Przejdź do treści
Wczytuję...

Tuning wzmacniaczy - Czy pomaga?

Something with HTML textformat

Tuning wzmacniaczy – Czy pomaga?

Często błądząc po różnych forach internetowych napotykam tematy związane z tuningiem różnych elementów toru audio. Najczęściej wymiana doświadczeń i wszelkie porady dotyczą przede wszystkim wzmacniaczy. Ktoś posiada, lub zamierza zakupić jakiś interesujący go wzmacniacz, ale zastanawia się co zrobić, żeby wyciągnąć z niego możliwie jak najlepsze brzmienie.

Celowo nie napisałem, że chodzi o jak najlepsze parametry. Niestety życie uczy, że parametry nie są żadnym kryterium. To nie one grają.

Zbyt często widzieliśmy wykresy pomiarowe różnych wzmacniaczy, głośników itp. które były niemal rewelacyjne. I co z tego, skoro sporej części tych urządzeń nie dało się słuchać? Grały czysto, sterylnie i wyraźnie. Tak czysto i wyraźnie, że jedynym pragnieniem w czasie odsłuchu była chęć ich wyłączenia.

Z kolei nadzwyczaj często zdarzało nam się słuchać urządzeń, których wykresy z pewnością nie zachwyciłyby maniaków. Rzecz jasna mam na myśli maniaków wykresowych, bo są przecież i tacy. Dla nich są one bardzo istotne. Czasem mam wrażenie, że istotniejsze niż samo słuchanie muzyki. Jeżeli gdzieś zobaczą wyniki pomiarowe, które uznają za niemal fatalne, to nawet nie zadają sobie trudu, żeby posłuchać takiego sprzętu.

Słusznie?

Oczywiście, że nie. Bo jak już napisałem, takie klocki, z nieciekawymi wykresami niejednokrotnie potrafią zabrzmieć o niebo lepiej. Owszem, mają pewne zniekształcenia, mają czasem więcej szumów, ale grają tak, że można ich słuchać w nieskończoność.

Zagadnienie tuningu dotyczy jednych i drugich. O to właśnie pytają nowi forumowicze. Co zrobić, żeby ich sprzęt zagrał lepiej.

Pominę kwestię, że wielu forumowych wygów i tak odżegna ich od czci i wiary, oraz dosadnie zaproponuje miejsce w którym powinno się znaleźć ich urządzenie.

Na szczęście jednak zdarzają się również tacy, którzy naprawdę wiedzą o co chodzi. Mieli kiedyś ( lub nadal mają ) taki klocek, wiedzą jak grał w oryginale, czyli na wszystkich częściach fabrycznych. Wiedzą także co trzeba zrobić, żeby mniej lub bardziej „poprawić” fabrykę. I albo dokonywali tuningu sami, albo zlecali takie działania osobie doświadczonej, o której wiedzieli, że nie zrobi niczego niewłaściwego.

Bo w tuningu zawsze powinna obowiązywać zasada znana ze świata medycyny, która głosi: „po pierwsze nie szkodzić”.

Są w naszym kraju tacy fachowcy. Wiedzą kiedy tuning ma jakikolwiek sens i coś nam w naszym urządzeniu poprawi, a kiedy jest to przysłowiowa „skórka za wyprawkę”, czyli pomimo wykonanej zamiany kilku kluczowych podzespołów, różnica będzie tak niewielka, że wręcz niezauważalna.

Nie zawsze jest tak, że fabrykę trzeba koniecznie poprawiać.

Tuning to zagadnienie, które niemal zawsze dotyczy klocków z co najmniej średniej klasy jakościowej. Dlaczego tak jest? Czy dlatego, że tych tańszych, podstawowych modeli nie warto poddawać tuningowi, bo to i tak niewiele zmieni?

Po części jest to prawdą, ale nawet nie o to chodzi. Najtańsze, najbardziej podstawowe wzmacniacze są zaprojektowane i wykonane w taki sposób, że możliwość dokonywania w nich zmian jest bardzo ograniczona, a w wielu wypadkach właściwie niemożliwa.

Oczywiście zawsze można dokonać śmiałego posunięcia w rodzaju; zachowujemy jedynie obudowę a całą resztę wymieniamy. Zdarzyło mi się kiedyś spotkać z takim rozwiązaniem. Ponieważ jednemu z moich znajomych niezwykle podobała się obudowa taniego i kiepsko grającego wzmacniacza, postanowił do środka włożyć coś zupełnie innego. Nie wszystko pasowało, więc we wkładanych komponentach trzeba było dokonać drobnych przeróbek, ale ostatecznie się udało. Tyle, że nie była to wcale tania inwestycja.

Właściwie jedynymi wzmacniaczami z najtańszych poziomów cenowych, które jednak można dość mocno poprawić brzmieniowo, są coraz popularniejsze hybrydy lampowo-tranzystorowe. Już sama wymiana tanich chińskich lamp na nieco lepsze, głównie rosyjskie, potrafi wnieść do dźwięku wiele zmian. I wcale nie grozi utratą gwarancji. Po zakończeniu okresu gwarancyjnego warto w nich wymienić także kondensatory w końcówkach mocy. Myślę, że każdy kto odważy się na takie zmiany, zdziwi się jak bardzo „rasowo” ich tani wzmacniacz potrafi zabrzmieć.

Ale te hybrydy są raczej chlubnym wyjątkiem wśród najtańszych konstrukcji.

Tuning sprzętów ze średniej półki jakościowo-cenowej wcale nie musi należeć do wielkich wydatków. Najczęściej chodzi o wymianę kondensatorów w końcówkach mocy. I tu właśnie konieczna jest ingerencja osoby doświadczonej w takich naprawach.

Dobierając części w oparciu wyłącznie o ich cenę, czyli celując w najdroższe na jakie nas stać, możemy nie tylko niczego w brzmieniu naszych wzmacniaczy nie poprawić, ale wręcz zrobić sobie krzywdę. Ktoś, kto wie jakie podzespoły można wymienić na lepsze i poprawiające dźwięk, z pewnością doradzi nam najlepsze z możliwych rozwiązanie. Najlepsze, a nie najdroższe.

Czy tuning kondensatorów zmieni nam charakterystykę dźwięku naszego wzmacniacza?

Nie, bo nie o to chodzi. Lepsze kondensatory nie tylko będą dłużej sprawne, ale także potrafią nam zwiększyć wyrazistość szczegółów zawartych głównie w tonach średnich. Nie będą one grały wyżej i ostrzej. Zazwyczaj będą spokojne i poukładane, ale zwiększy się ich separacja, czyli każdy dźwięk będzie łatwiejszy do usłyszenia. Na ogół po dobrym tuningu, nasze urządzenie będzie lepiej kontrolowało dolny skraj pasma, czyli bas. Będzie lepiej nasycony, a przy tym czytelniejszy. Nawet te najniższe tony staną się łatwiejsze do rozróżnienia.

Natomiast wzmacniacz nadal będzie grał zgodnie z filozofią dźwięku do jakiej został zaprojektowany. W tym przypadku chodzi jedynie o większą dokładność, a nie o całkowitą zmianę charakterystyki. A dokładniej znaczy po prostu lepiej.

Czasem w celu poprawienia jakości brzmienia, dokonuje się wymiany zasilacza.

Choć laikom może się to wydawać dziwne, to trzeba wiedzieć, że solidny, dobrze zaprojektowany układ zasilania, ma wielki wpływ na dźwięk. Wzmacniacze z takim transformatorem są wydajniejsze, potrafią lepiej i wyraźniej zaprezentować wszystkie podzakresy nawet przy bardzo cichym słuchaniu. Im większa wydajność prądowa, tym łatwiej wzmacniacze współpracują z głośnikami. A już szczególnie z tymi, które są stosunkowo trudne do „napędzenia”.

Dodatkowym plusem takich wydajnych konstrukcji jest to, że zarówno przy bardzo cichym słuchaniu, jak i przy stopniowym zgłaśnianiu wszystkie tony (zwłaszcza soprany i bas) nie zwiększają swojej objętości w stosunku do tonów średnich.

Po kondensatorach i transformatorach, następnym częstym krokiem, jest wymiana gniazd RCA (CINCH) ze zwykłych metalowych na pozłacane. Również zaciski przeznaczone do podłączania głośników, są wymieniane na znacznie lepszej klasy, pozłacane i wygodniejsze w użyciu. Nie jest żadnym mitem, że te wszystkie pozłacane gniazda i styki lepiej przewodzą napięcie kabli typu interconect, oraz przewodów głośnikowych. A im lepsze napięcie, tym dokładniejszy dźwięk.

Ostatnią fazą tuningu częstokroć jest wymiana potencjometrów. Głównie potencjometra siły głosu oraz selektora źródeł. Niby abstrakcja, a jednak tanie potencjometry swoim działaniem potrafią wprowadzać w tor audio nieco zniekształceń, które co prawda nie są przez nas słyszalne, ale jednak wpływają niekorzystnie na całe spektrum prezentacji sceny muzycznej. Można z tym dyskutować lub nie. I tak to na ogół ostatni krok.

Ludzie którzy zostawili na sam koniec swoich zmagań, taką właśnie wymianę potencjometrów na znacznie lepsze, zauważają ich lepsze działanie mechaniczne, co być może ma jakiś mikro-wpływ także na ogólne brzmienie. A ponadto, co warto wiedzieć, będą one służyły bezawaryjnie znacznie dłużej niż te tanie. Po wielu latach będą się również nadawały do naprawy, poprzez ich wymontowanie, rozebranie, oczyszczenie i nasmarowanie.

Nie zamierzam twierdzić, że są wieczne, ale jednak będą w dobrym stanie przez długi czas, bez konieczności ich wymiany.

 

I jeszcze raz przypomnę pytanie.

Czy solidny tuning zmieni nam wydatnie dźwięk naszego wzmacniacza? Odmieni jego charakterystykę dźwięku? Zacznie nagle grać jak kompletnie inne urządzenie pochodzące z wyższej o kilka tysięcy złotych półki jakościowej? A może zacznie grać o wiele gorzej niż przed tuningiem? Tak że już absolutnie nie da się go słuchać bez zgrzytania zębami?

Dobrze przeprowadzony tuning, czyli wykonany przez doświadczonego elektronika może spowodować, że nasz wzmacniacz zagra dokładniej, pełniej i z lepszą kontrolą wszystkich podzakresów. Uzyskamy szczegółowsze, acz niemęczące tony wysokie, oraz lepszy, czytelniejszy bas. Czy będzie to różnica, którą każdy usłyszy od pierwszego włączenia sprzętu? Może są i tacy słuchowcy. Pozostali melomani odczują to jako milszy, bardziej komfortowy dźwięk, zachęcający do uważnego wsłuchiwania się w posiadane płyty. Na niektórych z nich na pewno odkryją coś czego dotąd nie słyszeli aż tak namacalnie.

Natomiast, co najważniejsze, nasz wzmacniacz będzie grał dłużej i mniej awaryjnie niż w przypadku wersji czysto fabrycznych.

 

Jeżeli jednak tuning zostanie przeprowadzony przez dyletanta lub hochsztaplera, który zainstaluje nowe podzespoły bez należytego przemyślenia i wiedzy o filozofii dźwięku danej firmy, to taka ingerencja może skończyć się prawdziwą katastrofą. Porażką jeżeli chodzi o jakość dźwięku i porażką jeżeli chodzi o trwałość i niezawodność sprzętu.

 

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz