Przejdź do treści
Wczytuję...

Historia PUNK ROCKA Cz.4

Something with HTML textformat

 

( 1988 -       )

 

Punk's Not Dead? Really?

Po trzech następujących po sobie bezpośrednio falach muzyki punk rockowej : punk rock, post punk i hardcore punk, wydawało się że gitarowa rebelia słabnie.

Kapele hardcore punkowe były wychwalane pod niebiosa przez wierną publiczność, miały wielki wpływ na nowo powstające gatunki ciężkiego rocka, a mimo to działały na marginesie muzycznego światka. Właściwie można je było uznać za niszowe. Daleko im było do ogólnoświatowej sławy jaką zdobyły pionierskie formacje punk rockowe w rodzaju: Ramones, Sex Pistols i The Clash.

Z pewnością stało się tak za sprawą znacznie bardziej brutalnej i ostrzejszej muzyki jaką wykonywały. Chociaż ten typ gry znakomicie podkreślał wściekłość i frustracje zawarte w tekstach, to jednak dla wielu słuchaczy był zbyt ostry i o wiele za szybki.

Ale trzeba jasno zdać sobie sprawę z tego, że to właśnie hardcore punk przez większą część lat 80-tych stał na straży wartości (i treści) zapoczątkowanych w 1975 roku.

Dawne zespoły albo już nie istniały, albo wprowadziły do swojej muzyki elementy eksperymentu lub nawet lekkiej komercji. Warstwa tekstowa ich nowych produkcji także nie była już tak krytyczna i buńczuczna jak w początkach kariery. Oczywiście nadal trwały grupy „nieugięte” jak np. UK.SUBS, ale ich bezkompromisowość spowodowała, że zostały zepchnięte na dalszy plan i ostatecznie dzieliły los zespołów hardcore punkowych.

 

Zaczęło powoli brakować kolejnego „głosu pokolenia”. Rzecz jasna takiego głosu, który miałby na celu wskazanie rzeczy które młodzi ludzie uważali za błędne, nieuczciwe, nieludzkie i niesprawiedliwe. Byłoby także istotne, żeby te nowe głosy krytyki wsparte odpowiednią oprawą muzyczną osiągnęły większy zakres wpływu na słuchaczy. Czyli mówiąc prostym językiem, żeby wyszły poza niszę do której zepchnięto starsze wciąż mocno zbuntowane kapele.

A zatem jedyną drogą na lepsze rozpowszechnienie zawartych w tekstach wartości, było zdobycie popularności co najmniej równej tej jaką miały zespoły należącej do pierwszej fali punk rocka.

W drugiej połowie lat 80-tych było to zadanie trudniejsze niż się może wydawać.

Na topie były wtedy grupy grające New Romantic i nieco skomercjalizowaną odmianę Nowej Fali. I takiej muzyki statystycznie rzecz ujmując słuchała największa część młodych słuchaczy. Tuż za tymi dość komercyjnymi gatunkami plasował się heavy-metal, który w tamtym czasie osiągnął apogeum swojej popularności.

Hardcore i klasyczna odmiana punk rocka tkwiły wtedy w dość głębokiej niszy i trafiały tylko do niewielkiej rzeszy fanów.

Wszystko wskazywało na to, że tak już pozostanie.

Tymczasem dokonała się jednak próba ponownego zdobycia szerszej popularności przez całkowicie nowe zespoły tworzące muzykę zbliżoną do dokonań grup należących do pierwszej i drugiej fali gatunku.

 

Działo się to przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych. A początki tej kolejnej fali można datować na lata 1986-88.

W ciągu krótkiego czasu powstało kilka zespołów, które w niedalekiej przyszłości miały osiągnąć dużą popularność. Ale ponieważ szybko podpisywały kontrakty płytowe z dużymi wytwórniami, a także ich muzyka była nieco wygładzona i nie stroniła od chwytliwej melodyczności, nie były traktowane zbyt poważnie przez starszą publiczność punkową.

Weterani gatunku pogardliwie nazywali taki rodzaj twórczości pop-punkiem.

Mimo wszystko, chociaż nie były to grupy aż tak zajadłe w krytyce społecznej jak poprzednicy, to i tak zdarzało im się poruszać ważkie problemy. Chociaż ich teksty często mówiły o problemach dojrzewania, nastoletnich rozterek, zawiedzionych miłościach (charakterystyczne raczej dla muzyki POP) to jednak pojawiała się w nich również krytyka skostniałego amerykańskiego społeczeństwa. Szczególnie polityki wewnętrznej oraz zewnętrznej prowadzonej prze kolejne rządy, republikanizmu, konserwatyzmu, homofobii itp.

 

Krytycy dostrzegli oddziaływanie nowych zespołów na młodszą część publiczności i fakt że potrafiły zwrócić uwagę słuchaczy na problemy otaczającej ich rzeczywistości. Biorąc pod uwagę że teksty był wsparte przez dość prostą i dynamiczną muzykę gitarową stworzono nowy termin/szufladkę do której zakwalifikowano nowych buntowników.

Neo Punk

Nazwa jak nazwa. I chociaż członkowie zespołów, które ostatecznie zaliczono do tego gatunku początkowo protestowali przeciwko takiej nazwie (twierdząc że grają klasyczny punk) to jednak przyjęła się ona błyskawicznie. A poza tym Neo Punk brzmiało znacznie lepiej niż Pop Punk.

 

Prekursorzy stylu Neo Punk

 

GREEN DAY – powstał w 1986 roku w Kalifornii jako SWEET CHILDREN i przez dłuższy czas obijał się po małych i dosyć pokątnych klubikach zlokalizowanych w Berkley i okolicach.

Dało to możliwość muzykom do zadowalającego opanowania instrumentów i nauki tworzenia prostych, nośnych, lecz niebanalnych kompozycji. W jednym z takich prowincjonalnych klubów przypadkiem wysłuchał ich producent niezależnej wytwórni Lookout i zaproponował nagranie singla, a w niedalekiej przyszłości także debiutanckiego longplaya.

Ostatecznie grupa nagrała dla tej wytwórni dwa albumy wydawane w 1990 i 1992 roku. Ponieważ Lookout nie należał do firm o dużej sieci dystrybucyjnej ani kapitale wystarczającym do promowania zespołu w stacjach radiowych, muzycy postanowili zmienić „stajnię”. Zainteresowanie wykazała duża firma Reprise dla której nagrano trzeci album pt. „Dookie”.

Od tego momentu można mówić o prawdziwym początku międzynarodowej kariery GREEN DAY.

Pracownicy Reprise odpowiedzialni za promowanie zespołu stanęli na wysokości zadania.

Zainteresowali nią organizatorów festiwalu Woodstock'94 (25 rocznica słynnego festiwalu z 1969).

Występ GREEN DAY przeszedł do historii pod wieloma względami. Zespół poradził sobie ze stressem związanym z graniem przed kilkudziesięciotysięczną widownią. A poza tym zachował się jak stary punkowy zespół. Ponieważ koncert odbywał się po ustaniu ulewnego deszczu, całe pole przed sceną zamieniło się w błoto. Widownia, tańcząc pogo zaczęła dla żartu „obrzucać się błotem” ale wciągnęła w tą wymianę błotnych kul także występujący zespół, który nie zamierzał pozostawać bierny. Na chwilę wydawało się że wróciły czasy pierwszych londyńskich koncertów Sex Pistols kiedy fani i muzycy obrzucali się w czasie występu różnymi przedmiotami.

Po Woodstock GREEN DAY stał się zespołem rozpoznawalnym. I to nie tylko wśród fanów różnych odmian punk rocka, ale także zyskał szacunek widzów na co dzień preferujących inne rodzaje rocka. Taki melodyjny, zagrany w umiarkowanie szybkim tempie rock o brzmieniu i konstrukcji utworów przypominających wczesny RAMONES podobał się wielu ludziom.

Wciąż rosnąca w tamtym okresie popularność GREEN DAY , utorowała drogę dla innych zespołów które można było zaliczyć do tej samej kategorii.

W następnych latach grupa wydawała kolejne albumy zawierające dość podobny materiał co na płycie „Dookie”.

Przełomem był wydany w 2004 album „An American Idiot” który przyniósł nieco inną muzykę. Zespół posądzono o nadmierną komercjalizację stylu, który zaczął trochę przypominać dokonania Oasis czy The Verve, ale dzięki niemu grupa trafiła do jeszcze szerszej publiczności.

Kolejne płyty były mieszanką zarówno prostego i w miarę ostrego neo punka z utworami łagodniejszymi.

W 2015 roku grupa została wprowadzona do ROCK' N ROLL HALL OF FAME.

 

OFFSPRING został założony w 1984 roku w Garden Grove (Kalifornia) jako MANIC SUBSIDAL. Nazwa nie utrzymała się długo i wkrótce zmieniono ją na THE OFFSPRING.

Od 1987 roku grupa próbowała znaleźć wytwórnię która będzie zainteresowana jej muzyką. Po rozesłaniu wielu taśm demo i kliku miesiącach niepewności odezwała się mała firma Nemesis dla której zespół nagrał pierwszą płytę długogrającą zatytułowaną „The Offspring”.

Druga płyta powstała już we współpracy z większą wytwórnią Epitaph, ale ani pierwszy, ani drugi album nie spotkały się ze szczególnie dużym zainteresowaniem ze strony publiczności.

Dopiero trzeci album „Smash” wydany w 1994 roku nie tylko wypromował grupę na cały świat, ale wręcz katapultował ją w szeregi najbardziej obiecujących młodych zespołów.

Warto zwrócić uwagę, że co prawda OFFSPRING powstał o dwa lata przed GREEN DAY, a także debiutancką płytę nagrał wcześniej, to na swój sukces musiał czekać dłużej. I to właśnie kolegom z GREEN DAY zawdzięczał wzrost zainteresowania słuchaczy, rozgłośni radiowych i firm fonograficznych nową odmianą punk rocka do której oba zespoły były zaliczane.

Przez trzy następne lata OFFSPRING koncertowali na całym świecie. W tym czasie nie ukazał się nowy album ponieważ trwały spory z szefem wytwórni Epitaph, który podobno nie dotrzymał wielu punktów kontraktu.

Grupa zmieniła wytwórnię przechodząc pod opiekę potentata w branży, firmy Columbia Records. Oczywiście dały się słyszeć głosy o zdradzie ideałów, o komercjalizacji ale pierwsza pyta nagrana dla Capitolu „Ixnay of the Hombre” (1997) była znacznie ostrzejsza i mniej melodyjna od „Smash”. Mimo to sprzedawała się doskonale.

Następna, „Americana” (1998) rzeczywiście miała pewne cechy budzące podejrzenia o próbę skomercjonalizowania stylu grupy, ale oprócz jednego czy dwóch utworów pretendujących do miana hitów nadal zawierała ostre gitarowe kawałki.

Obie płyty spotkały się z olbrzymim zainteresowaniem fanów, co spowodowało że Columbia postanowiła wydać reedycje wcześniejszych dokonań zespołu. „Smash” ponownie pojawiło się u szczytu wielu notowań sprzedaży.

OFFSPRING stanowił i nadal stanowi alternatywę dla muzyki tworzonej przez GREEN DAY. Zawsze był ostrzejszy, bardziej dynamiczny i brutalny. Bardziej kojarzy się z prawdziwym punk-rockiem niż z neo punkiem.  Ma na koncie mniej wydanych albumów, ale nadal działa i koncertuje.

 

RANCID – powstał w 1991 roku w Kalifornii. Część jego założycieli była wcześniej związana z grupą OPERATION IVY, ale po jej rozwiązaniu postanowili nadal kontynuować wspólne granie.

Pomysł zawiązania RANCID zrodził się w mieszkaniu znajdującym się bezpośrednio nad sklepem monopolowym. Czyż można wymyślić lepsze miejsce dla narodzin punkowego zespołu?

Droga RANCID przebiegała niemal dokładnie śladami GREEN DAY i OFFSPRING. Występowali w tych samych klubach i salkach koncertowych, a także nawiązywali współpracę z tymi samymi wytwórniami płytowymi. Przeszli przez „ręce” Lookout i Epitaph, następnie znaleźli się w stajni niezależnego wydawcy Helicat, by ostatecznie podpisać kontrakt z Warner Bros.

Od początku było jasne że RANCID będzie szukał własnego stylu. Muzycy zespołu postanowili połączyć w swojej twórczości elementy post-punka, ska i hardcore punku, ale z czasem coraz mocniej skłaniali się także ku muzyce reggae.

Pierwszy album „Let's Go” wydany w 1994 roku plasował grupę jako wykonawcę zafascynowanego brytyjskim post-punkiem w stylu UK.SUBS z małą domieszką stylu GBH.

Dopiero druga płyta „And Out Come the Wolves” z 1995 roku przyniosła bardziej zróżnicowany repertuar. Po raz pierwszy wyraźniej dało się słyszeć odniesienia do muzyki SKA. Jeszcze dokładniej zaznaczyło się to na kolejnym albumie z 1998 zatytułowanym „Live Won't Wait”.

RANCID nadal istnieje, ale wydaje płyty ze znacznie mniejszą częstotliwością niż bardziej utytułowani koledzy z OFFSPRING, a zwłaszcza z GREEN DAY.

Jednocześnie jest najmniej znanym zespołem z amerykańskiej fali neo-punka. Być może dlatego że jego muzyka jest mało komercyjna. Brzmienie RANCID od samego początku było bardziej chropowate i jazgotliwe niż nieco wygładzone propozycje GREEN DAY. Właściwie można uznać, że RANCID brzmi niemal dokładnie tak samo jak brytyjskie zespoły z lat 1977-1980.

 

 

Nie będę starał się znaleźć brytyjskiego odpowiednika dla Amerykanów z OFFSPRING, GREEN DAY i RANCID, bo nie byłoby to wcale zadanie łatwe.

W momencie kiedy w Kalifornii rodził się, rozwijał i zdobywał popularność neo punk, Brytyjczycy byli zasłuchani w grupach brit popowych w rodzaju OASIS i THE VERVE. Lub takich które do tego stylu nawiązywały jak MANIC STREAT PREACHERS, RADIOHEAD czy KULA SHAKER.

Wydaje się, że Wielka Brytania będąca przecież kolebką najbardziej wpływowych kapel punkowych, miała już punka dosyć.

 

 

Podsumowanie

Od debiutu RAMONES, a krótko po tym również SEX PISTOLS i THE CLASH minęło ponad 40 lat. Od ostatniej jak dotąd fali punk-rocka określanej jako neo punk, mija właśnie 30 lat.

W następnych latach nie pojawiła się żadna masowa rebelia, którą można by było zaliczyć do punk-rocka.

Przez ten czas świat walczył z kolejnymi kryzysami gospodarczymi i ekonomicznymi, a mimo to nie powstawały młode grupy które chciałyby wykrzyczeć swoje frustracje.

Owszem w kręgach Hip-Hopu zdarzały się utwory ostro krytykujące rzeczywistość, ale spokojnie skandowany tekst, któremu towarzyszy bardzo miękki i mało konkretny podkład muzyczny, nie ma odpowiedniej siły wyrazu.

Tylko głośne wykrzykiwanie buntowniczych haseł na tle potężnej, chropowatej ściany gitarowych akordów jest w stanie dotrzeć do świadomości szerszego kręgu publiczności.

Nadal czekam, aż nowe pokolenie to zrozumie.

Tymczasem obecna sytuacja wygląda w taki sposób, że nie pozostaje mi nic innego niż napisać:

PUNK IS DEAD!

 

Mam jednak nadzieję, że kiedyś zmartwychwstanie i znowu sporo namiesza...

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz