Przejdź do treści
Wczytuję...

Porysowane płyty CD - Czy można je uratować?

Something with HTML textformat

Porady i Sposoby

Kiedy na świecie po raz pierwszy pojawiły się płyty CD, były reklamowane jako niezniszczalny, wieczny nośnik. I świat w to uwierzył.

Dopiero po kilku latach badania wykazały, że po pierwsze z pewnością nie jest niezniszczalny, a po drugie na pewno nie jest także wieczny. Okazało się, że pierwsze serie płyt miały ograniczony czas przydatności, po którym dźwięk miał powoli tracić swoją jakość. Naukowcy zaalarmowali konsumentów, że prawdopodobnie proces powolnego zanikania dźwięku zacznie się po mniej więcej 25-ciu latach od daty produkcji.

Pierwszym producentem płyt, który zareagował na te rewelacje, była firma SONY. Oświadczyła, że co prawda płyty CD rzeczywiście nie będą tak długowieczne jak się początkowo wydawało, ale te pochodzące z tłoczni należących do SONY mają utrzymywać wszystkie parametry przez 50, a może nawet przez 60 lat. W dodatku firma pracuje nad wydłużeniem tego okresu.

Plotka głosi, że rzeczywiście egzemplarze pochodzące z lat 90-tych mogą wytrwać znacznie dłużej. Może nawet i 100 lat. Ale nikt już chyba nie prowadzi badań mających na celu demaskowanie takich pogłosek. Nikomu już na tym tak bardzo nie zależy.

Wystarczy świadomość, że raz kupiona płyta z pewnością przeżyje swojego właściciela.

 

Pod warunkiem, że będzie o nią dbał.

Znam całą masę ludzi, którzy kompletnie nie dbają o swoją płytotekę. Wyjęte z pudełek płyty walają się byle gdzie, często tworząc malownicze sterty. Są stale przesuwane po blatach komód, stolików, czy nawet po obudowach odtwarzaczy. Pokrywają się kurzem, matowieją.

Niektórzy z tych ludzi są nawet moimi bliskimi znajomymi. Kiedyś próbowałem im tłumaczyć, że takie traktowanie płyt powoduje ich błyskawiczne zniszczenie, ale moje tyrady odbijały się od nich jak od ściany. Twierdzili, że jeżeli któryś egzemplarz zniszczy się już tak mocno, że odtwarzacz nie będzie sobie radził z odczytem, to po prostu nabędą nowy.

No i dobrze. Skoro kogoś stać na to, by co kilka lat kupować ten sam tytuł, to jego sprawa.

Tyle, że tak było kiedyś. W ostatnich latach niektóre albumy są stosunkowo trudno dostępne i nie da się już w każdej chwili wpaść do sklepu ze świadomością że kupi się to co się zamierzało. W sklepach jest mniejszy wybór, a i samych sklepów prowadzących sprzedaż płyt jest mniej niż kiedyś.

 

Ja zawsze bardzo dbałem o swoje płyty. Teraz dbam o nie jeszcze bardziej. Wiem że niektórych z nich już nigdzie nie dostanę. Nawet za duże pieniądze.

Więc dbam, chucham i dmucham.

Zdarza się, że ktoś z moich znajomych prosi mnie o wypożyczenie mu którejś z moich płyt. Robię to niechętnie. Nie lubię się z nimi rozstawać. Ale jeżeli wiem, że osoba prosząca o wypożyczenie jest równie jak ja ostrożna i szanująca takie rzeczy, to oczywiście pożyczam. Co prawda z bólem (mam nadzieję, że dobrze ukrywanym).

Jeśli jednak mam podejrzenie, że moja płyta będzie poniewierana po całym mieszkaniu i według wszelkiego prawdopodobieństwa wróci do mnie porysowana, to odmawiam. Trudno. Nieważne, że wychodzę na chama. Ale eliminuję w ten sposób ryzyko zniszczenia czegoś co dla mnie jest bardzo ważne.

 

Pomimo tego, że dbam o swoje płyty w sposób niemal graniczący z nerwicą natręctw, to jednak i w moich zbiorach można znaleźć lekko uszkodzone egzemplarze. Niektóre mają już ponad 30 lat i nie były kupowane jako fabrycznie nowe. Pochodzą z drugiej ręki i poprzedni właściciele najwyraźniej nie dbali o nie zbyt poważnie. Mam też takie, które to ja niechcący uszkodziłem, kiedy przy próbie wyjęcia ich z pudełka wymykały mi się z ręki i spadały na podłogę, niejednokrotnie obijając się o obudowę odtwarzacza, lub stolika ze sprzętem.

Moja wina.

Myślę, że każdemu, nawet najbardziej ostrożnemu płyto-maniakowi również przydarzały się takie przykre niespodzianki.

 

Dlatego postanowiłem opisać kilka sposobów umożliwiających częściowe lub całkowite pozbycie się niechcianych zarysowań.

 

Usuwanie zarysowań z warstwy poliwęglanowej (strona zapisu)

 

Pierwszym i najlepszym sposobem jest przekazanie porysowanych egzemplarzy specjalistom.

Istnieją firmy, które potrafią usunąć nawet trudne i głębokie rysy uniemożliwiające odczyt. Skuteczność profesjonalnego procesu usuwania to nawet 95%.

Zazwyczaj odbywa się to z użyciem specjalnych urządzeń, które rozgrzewają wierzchnią powierzchnię poliwęglanową, będącą czymś w rodzaju warstwy ochronnej. Poliwęglan nagrzany do odpowiedniej temperatury jest w stanie samoczynnie zniwelować mniejsze i średnie rysy. Następnie, po ostygnięciu, powierzchnia poliwęglanowa jest polerowana, aż do uzyskania gładkiej, lśniącej postaci.

Natomiast, jeżeli płyta jest uszkodzona dosyć głęboko i nie mówimy już o rysach czy zarysowaniach, ale o głębokiej bruździe, to jakakolwiek zastosowana metoda usuwania, może nie przynieść rezultatu.

Chociaż przyznam, że słyszałem jakoby specjaliści z dużym doświadczeniem potrafili sobie czasem poradzić i z takim problemem.

 

Można także próbować samodzielnie pozbyć się drobnych zarysowań, mniejszych i średnich rys, lub zmatowień.

Półprofesjonalną (ale nadal domową) metodą jest użycie specjalnego zestawu czyszczącego.

Można gdzieniegdzie kupić taki komplet w którego skład najczęściej wchodzi ultra-drobny papier ścierny lub pasta polerska, oraz dwie bardzo miękkie ściereczki. Jedna do usuwania pyłu powstającego w trakcie ścierania, a druga do dokładnego wypolerowania powierzchni poliwęglanowej. Zakupienie takiego zestawu nie jest w dzisiejszych czasach najłatwiejsze, ale jednak możliwe.

Natomiast jeżeli nie można nigdzie zakupić specjalnego „kitu” regeneracyjnego, to pozostają wyłącznie domowe, amatorskie działania.

Niektóre z nich są zaskakująco skuteczne.

 

Ja zawsze zaczynam od dokładnego umycia płyty (od strony zapisu).

Używam w tym celu normalnego płynu do mycia szyb. Istotne żeby był produkowany z dodatkiem spirytusu a nie amoniaku, ponieważ amoniak może doprowadzić do trwałego zmatowienia powierzchni poliwęglanowej.

Kilka razy już zdarzyło mi się, że po umyciu płyty w ten sposób i wypolerowaniu jej do połysku, okazywało się, że niczego więcej nie trzeba już robić. To co brałem za lekkie zmatowienie, było po prostu nalotem utworzonym przez najdrobniejsze cząsteczki kurzu, którego przenikają również do zamkniętego opakowania. A ponieważ w każdym pomieszczeniu mieszkalnym w powietrzu unoszą się także różnego rodzaju substancje zawierające mikrocząsteczki tłuszczu, to kurz w połączeniu z tłuszczem tworzą mieszankę, która przywiera do płyt powodując wrażenie ich zmatowienia. Taki nalot może utrudniać odczyt.

Co jakiś czas dobrze jest poddać takiemu myciu wszystkie płyty znajdujące się w domowej kolekcji.

Jeżeli mycie i wytarcie płyty nie zdoła usunąć zabrudzeń i drobnych rys, wówczas sięgam po ostrzejsze środki. Moimi ulubionymi są: ultra delikatne mleczko do polerowania karoserii samochodowych i bardzo miękka ściereczka z mikrofibry. Ten komplet wielokrotnie już znakomicie sprawdził się u mnie.

 

Wiele osób korzysta z innych rozwiązań.

Często można znaleźć informacje, że dobrze sprawdza się pasta do zębów. Najzwyklejsza, nie zawierająca mikrogranulek czy podobnych substancji ściernych.

W przypadku korzystania z pasty istnieją dwie metody.

Część internautów moczy płytę pod kranem, a następnie wilgotną miękką ściereczką pokrytą niewielką ilością pasty pociera płytę uważając by tarcie nie było zbyt mocne. Następnie ponownie opłukują płytę w wodzie i wycierają do sucha inną miękką ściereczką, która jednocześnie służy do dodatkowego polerowania.

Inni robią to metodą „na sucho”. Bez użycia wody. Także używają dwóch ściereczek (suchych) ale z mniejszą ilością pasty do zębów i delikatniejszym dociskaniem ich do powierzchni płyty.

Podobno obie metody sprawdzają się bardzo dobrze.

 

Jeszcze innym sposobem jest umycie płyty w wodzie z mydłem lub płynem do mycia naczyń, a następnie wypolerowanie jej miękką ściereczką. Ta metoda nie usuwa rys, ale wypłukuje z nich zgromadzony brud, co często ułatwia laserowi odczyt. Jedynym minusem takiej metody jest konieczność dosyć częstego powtarzania czynności myjących.

 

Słyszałem także o metodzie używanej przez wyjątkowo śmiałych kolekcjonerów. Śmiałych, odważnych i mających bardzo wrażliwy zmysł dotyku.

Dwa rodzaje papieru ściernego! Jeden bardzo delikatny, drugi jeszcze delikatniejszy, a poza tym miękka ściereczka. Ten typ zacierania rys wymaga dużej ilości wody, ponieważ wstępne i końcowe polerowanie papierem odbywa się na mokro. Podkreślam: na mokro a nie na wilgotno. Następnie płytę można osuszyć choćby miękkim ręcznikiem papierowym, a potem użyć miękkiej mikrofibry w celu wypolerowania płyty do pełnego połysku. Zastosowanie takich czynności wymaga wielkiego skupienia i bardzo ostrożnego tarcia. Podobno sprawdza się przy zacieraniu rys o średniej głębokości.

 

Czytałem także o metodzie zapożyczonej z dawnych czasów. Jeszcze wciąż korzystają z niej zegarmistrzowie. Służy do usuwania rys i zmatowień ze szkiełek pokrywających tarcze zegarków.

Ten sposób również wymaga dużych ilości wody. Oraz delikatnego, bardzo miękkiego kawałka skóry. Dociskając z wyczuciem zmoczoną skórę do mokrej płyty, można usunąć większość drobnych zarysowań. Niestety głębszych, a nawet średnich rys nie da się usunąć w ten sposób.

 

Ostatnim i najbardziej inwazyjnym sposobem na przywrócenie płyt do dobrego stanu, jest zastosowanie narzędzi elektrycznych. A konkretnie jednego narzędzia wyposażonego w kilka końcówek. Metoda dla odważnych!

Na elektryczne narzędzie służące do polerowania np. karoserii samochodowych nakładają specjalną miękką gumę. Następnie powlekają płytę cienką warstwą samochodowej pasty polerskiej i rozpoczynają czynność polerowania. Po zakończeniu pierwszego etapu, na urządzenie nakładają miękki filc w ten sposób dopolerowują powierzchnię płyty do połysku.

Moim zdaniem nie jest to sposób przemyślany ani bezpieczny dla płyty.

Urządzenie, które działa zgodnie z ruchem wirowym może tylko dokonać jeszcze większych zniszczeń.

 

Usuwanie rys i ubytków farby na stronie zadrukowanej (uszkodzenie nadruku poligraficznego)

 

Z pewnością jednym z najgorszych uszkodzeń jest zarysowanie, lub obtłuczenie płyty po odwrotnej stronie zapisu. Czyli tam gdzie zazwyczaj są nadruki wykonane poligraficznie.

Ubytek powstały na tej odwrotnej stronie płyty powoduje, że laser widzi go jako najzwyklejszą dziurę i zawiesza się w tym miejscu lub przechodzi w tryb Error lub No Disc.

Mam dwie lub trzy płyty z takim rodzajem uszkodzenia.

Jak sobie z tym poradzić samodzielnie?

Dosyć prosto. Kiedyś widziałem naklejki, które pokrywały całą odwrotną stronę płyty i dzięki temu zakrywały wszystkie drobniejsze lub większe ubytki. Laser nie miał z nimi najmniejszego kłopotu i można ich było słuchać bez problemów. Ale nie zawsze. Odtwarzacze wysokich klas, posiadające bardzo precyzyjne mechanizmy o małej tolerancji na grubość płyt, najczęściej ich po prostu nie odczytywały, a nawet jeżeli zaczynały odtwarzanie to po kilku minutach przechodziły w stan Error.

Ja wypraktykowałem inną metodę. Wyposażyłem się we flamaster z niezmywalnym tuszem w kolorze metalizowanego srebra. Wspomnianym flamastrem zamalowuję ubytki i laser na ogół odbija się od takiej pomalowanej warstwy, jakby nie było w tym miejscu żadnego uszkodzenia.

Zdarza się, że co jakiś czas trzeba poprawić proces zamalowywania.

Ale mogę korzystać z tych płyt i to jest najważniejsze.

 

Zalecenia

Wszystkie zebrane w tym artykule sposoby usuwania rys, dotyczą wyłącznie klasycznych płyt Audio CD. Ten typ nośnika powstaje w procesie tłoczenia rowków zawierających zapis dźwiękowy w płytce wykonanej z cienkiego metalu. Następnie wytłoczona powierzchnia jest pokrywana warstwą poliwęglanową, co ma ją zabezpieczać przed większymi uszkodzeniami. Na odwrotną stronę płyty nanosi się poligraficzny nadruk informujący o wykonawcy, tytule albumu, wytwórni itp.

Płyty CD-R i CD-RW są znacznie bardziej podatne na uszkodzenia, ponieważ nie posiadają żadnej warstwy zabezpieczającej. W dodatku zapis na takich płytach powstaje w wyniku „wypalania rowków” przez światło lasera. Powierzchnia zapisu nie tylko jest dosyć miękka, ale także nie tak trwała jak w przypadku płyt tłoczonych.

 

Czyszczenie płyt Audio CD (tłoczonych) powinno zawsze odbywać się w taki sam sposób, niezależnie od przyjętej metody.

Zawsze należy doczyszczać i polerować uszkodzoną, zarysowaną płytę, pocierając szmatką od środka płyty (otworu który znajduje się na środku) do krawędzi zewnętrznej.

NIGDY nie należy przecierać płyt ruchem dookólnym (wzdłuż rowków zapisu) ponieważ może to spowodować większe uszkodzenia, które nie będą już możliwe do wyeliminowania.

Płyty CD-R lub CD-RW można lekko przecierać delikatnym płynem myjącym (płyn do mycia szyb z dodatkiem spirytusu) także przesuwając szmatkę od środka ku krawędzi zewnętrznej.

Jakakolwiek próba mocniejszego tarcia może w przypadku płyt CD-R i CD-RW doprowadzić do całkowitego uszkodzenia zapisanych rowków.

 

Uwagi końcowe

Pomimo istnienia wielu sposobów usuwania zarysowań z płyt CD z których jedne dają całkiem niezły rezultat, inne mogą tylko pogorszyć sytuację, najlepiej jednak nie dopuszczać do powstawania uszkodzeń.

 

Najczęstszymi błędami użytkowników płyt są:

wyjmowanie ich z oryginalnych opakowań i przechowywanie luzem (często w stertach)

wyjmowanie ich z oryginalnych opakowań i przechowywanie w zbiorczych opakowaniach.

Kładzenie płyt w taki sposób, że żeby je podnieść trzeba je przesunąć po powierzchni na której leżą.

Kładzenie płyt stroną zadrukowaną w dół.

 

Ten ostatni błąd jest zarazem najbardziej niszczący. O ile pokryta poliwęglanem strona zapisu może być jeszcze odratowana, to dziury i głębokie rysy powstałe na zadrukowanej stronie, częstokroć kwalifikują płytę do wyrzucenia. Zwłaszcza jeżeli rysa-bruzda jest na tyle głęboka, że uszkodziła wytłoczone rowki.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

 

 

 

Odpowiedz