Przejdź do treści
Wczytuję...

Amatorskie przeróbki wzmacniaczy stereofonicznych

Something with HTML textformat

 

Czym się kończą?

 

Wiele osób posiada wzmacniacze z których nie jest zadowolona. Nie chodzi o wygląd, bo na to niewiele można poradzić. Co prawda zawsze możliwe są drobne zmiany kosmetyczne. Wielokrotnie już widywałem wzmacniacze w których ktoś wymieniał np. gałki i przyciski.  Chodziło o to żeby miały inny odcień, lub po prostu całkowicie inny fason.

Czasem takie zmiany rzeczywiście poprawiały urodę urządzeń. Ale bywa, że nadmiar zmian i użycie mało dopasowanych kolorystycznie elementów doprowadzały do sytuacji, kiedy tak „przerobiony” designersko wzmacniacz wyglądał jakby poddano go tzw. „wiejskiemu tuningowi”.

Ale o gustach przecież się nie dyskutuje. Nawet nie wypada krytykować czegoś, co być może nam się nie podoba, ale dla osoby która dokonała zmian wizualnych w sowim sprzęcie, jest to szczyt elegancji. W końcu to właściciel sprzętu ma być z niego zadowolony.

 

Natomiast wygląd wzmacniaczy nie jest parametrem stosowanym do oceny ich brzmienia.

A to właśnie brzmienie, jest tym z czego często posiadacze takich urządzeń są niezadowoleni. Chcieliby tak poprawić swoje „klocki”, żeby uzyskać możliwie jak najlepsze brzmienie polegające na większej dokładności szczegółów, bardziej naturalnym dźwięku, ciekawszej stereofonii i przestrzenności.

Rozsądny posiadacz wzmacniacza orientuje się, że z pewnością wiele można poprawić poprzez wymianę wszystkich elektrolitów na lepszej jakości niż oryginalne/fabryczne (kondensatorów, rezystorów czy nawet tranzystorów), można wymienić lub poprawić sekcję zasilania.

Ale rozsądny posiadacz wzmacniacza ma także świadomość, że po takich zabiegach jego wzmacniacz będzie (w większości przypadków) miał lepszą kontrolę basu, ciekawiej brzmiące wysokie tony, być może nawet średnica stanie się nieco bardziej przejrzysta. Lecz wszystkie te czynności nie zmienią w zasadniczy sposób ogólnego charakteru prezentacji wzmacniacza. Nie zmienią tzw. filozofii dźwięku jaką posłużył się konstruktor, który dane urządzenie projektował.

Nie można ze wzmacniacza nisko lub średnio budżetowego wycisnąć jakości i rozdzielczości prezentowanej przez wzmacniacze kosztujące kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Cudów nie ma.

 

A mimo to wciąż ktoś próbuje...

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że za takie próby zabierają się najczęściej amatorzy.

W najlepszym przypadku są to ludzie, którzy mają za sobą pewną podstawową wiedzę elektroniczną wyniesioną ze szkół średnich o takim profilu, ale z zawodem elektronika nie mieli zbyt wiele wspólnego. Podstawowa wiedza to rzecz ważna. Natomiast bez doświadczenia praktycznego niewiele znaczy. I to doświadczenia wynikającego z wielu lat pracy.

Czasem zaglądam na popularne fora internetowe stworzone przez fascynatów elektroniki i dla takich samych fascynatów przeznaczone.

Można tam znaleźć tematy dotyczące klasycznych, często występujących usterek nękających wzmacniacze, odtwarzacze, gramofony itp. Przede wszystkim chodzi o wady urządzeń popularnych, sprzedawanych kiedyś w dużych ilościach. Ale również na takich forach można wyszukać informacje o sprzętach z górnych półek cenowych, które w polskich domach spotykane są znacznie rzadziej.

Większość założonych wątków zazwyczaj poświęcona jest sposobom usuwania drobnych usterek a także dosyć poważnych awarii sprzętu audio.

Trzeba przyznać, że stali użytkownicy takich for internetowych, to często ludzie o dużej wiedzy elektronicznej. To oni starają się pomóc mniej doświadczonym kolegom. Podsuwają konkretne i fachowe metody rozwiązywania problemów, podpowiadają rodzaje podzespołów jakie należy wymienić, ich wartości i kolejność czynności jakie należy wykonać, żeby cała naprawa przebiegała sprawnie i zgodnie ze sztuką serwisowania określonych urządzeń.

Niejednokrotnie wyszukują dla zainteresowanych schematy elektroniczne dla danego sprzętu. Czasem są to schematy znalezione w internecie, a trzeba wiedzieć że niektórych wcale nie jest tak łatwo znaleźć. Trzeba wiedzieć gdzie i jak szukać. Bywa, że niektórzy z nich posiadają potrzebne schematy w swoich domowych zasobach i nie wzdragają się przed przekazaniem ich potrzebującym całkowicie „pro bono”.

W końcu hobbyści powinni się nawzajem wspomagać... A jeżeli spora część tych hobbystów jest jednocześnie zawodowcami, to warto korzystać z takiej pomocy.

W większości przypadków taki kontakt poprzez forum internetowe pomaga wielu osobom chcącym naprawić swój wzmacniacz. Dlatego są to fora często odwiedzane przez ludzi potrzebujących daleko idącej pomocy w zmaganiu się z krnąbrnymi usterkami.

Oczywiście oprócz porad bardzo fachowych zdarzają się tam pomysły niedorzeczne i fantastyczne.

Zawsze znajdzie się jakiś „mędrzec”, który spostponuje wszystkie poprzednie posty. Wniesie do dyskusji „nową wartość” i „świeże” spojrzenie na całą sprawę. Po kilku dniach na forum robi się zamieszanie i wybucha otwarta kłotnia w której niektórzy forumowicze nie przebierają w inwektywach. Takie sytuacje są zmorą Administratorów strony. Muszą wtedy w pocie czoła usuwać całe posty, lub ich obszerne fragmenty. Niestety jest to normą na każdym forum. Niezależnie od tego jakiej tematyce jest ono poświęcone.

Tyle, że w przypadku for zajmujących się dajmy na to hodowlą motyli, zamieszczanie bzdur nie stanowi specjalnej szkodliwości. Ale już w przypadku sprzętu audio porady umieszczane przez dyletantów i domorosłych geniuszy mogą doprowadzić do sytuacji tragicznych. Jeżeli ktoś z nich skorzysta zanim porada zostanie jawnie skrytykowana i sprostowana przez fachowców, może być już za późno na uratowanie wzmacniacza, czy innego urządzenia.

Działa to w bardzo prosty sposób. Ktoś umieszcza nowy temat dotyczący usterki jego wzmacniacza. I niemal zawsze doczeka się odpowiedzi napisanej przez solidnego, rzetelnego i doświadczonego elektronika. Czasem jednak czekanie na taką odpowiedź może trochę potrwać.

W międzyczasie zdarzy się podpowiedź „mędrca” i niecierpliwy założyciel wątku przystępuje do naprawy zgodnie z wizją jakiegoś fantasty. Bo tamten wie lepiej, bo wiele razy tak właśnie naprawiał i było super.

Szybko okazuje się, że nie tylko usterka nie została usunięta, ale przy okazji inne podzespoły uległy uszkodzeniu.

Dlatego jeżeli ktoś decyduje się na samodzielną naprawę swojego wzmacniacza, a nie bardzo wie jak sobie z nią poradzić, dobrze jest uzbroić się w cierpliwość. Dopiero po kilku postach zorientuje się kto naprawdę chce pomóc i w dodatku zna się na rzeczy, a kto jest osobą kiepsko przygotowaną do udzielania rad, a mimo to nie może się powstrzymać przed ich udzielaniem.

 

Tyle na temat samodzielnych napraw wzmacniaczy.

Ale artykuł miał dotyczyć nieco innego zagadnienia, a mianowicie samodzielnego ulepszania parametrów wzmacniacza.

Celem takich działań jest osiągnięcie lepszego dźwięku.

Nieistotne jest co posiadacz wzmacniacz rozumie przez określenie „lepszy dźwięk”.

Jedni chcą, żeby ich urządzenie miało bardziej naturalne i neutralne brzmienie, bardziej selektywne i kontrolujące każdy zakres, od sopranów poprzez średnicę a na basie kończąc. Inni chcą podbić tony wysokie, bo ich zdaniem są zbyt matowe, lub zbyt ciche. Jeszcze innym przeszkadza zbyt duża lub zbyt mała ilość basu.

Co człowiek to inny gust.

A przecież nie każdego stać na zakup nowego wzmacniacza, który by spełniał ich oczekiwania względem dźwięku. Zwłaszcza w przypadku miłośników daleko posuniętej naturalności, zakup wiązałby się ze stosunkowo dużym wydatkiem, bo fan takiego brzmienia musiałby sięgnąć do urządzeń zaliczanych do strefy audiofilskiej.

Dlatego całkiem spora liczba osób próbuje przystosować do swoich oczekiwań, posiadany dotychczas wzmacniacz. Bywa też i tak, że jest to wzmacniacz niedawno kupiony z drugiej ręki, a który miał być sprzętem grającym w upragniony sposób. Jeżeli jednak nie gra zgodnie z oczekiwaniami, posiadacz zaczyna się zastanawiać jak go samodzielnie przerobić. A nuż się uda i będzie grał jak senne marzenie?

I wówczas również pada pytanie na hobbystycznym forum internetowym o sposób dokonania cudu. Zawsze osoba zainteresowana przeróbką swojego wzmacniacza podaje jego firmę, numer modelu i precyzuje swoje oczekiwania.

Na ogół otrzymuje porady, które nie do końca są dla niej satysfakcjonujące. Wymiana wszystkich elektrolitów pochodzących od firm X oraz Y nie zmieni brzmienia na tyle, żeby uzyskać pożądany efekt.

Zawsze wśród wielu podpowiedzi zdarza się taka, która proponuje nie tylko wymianę elektrolitów, ale także dokonanie zmian w napięciach zasilających poszczególne sekcje.

Co prawda nie są to działania, które przewidział konstruktor danego urządzenia, ale wysokiej klasy fachowcy potrafią coś delikatnie podkręcić, coś innego odciążyć i czasem rzeczywiście udaje im się uzyskiwać nieco lepszy dźwięk. A skoro za coś takiego biorą się doświadczeni fachowcy, to nie będą niczego na siłę „śrubować i podrasowywać”. Wiedzą na jakim etapie zakończyć ingerencję.

 

Ale na forach zdarzają się również „wybitni tuningowcy”, którzy zachęcają do eksperymentowania. Do mocniejszego podkręcania poszczególnych sekcji. Do dociążania prądem tranzystorów itp. Takie zbyt śmiałe i wykonywane bez należytej wiedzy eksperymenty, kończą się zazwyczaj smutno. Z urządzenia, które dźwiękowo nie do końca spełniało oczekiwania właściciela, zostaje samo urządzenie. Bez dźwięku, a często także bez zasilania.

Stare powiedzenie mówi - „Jak trwoga to do Boga”.

Po takich samodzielnych, skrajnie nieudanych ingerencjach w elektronikę wzmacniacza, pozostaje próba uzyskania pomocy w dobrym serwisie elektronicznym.

Oczywiście wstyd jest się przyznać, że coś się samemu dłubało i spowodowało to śmierć kliniczną urządzenia. Po prostu mówi się, że urządzenie „nagle” przestało działać. Doświadczeni technicy w końcu dojdą do tego co było w środku przerabiane. Jednak im więcej czasu im to zajmie, tym większy będzie koszt przywrócenia urządzenia do ustawień fabrycznych, a co za tym idzie do sprawności. O ile w ogóle będzie to jeszcze możliwe.

Znacznie rozsądniej (i taniej) jest od razu przyznać się do tego, że samemu uszkodziło się wzmacniacz w trakcie przeprowadzania eksperymentów, które miały podnieść poziom jakości jego dźwięku. Wstyd lepiej w takich przypadkach schować do kieszeni. Szczerze i kompleksowo opisać wszystkie wykonane przez siebie czynności. Szansa na uratowanie wzmacniacza przed złomowaniem znacznie wtedy wzrasta.

Mimo to zdarzają się wzmacniacze tak dalece uszkodzone przez nieprzemyślane przeróbki, że już nie sposób ich uratować. Wtedy czeka je już tylko elektro-złom, a dotychczasowego właściciela czekają poszukiwania wzmacniacza który od początku będzie spełniał jego i trafi dokładnie w jego gust...

 

Marek „Maro” Kulesza

 

 

 

Odpowiedz