Przejdź do treści
Wczytuję...

Legendarni inżynierowie - czyli kto stoi za naszymi kolumnami

W środowisku konsumenckim panuje opinia o geniuszu inżynieryjskim co popularniejszych producentów, o ich nieomylności i profesjonalizmie. Wydaje mi się, że niektórzy wyobrażają sobie laboratoria, ludzi w kitlach i jakiś arcygeniuszy z mózgami chłodzonymi ciekłym azotem.

Muszę co poniektórych zmartwić, ale niestety faktycznie to tak nie wygląda.
Osoby stojące za audio jakie znam, to przeważnie albo hobbiści którzy swoją miłość zamienili w sposób na życie, szarlatani i różnej maści elektronicy. Może brzmi to jak generalizacja… I prawidłowo, bo nią jest, bo przeważnie to tak wygląda.
Wbrew pozorom każda z tych 3 wcześniej wymienionych grup ma swoje zalety jak i wady, i nie tak prosto rozróżnić od kogo konkretnie sprzęt pochodzi, ale można pewne znaki zauważyć bez głębszej analizy.

Hobbiści.

Grupa która większość swojej wiedzy czerpie z odsłuchów i nabywanej z czasem literatury.
Charakteryzuje tą grupę to, że są skłonni do licznych eksperymentów, nie wykluczają żadnego rozwiązania które może wpłynąć pozytywnie na brzmienie. Wszystko jest testowane organoleptycznie, od głośników po kabelki i modele rezystorów w zwrotnicy.  
Większość z nich korzysta z mocno prowizorycznych sprzętów pomiarowych, ci poważniejsi przeważnie bazują na sprzęcie pokroju CLIO Pocket.
Pomiary wykonywane są przeważnie w salonie ich domu lub garażu/pracowni za pomocą bramkowania impulsu, i jest to absolutnie wystarczające przy produkcji kolumn. Taki pomiar potrafi dostarczyć równą charakterystykę pomijając wpływ pomieszczenia.
Przeważnie ich kolumny z czasem są coraz lepsze, nie stają w jednym, martwym punkcie. Niestety przeważnie idą też swoją, czasami dość egzotyczną drogą.
Nie każdy jest urodzonym biznesmenem i większość sprzętów małych manufaktur za którymi stoją pojedyncze osoby jest albo arcytrudny w sprzedaży, albo po prostu niesprzedawalny.

Szarlataństwo i inne tałatajstwo.

Szarlataneria i czasami wręcz hiper-absurdalne audiovoodoo to klasyka gatunku w tej branży.
Nie mówię tutaj o firmach pokroju polskiego Albedo, Amerykańskiego AudioQuesta etc, pomijam sprawę producentów kabli. Chodzi bardziej o typ ludzi pokroju pewnej polskiej firmy która za 950zł sprzedawała kabel Canare (wart 20zł za metr) w nylonowym oplocie i opakowywała to w drewniane pudełeczko i magiczne hasełka.
I takich „czarodziei” ma nie tylko dział akcesoriów audio, ale również przy kolumnach znajdziemy takich wielu.
Po pierwsze i najważniejsze, audio-szarlataneria kieruje się jedną zasadą i jedną „prawdą”, pomiary to diabeł, a jak fizyka to tylko ta kwantowa. Oznacza to głównie absolutną niepoprawność w wielu kwestiach, przede wszystkim w brzmieniu.
Większość wiedzy biorą z amatorskich for internetowych i własnego druciarstwa. 
Wszystko jest robione „na oko”, wartości są dobierane w stylu „za bardzo cyka, więc dam większą cewkę” a przetworniki przeważnie po legendach które wokół nich krążą.
Także przeważnie kończy się na jakiś dziwacznych przetwornikach i nieudolnych zwrotnicach.
Także pada pytanie, jakim cudem takie rzeczy się sprzedają? Bajki. Szarlataneria kocha bajkopisarstwo. Nie ważne czy to Jeży Ziemba i trawa cytrynowa za 170zł, czy Pan z Meksyku sprzedający jedyne w swoim rodzaju kolumny tubowe. Piękne hasełka i piękne wizje sprzedają rzeczy, i sprzedają dość dobrze. Mocna inność się ceni w tej branży, nawet kiedy nie idzie za nią jakość.

Serwisant typu hiend- elektronik.

Zaraz rozpęta się ogromna burza ale bardzo często miałem do czynienia z typowymi elektroakustykami po studiach albo domorosłych serwisantów z wieloletnim doświadczeniem którzy postanowili robić audio.
Jest to dość mała grupa, przeważnie pracująca w dużych kopro gdzie bogiem jest jedynie księgowy.
Ich głównym celem jest to, żeby sprzęt działał, i przeważnie mieścił się w założonej specyfikacji. Nic poza tym, żadnych eksperymentów czy dziwactw. Wszystko ma być zbudowane książkowo. Z jednej strony jest to dość dobre podejście do tematu, nie ma tam miejsca na druciarstwo. Wszystko jest zrobione porządnie i z głową. Małe szanse są na gargantuiczne pomyłki które przydarzają się pozostałym grupom, złe pomysły i brak fachowości to również nie ich bajka.
W kwestii kolumn przeważnie problemem w takim spojrzeniu na ich budowę jest jakość elementów, ciężko spotkać sprzęt klasy popularnej z nawet średniej klasy zwrotnicami, jakość elementów jest absolutnie podstawowa.  
Do tego przeważnie używane są bardzo strome filtry, bo jest to znacznie bardziej praktyczne, ale niekoniecznie poprawnie wpływa na brzmienie.
Przeważnie używane są profesjonalne programy takie jak CLIO 12, ale również znacznie poważniejsze sprzęty. Bardzo często również pojawia się temat komory bezechowej, która jest absolutnie zbędna przy projektowaniu kolumn. Większe możliwości pomiarowe jednak nie przekładają się w żadnym stopniu na brzmienie a działają bardziej jako marketing.

(Cały opis nie dotyczy Niemców do połowy lat 80)


Oczywiście są jednostki które łączą najlepsze cechy wszystkich tych grup, i takie manufaktury polecam. Bo to nie technologie stoją za brzmieniem, a ludzie którzy te technologie tworzą.

Napisz komentarz