Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

AVS w 2019 roku było dość wyjątkowe, bo pierwszy raz pojawiłem się tam w roli stricte wystawcy, z produktem przy którym maczałem paluchy. Jakie wyzwania stwarza własny pokój na targach? Przeróżne, w szczególności kiedy wystawcą jest się po raz pierwszy.

Pierwsze problemy pojawiają się długo przed samymi targami. Sam wynajem pokoju to nie małe wyzwanie. Znaczna większość pokojów jest wynajmowana z automatu, niektórzy producenci czy dystrybutorzy dostają pokój z góry i nie ma nawet mowy o jakiejkolwiek rozmowie o tych pomieszczeniach. Część więc jest zarezerwowana, i to przeważnie ta lepsza, więc większości zostają ochłapy, o pomieszczeniu na Stadionie Narodowym nawet mowy nie ma.
Także, sam pokój udało nam się ugadać dosłownie miesiąc przed targami, nawet pomimo tego, że pierwsze rozmowy o wynajem pokoju obyły się już rok wcześniej.
Wraz z pokojem trzeba zorganizować sprzęt, z tym również nie jest łatwo, przynajmniej o ile się nie ma pięknego, wielkiego pokoju. Znów do mniejszych, samodzielnych wystawców trafia to co zostanie sklepom/dystrybutorom. To logiczne, ale spotkałem się z opiniami, że „a mogli wypożyczyć wzmacniacz wcześniej, albo wypożyczyć inny”, czasami nie ma takiej opcji. Wygląda to raczej tak, że „dostępne jest to, to i to” ale nic z tego nie pasuje ci do produktu brzmieniowo i wybierasz mniejsze zło. A niestety nie każdy wystawca ma sprzęt który dałby radę na targach.

Jeżeli czyta to ktoś kto chciałby w przyszłości wystawiać się w hotelu Sobieski, polecam z góry wyposażyć się w wydajny kondycjoner. Nawet jeżeli wzmacniacz teoretycznie ma dobre zasilanie, i tak kondycjoner to mus. Nie żadna listwa, a porządny kondycjoner. Sieć elektryczna w hotelu Sobieski to jakiś żart, smutny dowcip którego nikt nie chce usłyszeć. Temat jak się okazuje, nie jest żadną nowością, ani moim subiektywnym spostrzeżeniem. Sprzęty na AVS zaczynają brzmieć dobrze już po AVS. Koło godziny 22-23 pokoje zaczynają grać, głównie ze względu na odłączenie od prądu większości sprzętów. Mało kto zostaje po targach, afterparty raczej przenosi się do klubów, ale są też tacy którzy bawią się już po dniu targowym.
No i duży skok jakościowy nie był widziany tylko u mnie (chociaż ten był wręcz gargantuiczny), ale we wszystkich pokojach w których ktoś był.

Sam ruch na targach już opisywałem we wcześniejszym artykule do którego polecam zajrzeć (link na dole strony), ogromnych różnic w obłożeniu nie było, bardziej kwestia się dotyczyła ilości ludzi na metr kwadratowy, gdzie w Sobieskim te proporcje były znacznie wyższe, bo hole w sobotę były napakowane ludźmi, ciężko było czasami wręcz przejść, a do obleganych pokojów trzeba było ustawiać się w kolejce. Ale to już jest detal.
Jako, że przy wystawianiu własnego sprzętu ilość obowiązków znacząco rośnie, to sprawa się komplikuje. Pierwszym tego efektem był moment w którym musiałem udać się do centrum handlowego Blue City po ruter wifi, bo ten przywieziony postanowił, że nie będzie z nami współpracować i się zepsuje. Takich niespodzianek było wiele, w szczególności z internetem, bo z tym w Sobieskim bywa naprawdę ciężko. Teoretycznie hotel dysponuje łączem internetowym w każdym pokoju, ale z nim to różnie bywa. I w moim przypadku nikt takiej opcji się nie spodziewał. Ale niestety przez pewną część targów nie mieliśmy muzyki, dzięki Bogu przywiozłem ze sobą kilka płyt CD, więc aż takiego dramatu nie było.

Jeżeli chodzi o ewenementy to trafiło mi się kilka, dobrze zapamiętałem bodajże trzech gości którzy wpadli dosłownie przed same drzwi, i po miłym „dzień dobry” z mojej strony, postanowili mnie, i wszystkich innych gości w pokoju powiadomić, że nie ma lampy (fakt, nie było lampy, no chyba, że te oświetleniowe) i, że bez lampy nie gra, i prawdziwy dźwięk daje tylko lampa. Chyba nie tylko ja miałem dość inny od normalnego wyraz twarzy. Lekkie zdziwienie pojawiło się na twarzach reszty osób w Sali.
Oczywiście trafiały się nieprzychylne uwagi, z którymi w części się zgadzałem. W czasie największego ruchu, kiedy niektórzy postanowili walczyć z innymi pokojami na głośność, w sieci robił się taki syf, że nawet wybitne wzmacniacze po prostu zaczynały grać jak jakieś kiepskie Technicsy. I każdy kto nie miał czegoś co mu sieć wyczyści, po prostu w pokoju miał jeden wielki jazgot. I bywały momenty w których sam chciałem użyć jakiś niemiłych inwektyw. Już sam myślałem, że coś jest nie tak z kolumnami, że się uszkodziły w transporcie, że wzmacniacz (za ponad sto tysięcy) to jakiś szmelc najgorszy, albo że źródło ktoś wygrzebał ze śmietnika. Po północy jednak okazało się, że wszystko brzmi naprawdę dobrze, wręcz świetnie. Szkoda, że nikt z odwiedzających nie miał szansy odsłuchu po tej północy.  I jednak naprawdę trzeba brać pod względy o której godzinie się słucha na AVS, bo w połowie, wtedy gdy osób jest najwięcej, nie ma sensu czegokolwiek słuchać, bo to będzie w 90% jazgot. I dopiero pod koniec targów (lub na początku) cośkolwiek zaczyna grać.

I jak może coś już niektórym świtać, najlepsza część AVS dla wystawców jest już po samym AVS.
Sam jestem dość spokojnym człowiekiem i nie przepadam za hucznymi imprezami, wolę się bawić w kameralnym gronie. I tak się złożyło, że znajomi z drugiego końcu holu się nie zmyli po imprezie. Więc podszedłem się przywitać i zapytać się jak tam leci. Okazało się, że mają nie tylko dobry humor, ale również dobry bimber, taki który na spokojnie mógłby znajdować się w sklepie z banderolką. Po wypiciu kieliszka czy dwóch, lekkiej gadce zmyłem się do siebie, a jako, że już było dość późno i jakieś 10 godzin od ostatniego posiłku, polecieliśmy coś zjeść, padło na steka, chociaż tego wspominam dość średnio, jadłem lepsze. Ale po powrocie do Hotelu było jeszcze kilka chwil rozmowy.
I mówiąc szczerze, AVS po AVS to czas pojednań, miałem kilka niesnasek z niektórymi chłopakami, ale odrobina alkoholu i wymienienie słów na żywo leczy rany jak mało co. I ludzie z którymi miałem ziarno niezgody już wcześniej, to dziś panuję między nami mocna sztama. Super sprawa, polecam każdemu. Żałuję do teraz, że w tym roku nie spotkam się z chłopakami.

Kolejną kwestią wartą poruszenia jest muzyka, dużo osób po targach narzeka na muzykę, że nikt nie puszcza ostrzejszej muzyki, tylko audiofilską brzękawkę. Jadąc zabrałem ze sobą trochę muzyki, w tym takiej ostrzejszej, trafił się Tool, Rammstein, Faith No More i nie tylko. Niestety jak wcześniej wspominałem, warunki odsłuchowo-prądowe są fatalne i puszczenie Toola o godzinie szesnastej a o dwudziestej trzeciej robi różnice wręcz kolosalną. Cykanie i skrzeczenie zza dnia, i angażująca, piękna muzyka wieczorem. Niektórzy chcieli wyjść „na kozaków” i puszczali twardsze kawałki, ale ciężko mi było w takim pokoju usiedzieć więcej niż chwil kilka, i to z kolumn po których takiego grania bym się nie spodziewał.

A jak ogólnie wspominam ten czas? Nad wyraz dobrze, mocno pouczające wydarzenie które będę długo wspominać. Może niekoniecznie samo bycie wystawcą, i tłumaczenie, że to co stoi i wydaje dźwięki to kolumna głośnikowa i służy do grania muzyki. Raczej dobrze będę myśleć o całej otoczce, o technicznej paplaninie z przypadkowymi ludźmi którzy jednak wiedzieli co jest pięć.

Powiązane:
25sie

Audio Video Show okiem pomocy wystawcy

AVS

Pewnego dnia mój znajomy, właściciel jednego z salonów audio w Warszawie napisał do mnie na Facebooku czy przypadkiem bym nie chciał się wystawić z nimi na AVS, bo mało osób a roboty dużo.
Oczywiście się zgodziłem, bilety na targi za darmo, czy może być coś lepszego? Dodatkowo myślałem, że praca jako wystawca na AVS to bułka z masłem… Myliłem się, zdecydowanie się myliłem.

Odpowiedz