Przejdź do treści
Wczytuję...

Wzmacniacz Lampowy "Self Made" - Zadanie dla profesjonalisty

Something with HTML textformat

 

Ten artykuł jest niejako nawiązaniem do poprzedniego, w którym mowa była o samodzielnie zaprojektowanych i wykonanych wzmacniaczach oraz głośnikach. Starałem się uzmysłowić czytelnikom, że zadanie nie jest ani łatwe, ani proste i że najczęściej po prostu się nie udaje.

Jeżeli biorą się za to amatorzy, będący jedynie hobbystami i domowymi dłubaczami...

Zaprojektowanie czegoś co będzie konstrukcją dogłębnie przemyślaną i rokującą duże szanse na uzyskanie dobrego dźwięku, jest i zawsze było, domeną profesjonalistów.

I to całych „sztabów” ściśle ze sobą współpracujących profesjonalistów reprezentowanych przez inżynierów-elektroników. Nie można również zapominać, że w takiej pracy biorą udział także akustycy/słuchowcy, którzy oceniają przedfinalny efekt brzmieniowy i sugerują wprowadzenie poprawek prowadzących do polepszenia dźwięku konkretnego urządzenia.

Wiele osób jest zaangażowanych na każdym etapie przygotowywania nowego produktu.

 

Czy jednak możliwe jest zbudowanie dobrze grającego, w właściwie referencyjnego wzmacniacza przez jedną osobę? Bez niczyjej pomocy?

Nawet jeżeli jest wysoko wykwalifikowanym elektronikiem, a w dodatku akustykiem o wyjątkowo wrażliwym słuchu? Szansa wydaje się być niewielka.

Ale mimo to postanowiliśmy jednak zaryzykować i sprawdzić czy faktycznie jest to niemożliwe.

 

W naszym Sklepie ze sprzętem Vintage Audio zawsze posiadamy całą gamę interesujących wzmacniaczy pochodzących z różnych okresów. Od lat siedemdziesiątych do późnych dziewięćdziesiątych. Wśród nich są zarówno modele stosunkowo proste, jak i bardziej zaawansowane.

Natomiast zapragnęliśmy wyposażyć się we wzmacniacz, który mógłby stanowić stałe wyposażenie naszego stanowiska odsłuchowego. Służyć do oceniania detaliczności głośników, a także jakości i szczegółowości odtwarzaczy CD.

Miał to być wzmacniacz znacznie lepszy brzmieniowo od wszystkiego, co dotąd mieliśmy na sklepowych półkach. Czyli chcieliśmy dysponować w pełni profesjonalnym narzędziem/urządzeniem do pracy.

A w dodatku wymarzyliśmy sobie, żeby był to wzmacniacz lampowy...

Stopień trudności piekielnie wysoki.

 

Poprosiliśmy o próbę stworzenia takiego wzmacniacza człowieka, który często współpracuje z naszym serwisem. Pomaga naprawiać wzmacniacze lampowe, dobiera do nich lampy, dostraja dźwięk i czuwa nad tym, żeby ostateczny efekt był możliwie najlepszy.

Jest także specjalistą od wszelkich napraw i tuningów głośników (kolumn podłogowych i monitorów). Prywatnie jest studyjnym inżynierem/realizatorem dźwięku i akustykiem. Człowiekiem o słuchu absolutnym.

Naszą prośbę o próbę zaprojektowania i zbudowania dla nas referencyjnego wzmacniacza przyjął z umiarkowanym spokojem, ale ostrzegł że proces będzie długi i nie jest w stanie zagwarantować pełnego powodzenia naszej idei.

Pozostało uzbroić się w cierpliwość. I czekać.

 

Trwało to bardzo długo. Ponad pół roku.

W końcu doczekaliśmy się. Do naszego Sklepu zawitał wzmacniacz, który miał spełniać wszystkie nasze oczekiwania.

Po jego odpakowaniu zobaczyliśmy urządzenie, które znacznie przerastało nasze wyobrażenia o jego ewentualnym wyglądzie. Elegancki. Było to pierwsze określenie które przychodziło do głowy. Spodziewaliśmy się czegoś znacznie skromniejszego i mniej przykuwającego wzrok. Czyli czegoś w rodzaju typowej samoróbki, będącej jedynie bazą wyjściową do ewentualnego produktu finalnego.

A dostaliśmy sprzęt już będący formą docelową.

Okazało się, że nasz zaprzyjaźniony spec od głośników i wzmacniaczy lampowych postanowił stworzyć na nasz użytek wzmacniacz, który nie tylko będzie dysponował dobrym dźwiękiem, ale także nie będzie straszył wyglądem. Dlatego zanim rozpoczął projektowanie całej elektronicznej architektury i odpowiedniego do niej doboru lamp, poszukał gotowej obudowy, która spełniałaby jego dosyć surowe kryteria. Udało mu się znaleźć zadowalającą go obudowę na rynku chińskim.

Mając już ten element, zabrał się za projekt tego co we wzmacniaczach przecież jest najważniejsze. Czyli za samą elektronikę. Dobór elementów, wybór zasilacza i zebranie odpowiednich lamp zabrało mnóstwo czasu. Następnie konieczne było przeprowadzenie wielu eksperymentów sprawdzających brzmienie urządzenia. Większość elementów, które wydawały się idealne, musiała być zamieniona na inne. Również lampy, które zostały wybrane na drodze dokładnych pomiarów i powziętej wizji ich dźwięku, były zmieniane kilka razy. Zamieniane miejscami, wymieniane na inne itp.

Specjalnie podkreślam ilość przeprowadzonych czynności, żeby uzmysłowić laikom jak trudne to było zadanie. Nawet dla zawodowca, który w temacie wzmacniaczy lampowych „siedzi” od niemal czterdziestu lat.

Umieć naprawiać bardzo drogą elektronikę, to jedna sprawa. Ale zaprojektować od początku i wykonać urządzenie, które będzie mogło konkurować z uznanymi konstrukcjami kultowych firm, to druga sprawa.

 

Szansa, że to się uda była niewielka. I gdyby naszemu znajomemu się nie powiodło, nikt nie miałby do niego nawet cienia żalu.

A jednak projekt się udał.

Kosztem półrocznej, ciężkiej i żmudnej pracy powstał wzmacniacz, którego nawet high-endowa, wyspecjalizowana w konstruowaniu lampowców firma, z pewnością by się nie powstydziła.

 

Wygląda naprawdę pięknie. Niewysoki front panel wykończony w kolorze srebrnym. I to w dwóch odcieniach. Obrzeża są wykonane z bardzo grubego szczotkowanego metalu. A więc są matowe.

Środek płyty przedniej oraz gałki wykończono z metalu polerowanego na wysoki, zwierciadlany połysk. Zwierciadlana jest również górna część na której zainstalowano cztery duże i sześć małych lamp elektronowych. Ich delikatne światło odbija się w lustrzanej powierzchni w której są osadzone, co nadaje dodatkowego uroku całemu urządzeniu.

Konstruktor pomyślał także o takim niuansie jak oddzielne zaciski głośnikowe do podłączania głośników 4 Ohmowych i 8 Ohmowych.

Do wzmacniacza można podłączyć cztery źródła liniowe, co jak na wzmacniacz lampowy jest całkiem sporą ilością.

 

Wygląd, wyglądem, ale każdy wzmacniacz jest wart tyle, ile potrafi pokazać w kwestii dźwięku. Ważne czy jest naturalny, przejrzysty i dokładny. Przy tych parametrach nawet najwymyślniejszy design jest nieistotny.

 

Zamówiony przez nas wzmacniacz lampowy ochrzciliśmy:

  1. I.C. Tube Amp Custom Pro

(w nazwie zawarte są inicjały konstruktora)

Jak gra? Niebawem w dziale „Testy Sprzętu” ukaże się tekst opisujący nasze wrażenia z odsłuchu tego wzmacniacza. Nie będą to wrażenia spisywane „na gorąco”. Zanim podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu regularnych testów odsłuchowych tego, bądź co bądź nietypowego urządzenia, czekaliśmy kilka tygodni, żeby się całkowicie wygrzał i ukształtował.

Już niedługo czytelnicy przekonają się jaka jest nasza opinia o jego brzmieniu...

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz