Przejdź do treści
Wczytuję...

Głośniki dwu, czy trójdrożne? Które wybrać?

Something with HTML textformat

Głośniki dwu, czy trójdrożne?

Które wybrać?

Nie odpowiem na to pytanie. Każdy musi je zadać sobie sam. A następnie samodzielnie dokonać wyboru. Oczywiście nie na podstawie dziesiątek, czy setek opinii przeczytanych lub zasłyszanych.

Jedynym kryterium wyboru, powinien być nasz słuch i nasz gust. Każdy człowiek słuchając muzyki zwraca uwagę na interesujące go, lub fascynujące elementy dźwięku. Dla niektórych słuchaczy najważniejsze jest naturalne brzmienie fortepianu, dla innych saksofonu. Jeszcze inni lubują się w dokładnym przekazie metalicznie dźwięczących talerzy perkusyjnych oraz brzmieniu bębnów. Werbla, kotła, półkociołków itp. Bywa, że koncentrując się na jednym, konkretnym aspekcie dźwięku, jego maksymalnemu zbliżeniu do ideału, zapominają o całej reszcie. A właściwie nie tyle zapominają, co raczej ignorują.

Czy to słuszne podejście?

Nie zawsze. Wszystko zależy od poziomu elektroniki i głośników które posiadamy, albo które zamierzamy zakupić. Większość ludzi jest zawsze ograniczana przez budżet. Im jest on mniejszy, tym większe będą kompromisy w stosunku do jakości dźwięku.

Doświadczenie wielu lat słuchania, nauczyło mnie, że nawet bardzo niedrogie wzmacniacze w połączeniu ze stosunkowo tanimi kolumnami, potrafią czasem doskonale odtworzyć pewną część pasma. Dlatego właśnie na takich niedrogich połączeniach, niektóre instrumenty potrafią zabrzmieć całkiem przekonująco, a niektóre wydają się w jakiś sposób zniekształcone, a nawet niemal syntetyczne.

Niemal zawsze tak bywa, że inny niedrogi zestaw odtworzy lepiej brzmienie instrumentów, które poprzednio słuchany system potraktował po macoszemu. Jednocześnie nie potrafi sobie poradzić z tym co poprzednik zaprezentował wzorcowo.

Im wyższa klasa elektroniki (wzmacniacz, odtwarzacz) oraz głośników, tym więcej instrumentów zabrzmi poprawniej. Jednocześnie wraz z każdym skokiem cenowo-jakościowym, maleje liczba dźwięków przekazywanych w nienaturalny, czy nawet niewłaściwy sposób.

Myślę, że dla większości naszych czytelników nie jest to żadną tajemnicą ani zaskoczeniem.

 

Tyle, że pytanie zawarte w tytule niniejszego artykułu dotyczy trochę innych rozterek, które przeżywają osoby chcące wyposażyć się w nowe głośniki. Nieważne czy nowe fabrycznie, czy z drugiej ręki. Istotne, że nowe w domowym systemie.

Które wybrać? Które zagrają lepiej? Dwudrożne, czy trójdrożne?

Znam ludzi, którzy uparcie twierdzą, że jedyną konstrukcją pozwalającą na uzyskanie pełnego spektrum dźwięku, są głośniki trójdrożne. Tłumaczą to tym, że każdy zakres, czyli tony wysokie, średnie i niskie, jest obsługiwany przez osobną membranę. Pozwala to uniknąć efektu „przenikania” niektórych częstotliwości, który mógłby zafałszowywać dźwięk.

Oczywiście mają na myśli błędne ich zdaniem stosowanie membran, które jednocześnie obsługiwałyby tony średnie i niskie.Tym samym, krytykują typowe konstrukcje dwudrożne.

Każdy ma prawo do własnego zdania i do własnych przemyśleń.

 

Druga grupa słuchaczy uważa, że dobrze zaprojektowane konstrukcje dwudrożne, są w stanie oddać całą informację zawartą na słuchanym nośniku. Nieistotne, czy chodzi o płytę CD, płytę analogową (winylową), czy nowsze technologie jak choćby streaming.

Należy pamiętać, że głośniki/kolumny trójdrożne wcale nie muszą mieć konkretnie trzech membran.

Cała masa kolumn występujących na rynku jest „uzbrojona” w cztery, pięć, lub nawet więcej membran. W takich przypadkach zazwyczaj są to kolumny trójdrożne, gdzie niektóre membrany są elementami biernymi, albo nawet atrapami, a niektóre są ze sobą sprzężone i w jednym momencie wykonują tą sama pracę. Oczywiście takie przesadne szpikowanie kolumn mnogością membran, ma na ogół za zadanie stworzenie swoistej iluzji. Chodzi o przekonanie potencjalnych nabywców, że wybrany przez nich głośnik to „bestia”, która poradzi sobie doskonale z każdym rodzajem muzyki i z każdym pomieszczeniem w którym przyjdzie jej grać.

W ten sposób projektuje się i produkuje kolumny z niższych półek cenowych. Ktoś zapyta; jak mogą być niskie i tanie, skoro zainwestowano w aż takie ilości membran?

Odpowiedź jest prosta i oczywista. Najzwyczajniej w świecie te membrany są marnej jakości, a przez to tanie i producenta niewiele kosztuje wyposażenie swojego produktu w całą baterię takich niedrogich „przyciągaczy” wzroku.

Pomijając tego typu sztuczki stosowane w tanich kolumnach, zdarza się, że uznani i cieszący się doskonałą opinią producenci kolumn, również uzbrajają swoje modele w dużą ilość membran. Tyle, że w takich przypadkach jest to rozwiązanie dokładnie przemyślane konstrukcyjnie i akustycznie i wszystkie membrany biorą realny udział w generowaniu dźwięku. Czyli mówiąc prostym, zrozumiałym językiem, nie są atrapami.

Z kolei konstruktorzy głośników dwudrożnych, nie mogą uciekać się do żadnych wizualnych sztuczek. Siłą rzeczy muszą tak zaprojektować całą konstrukcję, by dobrze działała z najmniejszą możliwą ilością membran. 

Osobiście, jestem zwolennikiem kolumn lub monitorów o konstrukcji dwudrożnej.

Właściwie trudno mi to wytłumaczyć, ponieważ we wszystkich moich wyborach dotyczących kompletowania poszczególnych elementów toru audio, zawsze kierowałem się jedynie własnym słuchem. Pisałem już o tym wiele razy. Nigdy nie interesowały mnie nudne szczegóły techniczne, wykresy, pomiary itp. Jeżeli urządzenie lub głośniki, trafiały w mój gust, to cała ta „uczona” otoczka nie miała najmniejszego znaczenia.

W domu posiadam dwie pary głośników.

Te lepsze i ważniejsze, mają konstrukcję dwudrożną w tzw. układzie d'Appolito. Czyli zainstalowano w nich klasyczny głośniczek wysokotonowy, któremu towarzyszą dwie,sprzężone ze sobą membrany nisko-średniotonowe. Obie takie same, tych samych rozmiarów i o dokładnie identycznych parametrach. Te kolumny nie mają membrany niskotonowej (basowej), bo właśnie dwa nisko-średniotonowce załatwiają sprawę basu w sposób całkowicie wystarczający. I chociaż na pierwszy rzut oka wydadzą się laikowi kolumnami trójdrożnymi, to jednak jest to konstrukcja jak najbardziej dwudrożna.

Efekt brzmieniowy jest wręcz zaskakująco dobry.

W drugim miejscu, przeznaczonym do słuchania muzyki w skupieniu, zwanym przeze mnie „samotnią” mam małe monitorki, które również są konstrukcją dwudrożną. I to w najbardziej klasycznej postaci. Jeden głośniczek wysokotonowy i jeden nisko-średniotonowy. Mimo, że to naprawdę niewielkie monitorki, to basu i każdego innego pasma w nich nie brakuje. Potrafiły zaskoczyć swoją sprawnością i dynamiką wielu moich znajomych, którzy początkowo byli do do nich nastawieni bardzo sceptycznie.

Dodam, że o ile w pokoju o powierzchni ok 12m grają doskonale, to sprawdzałem je również w blisko 40-to metrowym salonie i też dawały radę. Miałem wrażenie, że dźwięk dobywa się z co najmniej średnich, bardzo przyzwoitych podłogówek.

 

Dlatego nie potrafię i nawet nie próbuję odpowiedzieć na pytanie stawiane przez wielu klientów. Nie chcę sugerować ani zakupu trójdrożnych, ani dwudrożnych głośników. Tym bardziej, że cena kolumn i monitorów absolutnie nie zależy od ilości zastosowanych w nich membran.

Liczy się jakość zastosowanych komponentów, od skrzynki (obudowy) zaczynając, a na membranach i zwrotnicach kończąc. Chodzi o to, żeby dobierając odpowiednie podzespoły stworzyć możliwie najlepiej brzmiącą kolumnę podłogową, lub monitor. I to cała filozofia...

Konkluzja

Nie sugerujcie się ilością membran, czyli jak mawia mój znajomy „ilością głośników w głośnikach”.

Po prostu zanim wybierzecie dla siebie głośniki, które być może będą Wam towarzyszyć w życiu przez wiele lat, posłuchajcie przed zakupem kilku, lub nawet kilkunastu modeli o różnej konstrukcji.

Kupcie te, które Waszym zdaniem grają najlepiej.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz