Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

   O tym zagadnieniu pisałem już jakiś czas temu, ale doświadczenia ostatnich kilku tygodni zmusiły mnie do poświęcenia jeszcze jednego artykułu na ten temat.

Częściej niż zazwyczaj odwiedzali nas klienci, którzy niedawno zakupili na portalach aukcyjnych klocki audio różnego rodzaju. Szczególnie mocno reprezentowana była grupa wzmacniaczy stereofonicznych. Niektóre z nich wymagały niewielkich napraw, lub konserwacji. Słusznie, bo większość sprzętów oferowanych „z drugiej ręki” w internecie, może (ale niekoniecznie musi) posiadać jakieś drobne mankamenty, lub poważniejsze wady. Nie dotyczy to tylko ogólnego stanu wizualnego, ale również, i to może okazać się problematyczne, elektroniki.

Takie uszkodzenia niejednokrotnie są trudne do usunięcia. Zdarzają się, choć na szczęście niezwykle rzadko, usterki niemożliwe do usunięcia. Dlatego sprzęt zakupiony poprzez portal aukcyjny trzeba koniecznie i w szybkim czasie, bardzo dokładnie sprawdzić. Nie można tego odkładać na później. Na szczęście prawo, jak również regulaminy portali, przewidują możliwość zwrotu zakupionego towaru sprzedającemu, jeżeli nie spełni on naszych oczekiwań, lub wykazuje jakiekolwiek wady, o których sprzedający wcześniej nie informował. Dlatego pośpiech w dokładnym przetestowaniu sprzętu jest istotny, bo na ewentualny zwrot mamy bardzo niewiele czasu.

 

   Ale nie o tym chcę dzisiaj pisać.

Wśród klientów, którzy ostatnio przynosili do nas świeżo zakupione wzmacniacze, kilku zgłaszało nieprawidłowy rodzaj dźwięku. Ich zdaniem był on rozbieżny z tym, jak dany wzmacniacz powinien brzmieć. Oczywiście nasz serwis bardzo poważnie traktuje takie zgłoszenia, bo rzeczywiście niektóre usterki, choć nie wpływają ani na funkcjonalność, ani ogólne działanie sprzętu, potrafią nieco wpłynąć na brzmienie, przejrzystość prezentacji i ogólny charakter dźwięku.

Takie urządzenie od razu sprawdza się na okoliczność tak zwanych „zimnych lutów” a następnie sprawdza kondensatory, rezystory i transformator. Często zdarza się, że nic, ale to kompletnie nic, nie wymaga najmniejszej interwencji technika. Sprzęt gra, wszystko działa jak trzeba.

Działa i gra, ale czy na pewno dobrze? I wtedy zdezorientowani technicy przynoszą nam (obsłudze Vintage Audio Shopu) taki „podejrzany” wzmacniacz do konkretnego, merytorycznego sprawdzenia jego umiejętności brzmieniowych. Naturalności, stereofonii, przejrzystości, przestrzenności i dynamiki. Zawsze zaczynamy od solidnego wygrzania wzmacniacza, a potem przystępujemy do długich odsłuchów. Na różnych głośnikach i różnym materiale muzycznym.

Podchodzimy do tego zadania nadzwyczaj rzetelnie, bo po pierwsze, na nasze uszy liczą koledzy z serwisu, a i klient jest ciekawy naszych opinii.

 

   I w tym momencie zaczynamy dochodzić do sedna.

Okazało się kilka razy w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, że klienci dostarczający do naszego serwisu swoje wypatrzone, pieczołowicie wyszukane i niejednokrotnie bardzo kosztowne wzmacniacze, narzekają na dźwięk.

Na pytanie, czy kiedykolwiek wcześniej mieli, lub słuchali ten typ sprzętu, odpowiadają, że NIE!

Co więc powoduje, że uważają jakoby brzmienie nowo zakupionego klocka nie jest takie, jak być powinno? I teraz część czytelników zapewne się zdziwi. I to bardzo.

Otóż, spora grupa ludzi dokonuje zakupu wyłącznie na podstawie opinii. Tych opinii, jakie całymi stertami dosłownie zaśmiecają fora internetowe poświęcone tematyce audio.

O takich forach także już pisałem, i świadomie piszę raz jeszcze, żeby ich szkodliwość uprzytomnić Bogu ducha winnym ludziom, wierzącym, że na tych forach dyżurują fachowcy wysokiej klasy.

Owszem i tacy tam bywają, ale stosunkowo rzadko zabierają głos, wiedząc, że i tak ich opinie nie będą miały szans z zalewem sterty niepotrzebnych, mylących i wręcz bzdurnych wypowiedzi.

   Coraz wyraźniej uwidacznia się trend pisania „konkretnych” opinii, byle tylko cokolwiek napisać.

I wystarczy, że jedna osoba wyśle „w eter” jakąś niesprawdzoną, pozornie fachową ocenę jakiegoś urządzenia, a już kolejne dwie taką opinie powielają. Do tego za chwilę dołącza się kilka następnych i już czyjaś bardzo subiektywna opinia rozchodzi się koliście, zataczając coraz szersze kręgi. Z czasem taka ocena nabiera cech, potocznej, obiegowej wiedzy na temat wzmacniacza, którego słuchała tylko jedna (ta pierwsza) osoba. O ile w ogóle słuchała, bo czasem mam wrażenie, że część wypowiedzi merytorycznych zawartych na forach internetowych, to „ślepe” opinie.

„Ślepa” opinia, bądź „ślepy” test, to pojęcie stosowane do merytorycznych ocen sprzętu, którego się nigdy nie słuchało. Względnie słuchało, ale zaledwie przez chwilę, na jednym materiale muzycznym, a to absolutnie nie wystarczy, żeby powziąć jakąkolwiek miarodajną opinię o czymkolwiek, a już w szczególności o elementach toru audio.

   Ciekawe, że trend o którym mówimy jest zjawiskiem, które eskaluje od kilku lat. Wcześniej opinie zamieszczane na kilku szanujących się forach audio, wydawały się faktyczne znacznie bardziej miarodajne. Czasem dla czystego „sportu” odwiedzam te fora i dostrzegam wyraźną różnicę. Coraz więcej postów nie jest odpowiedzią na konkretne pytanie zadane przez kogoś zainteresowanego jakimś klockiem, ale jedynie poradą co mógłby kupić „w zamian”.

Irytujące są także rady starające się wmówić komuś, że co prawda sprzęt o który zapytał nie jest zły (i tak nigdy nie jest wystarczająco dobry) ale cała reszta elektroniki, głośników i wszystkiego co pytający posiada w domu, jest do wyrzucenia.

Pojawiły się niezliczone zastępy wszystkowiedzących i osłuchanych w każdym sprzęcie mądral, które wiedzą lepiej, słyszą lepiej i ogólnie są najwybitniejszymi znawcami audio w tej części Galaktyki.

 

   Dlatego drodzy czytelnicy, którzy przymierzacie się do zakupu czegokolwiek z urządzeń audio, nie bazujcie na niczyich opiniach, testach, a już zwłaszcza na wpisach zamieszczonych na internetowych forach.

Zawsze starajcie się wypatrzeć pożądane urządzenie możliwie najbliżej Waszego miejsca zamieszkania. Tak wiem, nieczęsto się zdarza, że taki sprzęt wystawił ktoś mieszkający w tej samej miejscowości. Ale uwierzcie mi, że warto się pofatygować nawet 100, czy 200 kilometrów i osobiście posłuchać wzmacniacza, lub odtwarzacza przed zakupem. Jeżeli sprzedający jest człowiekiem poważnym i godnym zaufania, raczej Wam takiego próbnego odsłuchu nie odmówi.

Możecie również na drodze odsłuchu zweryfikować swoje dotychczasowe wyobrażenie o rodzaju brzmienia prezentowanego przez wybrane urządzenie. Bo jego dźwięk często okazuje się diametralnie inny, niż chcieliśmy.

Jeżeli jednak Sprzedający nie życzy sobie jakichkolwiek wizyt, odsłuchów itp., zawsze można z nim ustalić (oprócz zwyczajowego prawa przysługującego Kupującemu), że jeżeli nam się nie spodoba dźwięk, to bez problemów, tłumaczeń i nerwów, po prostu go odeślemy.

Sprzedawca, który przystanie na taki sposób kupna, z ewentualną możliwością zwrotu, raczej nie jest naciągaczem, ani drobnym cwaniakiem.

 

   Pamiętajcie, że każdy człowiek słyszy dźwięki nieco inaczej. To co dla kogoś jest wyraźne i dokładne, dla innych może być krzykliwe i nadmiernie rozjaśnione. To co jedni słyszą jako plastyczne i naturalne, ktoś inny może odbierać jako zaciemnione i bez wyrazu.

To kwestia nie tylko słuchu, ale i gustu. Bo każdy ma własny i pod tym kątem powinien sobie dobierać wszystkie kolejne klocki audio.

   Ktoś kiedyś napisał i to dosyć dawno, że wzmacniacz NAD 3020 gra niezwykle miękkim, ciepłym, otulającym dźwiękiem. Tymczasem jest po prostu dokładny i wyraźny, ale w sposób miły dla ucha i nienachalny. Na pewno jednak nie jest miękki. Klient który go kupił dla rzekomej miękkości i ciepła, sugerował się obiegową opinią i był rozczarowany rezultatem.

   Ktoś inny nabył Rotela RA12 ufając ocenom internetowym. Wierzył, że wzmacniacz zagra potężnym, dynamicznym, lekko „ciepławym” dźwiękiem. Rzeczywistość okazała się zgoła inna. Zagrał dosyć płasko i ewidentnie mało dynamicznie.

   Inny klient zdobył, po dłuższym czasie poszukiwań Roksana Caspiana. Również poszukiwał dużej dynamiki, głębokiego basu i dużo mięsistego środka z krystalicznie czystym wykończeniem w najwyższym zakresie tonów wysokich. Caspian okazał się uczciwym wzmacniaczem, grającym zgodnie z audiofilską filozofią brzmienia, typową dla danego przedziału cenowo-jakościowego.

Było czysto, nieco klinicznie, wyraźnie, ale bez olbrzymiego basu i bez epatowania sopranami.

Grał dokładnie tak, jak go zaprojektowano. Nic ponadto.

 

   Dlatego zanim cokolwiek kupicie, słuchajcie, słuchajcie i jeszcze raz słuchajcie.

Zaufajcie swojemu słuchowi, swoim uszom. Bo tylko ta metoda się sprawdza. Spodoba się? Kupujcie i nie szukajcie już dalej. Cieszcie się z tego co skompletowaliście. A już na pewno nie czytajcie, ani tym bardziej, nie chwalcie swoim zakupem na forum, bo w odpowiedzi ktoś Wam z pewnością sprawi przykrość. I to nie dlatego, że słuchał i wie, ale dlatego, że słyszał jakieś niepochlebne opinie o Waszym nowym sprzęcie. Albo po prostu, ot tak dla własnej chorej satysfakcji...

 

 

 

Marek „Maro” Kulesza                 

    

Odpowiedz