu. Jedne z nich są całkowicie psychodeliczne, inne zawierają wiele elementów typowych dla tego nurtu. Przekonacie się jak bardzo różne oblicza miała ta muzyka.

Jeżeli macie ochotę i czas, koniecznie posłuchajcie każdego z nich, a być może zrozumiecie nie tylko ten artykuł, ale również dwa poprzednie.

Spróbujcie choć na chwilę zanurzyć się w atmosferze tamtych czasów. Niewykluczone, że się w nich zakochacie, tak jak to się przydarzyło mojej skromnej osobie.

Przy nazwie każdego prezentowanego zespołu, zaznaczonej pogrubioną czcionką, zamieszczę tytuły kilku najbardziej typowych dla psychodelii utworów.

The Beatles - „Tomorrow Never Knows”, „Strawberry Fields”, „Lucy in the Sky with Diamonds”.

Rolling Stones - „2000 Light Years From Home”, „She's a Rainbow”, Sympathy for a Devil”.

The Who - „ I can see for miles”.

Donovan - „Hurdy Gurdy Man”.

Jefferson Airplane - „White Rabbit”, „Somebody to Love”.

Jimi Hendrix - „Are You Experienced?”, „Third Stone from the sun”, „Foxy Lady”, „Voodoo Child (Slight Return)”.

The Beach Boys - „Good Vibrations”.

Ten Years After - „I'd Love to change the World”, „Let the Sky Fall”,

Steppenwolf - „Sookie, Sookie”, „Every Next One”, „Monster, Suicide, America”.

Spooky Tooth - „Evil Woman”, „Better By You, Better By Me”, „Waitin' for the Wind”.

The Doors - „The End”, Strange Days”, „Light my Fire”, „Summer almost gone”, „Waiting for the sun”, „You're Lost Little Girl”, „When The Music's Over”.

Iron Butterfly - „In a Gadda da Vida”.

Cream - „Strange Brew”, „Tales of Brave Ulysses”, „Were Going Wrong”, „Sunshine of your Love”, „White Room”, „Passing the Time”, „As you Said”.

Blood, Sweat and Tears - „Lucretia McEvil”.

Pink Floyd - „Astronomy Domine”, „Lucifer Sam”.

Led Zeppelin - „Dazed and Confused”.

Wydaje mi się, że w znalezieniu wszystkich tych utworów pomocny okaże się znany portal, którego nazwa zaczyna się na literę „Y”. W dodatku do części z tych utworów dodane są tam zdjęcia z epoki, a także pionierskie „teledyski”, które bardzo przybliżają atmosferę tamtego okresu.

Pozostaje mi tylko życzyć przyjemnego słuchania.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

Odpowiedz