Przejdź do treści
Wczytuję...

UNITRA TONSIL Zg40c

Something with HTML textformat

 

MONITORY DLA WTAJEMNICZONYCH

 

Postanowiłem dzisiaj napisać kilka słów o polskich głośnikach z okresu PRL-u, które produkowano przez ponad 10 lat, a które nie są zbyt dobrze znane przeciętnemu słuchaczowi.

Statystyczny „Kowalski” na ogół dobrze kojarzy z tamtych czasów nieśmiertelne Altusy. Z wielu moich rozmów z klientami jasno wynika, że nadal słowo Altus budzi emocje, sentyment, a często jest synonimem dźwięku o dużej mocy i bardzo dobrej jakości.

No cóż. W jednym z dawniejszych artykułów rozprawiłem się z legendą Altusów.

Były to konstrukcje przeznaczone do dużych pomieszczeń w typie sali gimnastycznej, klubo-kawiarni lub remizy i miały nagłaśniać różnego rodzaju imprezy. Najczęściej dyskoteki. Nie były stworzone do domowego słuchania, ani do domowego sprzętu, a jednak właśnie tak ich używano przede wszystkim. Ktoś zapoczątkował tą pomyłkę, która potem lotem błyskawicy rozlała się po całym kraju. I tyle.

 

Natomiast monitory Zg40c o których chcę napisać w tym artykule, to zupełnie inna bajka.

Celowo określam je jako monitory, bo nimi w istocie były. Co prawda jednymi z największych monitorów z jakimi miałem do czynienia, ale jednak monitorów.

Z całą pewnością ich posiadacze często stawiali je na podłodze właśnie z uwagi na ich znaczne gabaryty, ale w takiej pozycji raczej nie były w stanie zaprezentować pełni swoich możliwości. Zdecydowanie powinno się je ustawiać na podstawkach o wysokości 30-35cm. Wtedy głośnik wysokotonowy znajduje się mniej więcej na poziomie uszu siedzącego słuchacza. Zapewni to lepsze wrażenie stereofonii i przestrzeni dźwięku.

Jeżeli ktoś z czytelników ma te monitory i nadal męczą się u niego na podłodze, to z całego serca doradzam zastosowanie podstawek. Efekt może zaskoczyć...

 

Krótka historia Zg40c

 

Zg40c miały kilka wersji.

Nas dzisiaj najbardziej interesują wczesne wersje oznakowane jako Zg40C2 i Zg40C9.

Bazowały na tej samej konstrukcji i idei, ale były między nimi wyraźne różnice. Były monitorami trójdrożnymi o obudowie typu zamkniętego, ale wyposażonymi w dodatkową membranę bierną. Usytuowanie membran zmieniało się wraz z wprowadzaniem nowszych odmian serii Zg40, ale gabaryty obudów pozostały takie same (wysokość 64cm, szerokość 42cm, głębokość 25cm )

Model oznakowany jako C2 wszedł do produkcji w pierwszej połowie lat 70-tych. Był bodaj pierwszym polskim głośnikiem spełniającym normę Hi-Fi (High Fidelity / Wysoka Wierność).

Po zdjęciu maskownic nie porażał urodą. Jednak lepiej i znacznie bardziej elegancko prezentował się z założonymi maskownicami. Płyta czołowa w której obsadzono głośniki nie zawsze była pomalowana w sposób dokładny i schludny. Ale należy przypomnieć, że w tamtym okresie nie przywiązywano zbyt dużej wagi do tego jak kolumny i monitory prezentowały się pod maskownicą. I tak nikt ich nie zdejmował.

Na tylnej ściance oprócz średniej jakości terminali służących do podłączenia przewodów głośnikowych, zainstalowano ciekawe rozwiązanie.

Cztery małe gniazdka/otwory ułożone w jednej linii i jedną zworkę. Kiedy zworka była wetknięta w środkowe otwory, monitor grał dźwiękiem neutralnym. Przepięcie zworki w dwa otwory znajdujące się na lewym skraju powodowało osłabienie-przygaszenie tonów wysokich. A jeżeli ktoś potrzebował nieco większej niż neutralna ilości sopranów, wówczas wystarczyło przełożyć zworkę do otworów znajdujących się po prawej stronie.

Wraz z biegiem lat starano się nieco uatrakcyjnić wizualnie ten model.

Wokół poszczególnych membran pojawiły się lakierowano na czarny i srebrny kolor metalowe pierścienie. Płytę czołową, która początkowo była nieco cofnięta (wklęsła) zaczęto montować na równi z całą obudową. Ponadto zastosowano lepsze farby, co pozwalało na dokładniejsze i trwalsze malowanie panela frontowego. Od tego momentu stosowanie maskownic nie było już konieczne. Wielu użytkowników stwierdzało, że bez nich te monitory wyglądają lepiej i poważniej.

Nadal można było wpływać na charakterystykę brzmienia poprzez odpowiednie ustawianie zworek na tylnej ściance.

Kolejnym krokiem było zlikwidowanie niewygodnych w użyciu zworek i wprowadzenie na płytę czołową trójpozycyjnego przełącznika skokowego. Jego pozycje oznakowano jako „0” (neutralna), „-” (zmniejszenie sopranów) i „+” (zwiększenie sopranów).

Rozwiązanie jakże dobrze znane z wielu innych konstrukcji Tonsila w tamtym czasie. Choćby z Altusów, Mildtonów, Altonów.

Wersja z przełącznikiem na przodzie była sygnowana jako Zg40c9.

 

Zg40c z lat siedemdziesiątych i początku osiemdziesiątych (aż do modelu Zg40c9) były przede wszystkim towarem eksportowym. Pod logo Tonsilu pojawiały się w sklepach w Czechosłowacji, NRD i na Węgrzech.

Do Europy zachodniej wysyłano je jako Continental Edison EA9780. Chyba największym zaskoczeniem może być fakt, że zaistniały także w USA jako Audio Lab Consort AL40.

 

W następnych latach pojawiały się jeszcze kolejne modele typu Zg40c, noszące wysokie numery np. 114, ale były zwykłymi konstrukcjami trójdrożnymi bez wspomagającej membrany biernej. I tych wyprodukowano znacznie więcej, przez co dzisiaj można je częściej spotkać na rynku głośników używanych. Natomiast znawcy twierdzą, że do modeli Zg40c2 i c9 było im już dosyć daleko jeśli chodzi o poprawność dźwięku. Przytaczam tylko zasłyszane lub przeczytane osądy, ale nie zamierzam się na ten temat wypowiadać ponieważ tych nowszych konstrukcji nie słuchałem.

 

Ważną informacją jest natomiast to, że modele Zg40C z pierwszych 10 lat produkcji są gratką dla kolekcjonerów. Na aukcjach pojawiają się stosunkowo rzadko. A jeszcze rzadziej trafia się na egzemplarze w ładnym stanie wizualnym i sprawne technicznie. Te potrafią kosztować zaskakująco drogo. Są uważane za bodaj jedyne monitory w całej historii Tonsilu, które opierają się upływowi czasu. Zostały zaprojektowane tak, by służyły przez długie dziesięciolecia bez konieczności dokonywania w nich napraw regeneracyjnych. Oczywiście wyłącznie w przypadku gdy się o nie dbało i używało w rozsądny sposób.

 

Pretekst do powstania tego artykułu

 

Dlaczego powziąłem zamiar napisania krótkiego artykuliku przypominającego naszym czytelnikom te monitory?

Natchnęła mnie do tego wizyta u jednego z kolegów, który pracuje jako technik w serwisie zaprzyjaźnionym z naszym Sklepem Vintage Audio. To młody człowiek, którego mogę określić jako wielkiego fana urządzeń ze znaczkiem Unitra. Kogoś w rodzaju pozytywnego freaka.

Dysponuje on modelem Zg40C9

Zakupił te monitory z uszkodzonymi zawieszeniami dużych membran (w tym także membrany biernej), membran średniotonowych, oraz całkowicie zepsutymi głośnikami wysokotonowymi. Tak na marginesie, Tonsil zastosował w tych monitorach głośnik szerokopasmowy, który pełnił rolę klasycznego głośnika średniotonowego.

Za to stan wizualny obu monitorów nie budził najmniejszych zastrzeżeń. Poprzedni właściciel/właściciele musieli o nie dbać i przechowywali w dobrych warunkach. Jedyne co kolega technik musiał zrobić to wymienić uszkodzone zawieszenia oraz spalone głośniki.

 

Radą i pomocą służył mu człowiek, który dla serwisu (a także dla naszego Sklepu) wykonuje naprawy oraz tuning głośników wszelkich firm, a którego uważam za wybitnego znawcę tematu.

Wspólnymi siłami doprowadzili monitory do pełnej sprawności. Wymienili zawieszenia membran, zmienili głośniki wysokotonowe na pochodzące od innego producenta. Wymienili kondensatory w zwrotnicach. Usunęli również fabryczne wygłuszenie z wnętrza obudów. Oryginały nigdy nie były zbyt skuteczne. W ich miejsce zastosowali współczesną włókninę dobrego gatunku.

I tak odrestaurowanych monitorów miałem możliwość posłuchać u kolegi w domu.

 

Wrażenia z odsłuchu

 

To nie jest klasyczny, regularny test odsłuchowy, więc nie będę się na temat ich brzmienia nadmiernie rozpisywał. Postaram się tylko odrobinę przybliżyć moje wrażenia.

Słuchałem ich przez niecałą godzinę i tylko w towarzystwie jednego wzmacniacza, ale za to z dwóch różnych źródeł dźwięku. Pierwszym był komputer, a drugim odtwarzacz CD Technicsa z końca lat 80-tych.

Jak już wspomniałem, kolega jest zdeklarowanym wielbicielem sprzętów Unitry dlatego wzmacniacz również pochodzi od tego producenta. Jest nim legendarna KLEOPATRA.

W ciągu ostatniego roku miałem okazję słuchać kilku polskich wzmacniaczy z tamtego okresu i mam na ich temat raczej mieszane uczucia (nie o wszystkich), ale uczciwie przyznaję że Kleopatry ostatni raz słuchałem około 1977 roku i nie bardzo pamiętam jakie prezentowała brzmienie.

I tu muszę zaufać mojemu koledze, który twierdzi że Kleopatry dysponowały dźwiękiem znacznie cieplejszym i dokładniejszym niż pozostała większość konstrukcji Unitry w tamtym czasie.

Biorąc pod uwagę zdanie wspomnianego kolegi i wierząc mu bez zastrzeżeń, muszę przyznać że taki komplet, czyli Kleopatra i Zg40c9, może zrobić na słuchaczu spore wrażenie,

 

Bas nie jest zbyt głęboki. Nie dudni i nie rozlewa się w niekontrolowany sposób. Należy wszakże do gatunku basów miękkich i niezwykle miłych dla ucha. A jednak przez cały czas pozostaje czytelny.

Wysokich tonów jest sporo, jak przystało na głośniki z lat 70-tych i jeżeli trafi się na kiepską realizację nagrań, to ich dźwięk może stać się nazbyt szklisty i ostry. W trakcie słuchania kilku różnych gatunków muzycznych przygotowanych przez właściciela sprzętu, zjawisko takie jednak ani razu nie wystąpiło.

Jedyne pasmo do którego mógłbym się nieco przyczepić to tony średnie. Jak na mój gust były odrobinę zbyt sztywne. Gdyby nadać im nieco więcej, zaledwie szczyptę miękkości, to myślę że cała prezentacja bardzo by na tym zyskała.

 

Deklarowana przez producenta moc tych monitorów to zaledwie 40W. Nigdzie nie znalazłem danych dotyczących skuteczności. Dawno już przestałem zwracać uwagę na dane techniczne głośników i wzmacniaczy bo zazwyczaj są zawyżane, a nawet przekłamywane.

W tym przypadku te 40W gra tak, jakby było to co najmniej 80W.

Nawet wziąwszy pod uwagę wielkość obudów i ich wagę (21kg/szt) to i tak siła dźwięku zaskakuje.

 

Ciekawe, duże monitory o interesującym brzmieniu.

Warte uwagi.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

 

Napisz komentarz