Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

Pewnego dnia mój znajomy, właściciel jednego z salonów audio w Warszawie napisał do mnie na Facebooku czy przypadkiem bym nie chciał się wystawić z nimi na AVS, bo mało osób a roboty dużo.
Oczywiście się zgodziłem, bilety na targi za darmo, czy może być coś lepszego? Dodatkowo myślałem, że praca jako wystawca na AVS to bułka z masłem… Myliłem się, zdecydowanie się myliłem.

Trochę spóźniony przez niezbyt punktualny odjazd, przyjechałem w momencie rozstawiania stolików. Niedługo bo jakieś 40-50 min przed oficjalnym rozpoczęciem się imprezy. To było łatwe, rozciągnięcie „obrusów” i wystawienie sprzętu, a jako, że akcja się działa na strefie słuchawkowej, nie musiałem nosić ogromnych, ciężarnych klocków, tylko leciutkie „nagłowniki” i „douszniki”.
Zakończenie przygotowań datowałbym na około pół godziny po oficjalnym rozpoczęciu, lecz jest to czas gdy żywej duszy na targach nie ma. Naprawdę, ciężko stwierdzić, że targi się zaczęły, czy coś jest nie tak. Ogólnie cały piątek jest raczej dość leniwy, ludzi jest naprawdę mało, i przede wszystkim po korytarzach pałętają się głownie „branżowi”. Bywały momenty, że na spokojnie można było odejść od stanowiska, i pójść pogadać ze znajomymi wystawiającymi się kilka metrów dalej. Świetnie wspominam pogawędki z chłopakami z polskiej manufaktury Divaldi u których spędziłem z godzinkę czy dwie. I teraz za każdym razem gdy widuje się z Panem Duvalem czy Łuczkosiem to sporo sobie gawędzimy.

Ale po łagodnym pierwszym dniu nadszedł czas na sobotę. I powiem szczerze, nie byłem na to przegotowany. Natłok ludzi wręcz osłupia, i spora z nich część chce z tobą pogadać. Wynikiem tego jest ogromny ból gardła i ciężko sobie wyobrazić co dziać będzie się w niedzielę, gdy struny głosowe dawać sobie rady nie będą.
Sama sobota nadrabia z nawiązką opieszałość piątku, klientów jest cała masa a ty jeden.
Chociaż pięknym jest pojawianie się absurdalnych pytań, pokroju czy można przewodowe słuchawki podłączyć przez BT, jednocześnie trzymając słuchawki razem z kablem w ręku.
I to nie jest hardcore, już słyszałem różnorakie piękne, wręcz nierealnie historie przypominające jakieś baśnie. W głowie zapisała mi się historia odpowiedziana mi przez znajomego, jak ktoś się głośno wykłócał, że stereo jest dla mięczaków, i on słucha tylko w mono, bo wtedy dźwięk jest najlepszy. I to w pokoju pokroju tego ze sprzętem za kilkaset tysięcy złotych. Ale też się mi tacy trafiali, ale ciężko mi coś zabawnego przytoczyć, bo po prostu nie pamiętam.

Ciekawostką jest to, że jakoś się tak zdarzyło, że mieliśmy ze sobą więcej sprzętu niż potrzeba, i ludzie z wielką chęcią kupowali ode mnie wystawiane słuchawki, w ciągu samej soboty udało mi się sprzedać towaru bodaj za około 5000zł, i byłem chyba jedyną osobą która w trakcie targów cokolwiek zarobiła. I z tym faktem wiąże się przykra (dla mnie) historia. Przyjechał Pan z mocno wschodnim akcentem. Spodobał mu się zestaw otwarzacz+słuchawki i chciał je kupić, łącznie było to około 2000zł. Więc powiedziałem, że nie ma problemu, że spokojnie mam jeszcze nowe pudełka ze sprzętem, ale w hotelu Sobieski. Także, poszły dla niego sztuki demo. Jakoś przegapiłem ten fakt, że sprzęt został sprzedany i opłacony a gość się zmył, natłok roboty robi swoje. Nie byłoby w tym nic niezwykłego gdyby nie fakt, że w odtwarzaczu DAP znajdowała się moja karta SD ze zdjęciami i muzyką którą puszczałem odwiedzającym. Do tej pory jestem ciekaw czy ów fotki nie pojawiają się na jakimś rosyjsko-języcznym forum, chociaż nie było to nic nadzwyczajnego. Jedynie szkoda mi zapisanych na niej śmiesznych obrazków które na niej były. W dzisiejszych czasach można byłoby uznać je za „memy typu Vintage”. No szkoda, ale co zrobić? 64gb SD Samsunga znikł w odmętach targów.

Niedziela dała sporo ulgi, ludzi było trochę więcej niż w piątek, ale atmosfera była już znacznie bardziej wyluzowana. Normalnie sobie łaziliśmy i gadaliśmy ze znajomymi wokół, nawet udało mi się wychachmęcić słuchawki Final D8000 aby posłuchać ze wzmacniaczem Divaldi.
Targi skończyły się trochę wcześniej niż powinny, bo wszyscy się śpieszyli do domu a korytarze były już puste. Spakowanie nie było większym problemem, chociaż obłożenie wind było dość spore i trzeba było swoje odczekać. Ale ogólnie wyszło sprawnie, jeszcze dostałem podwózkę pod busa do domu.

Następny rok był bardziej z doskoku, byłem już w swoich sprawach, tak aby pogadać i „podejrzeć konkurencję”. Ale jakoś tak wyszło, że na kilka godzin pojawiłem się za stanowiskiem, ot typowa sobota, czyli pracy dużo, ale ludzi za mało. Najlepsze było to, że od roku byłem praktycznie out of biznes jeżeli chodzi o słuchawki, i nie znałem nawet cen sprzętu który wystawiam. Ale poza tym faktem, było całkiem spoko. Nawet udało mi się spotkać osobę z grupy audio z FB.
Resztę czasu spędziłem na rozmowach ze znajomymi z branży, ale już o technikaliach i sprzedaży. Znów sporo gadki było z Panem Łuczkosiem.

Ale o wnioskach wyciągniętych w tamtym czasie opowiem w przyszłym artykule, czyli o tym jak wygląda AVS od strony producenta.

Powiązane:

Odpowiedz