Przejdź do treści
Wczytuję...

Lato Miłości 1967 - 1970 cz.2

Something with HTML textformat

W poprzednim artykule opisałem Lato Miłości jako okres spięty klamrą wielkich festiwalimuzyki rockowej, od Monterey Pop Festival, który odbył się latem 1967, do festiwalu na wyspie Wight z 1970-go.

Zazwyczaj wszyscy socjologowie właśnie tak pozycjonują w czasie zarówno samo Lato Miłości, jak i epokę największego rozkwitu i popularności subkultury hippisowskiej, której przedstawiciele często byli określani jako Dzieci Kwiaty.

Starszym czytelnikom nie trzeba zbyt wiele tłumaczyć, ale ci młodsi nie mają pojęcia o co wtedy chodziło. Niektórzy nie tylko nie znają muzyki z tamtego okresu, ale nawet nie słyszeli o ruchu Flower Power.

Muzyka i subkultura hippisowska były ze sobą ściśle powiązane. Ale o tym za chwilę...

Dzieci Kwiaty – jak to się zaczęło i o co chodziło?

Każda kontrkultura (niektóre nazywano subkulturami) miała jakieś źródła.

W przypadku hippisów, było to połączenie wartości wyznawanych przez bitników w latach 50-tych, z nowymi przemyśleniami i pragnieniami.

Samo słowo hippisi jest parafrazą sformułowania „to be hip”, które oznacza po prostu „życie na bieżąco”, lub „życie dniem dzisiejszym”.

Ale jest to trochę mylące, a wręcz krzywdzące dla przedstawicieli tego ruchu. Bo większości z nich wcale nie zależało na kompletnej beztrosce. Gdyby tak było, to nie organizowaliby wielkich akcji protestacyjnych i manifestacji. Chcieli przeciwstawić się światu, takiemu w jakim przyszło im się urodzić i dojrzewać. Chcieli go zmienić na tyle, na ile zdołają. A zmieniać było co, szczególnie w tamtej rzeczywistości.

Jako początek ruchu hippisowskiego takiego jaki dzisiaj kojarzymy, najczęściej przyjmuje się datę 14 stycznia 1967 roku. Z uniwersytetu harwardzkiego usunięto wtedy jednego z profesorów, niejakiego Timmothy'eg Leary'ego. W swoim przemówieniu podczas imprezy The World's First Human Be-in namawiał młodzież do porzucenia dotychczasowych „bożków”, czyli wszelkich wartości tradycyjnych, moralnych, religii i pieniądza. Namawiał do zażywania LSD jako substancji poszerzającej horyzonty myślowe i sam sposób postrzegania rzeczywistości. Starał się także zainteresować młodych ludzi filozofiami i wierzeniami Wschodu. Głównie filozofią Zen. Nie po to jednak by tworzyć nową religię, ale by młodzi ludzie mieli możność spróbowania tego całkowitego spokoju i równowagi ducha, jakie ta filozofia/religia propagowała.

Przemówienie trafiło na bardzo podatny grunt. Tym bardziej, że rzecz działa się w Kalifornii, najbardziej liberalnym wtedy stanie USA. Oczywiście władze niechętnym okiem spoglądały na takie nowatorskie ruchy i wielokrotnie próbowały przerywać, lub rozpędzać zloty kontestujących obywateli. Nie obyło się bez starć Policji z hippisami. Brutalność stróżów prawa najczęściej spotykała się ze spokojem i biernym oporem ze strony kontestatorów. Często do luf strzelb wkładano kwiaty, co powodowało niemałą konsternację wśród policjantów.

Ta nowa ideologia znajdowała coraz to nowych zwolenników i proces ten przyspieszał z każdym tygodniem. W krótkim czasie objął całe Stany Zjednoczone i Kanadę, by już za chwilę dotrzeć do Europy Zachodniej. Wielka Brytania i Francja szybko stały się europejskimi ogniskami nowej kontrkultury.

Nowa Ideologia, ale co tak naprawdę głosiła?

Nie tylko wtedy była to niemal rewolucja. Dzisiaj byłoby tak samo. A już szczególnie w dzisiejszej Polsce.

Dzieci Kwiaty przeciwstawiały się przede wszystkim:

wojnie, agresji, przymusowi, zakazom, rasizmowi, tradycyjnym wartościom wyznawanym głównie przez klasy średnie, religii jako instytucji, wyścigowi szczurów, pracy, pieniądzom, konsumpcjonizmowi, legalizacji związków, rodzinie i nietolerancji każdego rodzaju.

Propagowali zaś:

całkowitą wolność jednostki, swobodę seksualną, wegetarianizm, życie w zgodzie ze sobą i z naturą, pacyfizm, unikanie służby wojskowej za wszelką cenę, pozbycie się nadmiaru niepotrzebnych dóbr, a nawet wszelkiej własności prywatnej.

Wielu z nich uważało także, że żeby czuć się całkowicie wolnym, należy spędzać życie w drodze, lub często przenosić się z miejsca na miejsce. Innym wystarczało mieszkanie w tzw. „komunach”. Czasem były to farmy położone z dala od miast, na których mieszkały całe społeczności hippisowskie, a czasem pustostany w mieście.

Warunkiem życia w takiej komunie było to, żeby każdy jej członek dbał o resztę współmieszkańców, dokładał się do prowadzenia farmy lub „squatu”, nie był pasożytem żerującym na naiwności reszty. Członkowie komun często oddawali się rękodzielnictwu.

Był to bodaj jedyny przejaw obowiązku, który hippisi byli w stanie zaakceptować.

Moda

Subkultura Dzieci Kwiatów wytworzyła w krótkim czasie coś w rodzaju własnego dress-codu, który błyskawicznie stał się inspiracją dla świata mody.

Hippisi nosili się w bardzo charakterystyczny sposób, który miał od razu, wizualnie manifestować ich poglądy i całkowitą inność.

Mężczyźni zaczęli nosić długie włosy i zapuszczali brody, po to by odżegnać się od wojskowego typu wyglądu. Kobiety również zapuszczały włosy dłuższe niż było to ówcześnie przyjęte. W dodatku nosiły je całkowicie rozpuszczone, co nadawało im niepowtarzalny urok, niczym postaciom z różnego rodzaju baśni. Włosy jako symbol kontestacji, były tak ważne, że nawet powstał musical „Hair” opowiadający o losach grupki hippisów mieszkających w Nowym Yorku.

Obie płcie ubierały się w stroje, które miały być maksymalnie wygodne, luźne i oddające bliski związek z naturą. Często te ubrania były wykonywane własnoręcznie w ramach współpracy w komunach. Łatano je kiedy była potrzeba i ozdabiano aplikacjami w postaci naszywek, haftów, cekinów. Im bardziej kolorowo tym lepiej. Na szyjach, przegubach dłoni i kostkach nóg pojawiły się duże ilości naszyjników, bransoletek, koralików wykonywanych przede wszystkim z naturalnych surowców. Zarówno kobiety jak i mężczyźni nosili na włosach/głowach przepaski.

Upowszechniło się noszenie spodni o mocno rozkloszowanych nogawkach. Krój został podpatrzony u marynarzy (takie nogawki dawały się łatwo i szybko zawinąć w celu większej swobody podczas prac różnego rodzaju).

Chodzenie boso lub w sandałach było w tym środowisko normą. To również był element przybliżający do natury. Matki Ziemi.

We włosy wplatano kwiaty. Głównie był to zwyczaj hippisek, ale zdarzało się to również mężczyznom. Nie przypadkiem piosenka Scotta McKenziego pt. „San Francisco” zaczyna się od zdania; „Jeżeli wybierasz się do San Francisco, wepnij kwiat we włosy...”

Wszystkie te atrybuty związane z wyglądem, powodowały często niechęć, lub wręcz nienawiść ze strony tak zwanych „normalnych” przedstawicieli społeczeństwa.

Szczególnie na amerykańskiej prowincji hippisów spotykały nieustanne szykany. Głównie na południu Stanów „wieśniaków w kowbojskich kapeluszach” niezwykle bulwersowały i irytowały te kolorowe ciuchy, ozdóbki a nade wszystko długie włosy.

Hippiski były w najlepszym razie postrzegane jako tanie, młodociane prostytutki, a hippisów jednoznacznie uważano za homoseksualistów. Zdarzały się ataki nie tylko słowne, ale także czynne napaści fizyczne. Takie sytuacje dobrze oddał film „Easy Rider” z udziałem Petera Fony, Jacka Nicholsona i Dennisa Hoppera. To niemal kwintesencja typowych wtedy sytuacji.

Jeszcze bardzo długo głębokie Południe nie nadążało za nowymi trendami.

Ciekawe, że dzisiaj, ponad 50 lat od tamtych wydarzeń, można jeszcze spotkać hippisów wiernych swojej ideologii nie tylko w samym San Francisco, ale również, a może przede wszystkim na południu USA. Głównie jednak na południowym-zachodzie.  Nie tylko są wśród nich weterani ruchu, długowłosi, siwowłosi i brodaci starsi panowie, ale także ludzie znacznie młodsi i całkowicie młodzi. Najwyraźniej duch tej subkultury jeszcze nie umarł.

Mam nadzieję, że pewnego dnia powróci z większą mocą i obejmie cały świat. Tym razem skuteczniej.

Hasła i symbole kontrkultury Hippie

Do dzisiaj są one znane i używane dosyć powszechnie. W moim przekonaniu nawet zbyt powszechnie, co odbiera in sporo wiarygodności.

Ale z czasem wpisały się w ogólnie pojmowaną pop-kulturę, więc siłą rzeczy są wykorzystywane nadal, choć nie zawsze zgodnie z pierwotnym przesłaniem.

Najpopularniejszymi hasłami/motto tej ideologii były:

Peace and Love (Pokój i Miłość)

Make Peace not War ( w wolnym tłumaczeniu; Niech zapanuje Pokój)

Zakazuje się Zakazywać!

Nie wierzcie nikomu po Trzydziestce!

Natomiast symbolem była tzw. „Pacyfa” oraz palce ułożone w kształt V (jak Victoria-Zwycięstwo)

Używki

Dzieci Kwiaty wprowadziły modę na używki, dotąd zarezerwowane na ogół dla bogatszych warstw społeczeństwa. Chociaż heroina i kokaina nie była im obca, to jednak preferowali głównie marijuanę oraz eksperymentowali z wszelkimi możliwymi substancjami psychotropowymi, z których najpopularniejsze okazało się LSD.

Chodziło im o możliwie najszersze doznania powodujące zwiększenie percepcji.

Pod wpływem LSD powstało wówczas wiele doskonałych utworów muzycznych, płyt ale także obrazów. Do zażywania LSD przyznawali się także filmowcy: aktorzy, reżyserzy i każdy kto chciał stworzyć coś całkowicie nowego.

Muzyka

Od samego początku muzyka była bardzo mocno związana z subkulturą hippisów.

Jeszcze przed rokiem 1967 powstawały zespoły, które wkrótce stały się sztandarowymi twórcami, uznawanymi za przedstawicieli i piewców tej ideologii.

W USA grupy w rodzaju Mamas & Papas, Jefferson Airplane szybko znalazły kontynuatorów w osobach Jimiego Hendrixa, The Doors, Steppenwolf, Janis Joplin, 13th Floor Elevator.

Wszystkie te formacje były mocno zanurzone brzmieniowo w klimatach psychodelicznych.

Z drugiej strony hippisi mieli oparcie w twórczości artystów folkowych, czy folk-rockowych takich jak: Bob Dylan, Joan Baez, Joni Mitchel, Crosby Stills & Nash.

W Wielkiej Brytanii grupa The Beatles wydała w 1967 roku dwie psychodeliczne płyty („Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band” i „Magical Mystery Tour”) a Rolling Stonesi nie chcąc pozostać z tyłu, wydali równie dobry album „Their Satanic Majesties Request”.

Grupy Cream, Ten Years After, Free, chociaż nie są dzisiaj kojarzone z psychodelią, również miały na koncie kilka utworów w tym stylu. Bardem pokolenia w Anglii został okrzyknięty Donovan, a jego piosenka „Hurdy Gurdy Man” jest niemal wzorcowym przykładem czysto psychodelicznych brzmień.

Jak wielu badaczy twierdzi, ten piękny ruch subkulturowy, który miał wywrócić świat do góry nogami i zorganizować go od nowa, zaczął gasnąć od momentu, kiedy doszło do tragicznych wydarzeń podczas festiwalu w Altamont w grudniu 1968 roku.

Jednak następne lata, a nawet cała dekada były przesycone zarówno tą ideologią, sposobem ubierania się, zachowań, pomysłami na życie i muzyką.

Najlepszą muzyką w całej historii rocka.

I chociaż nawet w latach 80-tych i później istnieli jeszcze najprawdziwsi hippisi, to jednak nie byli już tak widoczni i nie mieli takiego wpływu na kulturę, sztukę i obyczajowość.

Pod koniec lat 70-tych miejsce Dzieci Kwiatów zajęła zupełnie inna zbuntowana subkultura i muzyka.

Ale o tym już kiedy indziej...

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz