Przejdź do treści
Wczytuję...

Stare Audio - Naprawiać czy nie?

Something with HTML textformat

Całkiem niedawno napisałem artykuł na ten temat, na potrzeby zaprzyjaźnionej strony Iviter.pl

Ale ponieważ uznałem, że temat jest na tyle ciekawy i dotyczący szczególnie zagadnień umieszczanych na TEJ stronie, postanowiłem go powtórzyć, choć w nieco zmienionej formie.

Bo co zrobić ze starym, niesprawnym sprzętem audio? Albo takim, który jeszcze jakoś działa, ale wykazuje już pewne objawy zużycia? Jest chimeryczny, trapią go różnego rodzaju usterki.

A to kanały grają nierówno, a to lampki (jeśli takie są na wyposażeniu) już nie świecą, skala w amplitunerze się zacięła, potencjometry trzeszczą niemiłosiernie.

Cała masa podobnych przykrości sprawia, że zastanawiamy się co zrobić z takim urządzeniem.

Wyrzucić na śmietnik?

Wtedy będzie to traktowane jako elektrośmieci. Trzeba to zawieźć do punktu skupu elektro-złomu. Wynieść do zwykłego śmietnika? Jeżeli ktoś nas zauważy i zadenuncjuje, musimy pogodzić się ze słoną karą finansową. Oddać za darmo do jakiegoś serwisu, który być może rozbierze go na części, jeśli będzie takich potrzebował?

Każda z tych możliwości może być brana pod uwagę.

I jeżeli chodzi o urządzenia, które w chwili swojej nowości kosztowały jakieś marne grosze i nie przedstawiały sobą nawet najmniejszej jakości, to właściwie nie mam nic przeciwko temu.

Ale w naszych domach wciąż stoją ciekawe konstrukcje. Od dawna nieczynne, lub nadal działające, ale w sposób nie nadający się do słuchania. Co z nimi robić?

Mam tylko trzy rady:

Po pierwsze naprawić.

Po drugie oddać w dobre ręce, które się takim sprzętem troskliwie zaopiekują.

Po trzecie sprzedać. Być może kupi je jakiś hobbysta, który z równą troskliwością naprawi i odbuduje takie nam niepotrzebne klocki.

Jeżeli podejmiecie decyzję typu oddajemy lub sprzedajemy, to Wasza sprawa, ale nie wyrzucajcie tych urządzeń. Jest szansa, że wśród nich zdarzy się coś wartościowego. Nie mam na myśli wartości finansowej, ale sentymentalną, historyczną. Być może jesteście w posiadaniu sprzętu, który od lat jest uważany za kultowy. Jest legendą dobrego dźwięku.

Jeżeli jednak stwierdzicie, że naprawa takich starych audio-klocków to niegłupi pomysł, wówczas będę popierał taką decyzję całym sercem. Bo warto.

A dlaczego warto? Ponieważ trudno by Wam było dzisiaj kupić coś nowego, dysponującego równie dobrym dźwiękiem. Zwłaszcza jeżeli nie możecie na ten cel poświęcić odpowiedniej kwoty.

Te współczesne tanie urządzenia grają znacznie gorzej.

Za jakość dźwięku nowych urządzeń podobną do tej znanej ze starszych sprzętów, trzeba zapłacić dosyć słono. Raczej nie uda się to w kwotach poniżej 2500zł za każdy poszczególny element toru audio.

Dla części melomanów nie stanowi to najmniejszego wyzwania, ale większość społeczeństwa nie dysponuje wolnymi środkami aż w takich ilościach.

Czysta EKONOMIA.

W takim razie, jeżeli cenicie przyzwoity dźwięk, dobre i nasycone brzmienie, ostatecznie taniej będzie Was kosztować wyremontowanie starego wzmacniacza, amplitunera czy gramofonu.

Jeśli zechcecie by został kompletnie zregenerowany czy zrewitalizowany to i tak w najgorszym wypadku zapłacicie maksymalnie tyle, co za współczesny najtańszy odpowiednik wystawiony w jakimś wielkopowierzchniowym markecie. Oczywiście zdarzają się tam czasem także nieco lepsze klocki, ale raczej rzadko. Ich ceny są na tyle wysokie, że nie znajdują klientów, dlatego markety sieciowe koncentrują się wyłącznie na sprzedaży tych najtańszych, najsłabszych brzmieniowo klocków.

Lepszymi urządzeniami, niepodzielnie „rządzą” wyspecjalizowane Salony Audio.

Dlaczego piszę o tej różnicy dźwięku pomiędzy starszymi urządzeniami, a tymi najtańszymi pochodzącymi ze współczesnej produkcji?

Pracuję w miejscu, gdzie otaczają mnie przeróżne sprzęty audio, pochodzące z różnych okresów. Mam możliwość ich słuchać. Siłą rzeczy porównuję ich dźwięk.

Ale trzeba jednoznacznie stwierdzić, że większość tych starszych wzmacniaczy i amplitunerów, których dotąd słuchałem, należała w swoich czasach do średniego lub wyższego poziomu cenowego. Dlatego zachowała się do dzisiaj w całkiem niezłym stanie. Były po prostu dobrze, rzetelnie wykonane.

Niektóre przydałoby się tak naprawdę solidnie rewitalizować, a niektóre wymagają jedynie drobnych napraw.

A ponieważ nasz sklepik Vintage sąsiaduje z wyspecjalizowanym serwisem audio, to często jestem proszony o sprawdzenie ponaprawcze wszelkich urządzeń audio.

Wśród nich jest dosyć dużo ciekawych starych konstrukcji, ale także całkiem sporo świeżych produktów należących do różnych klas jakości i różnych poziomów cenowych.

Ciekawostką jest, że te stare są w pełni naprawialne. Można w nich wymienić wszystko lub niemal wszystko. Od elektroniki po elementy obudowy. Wszystko zależy jedynie od chęci i zamożności klientów.

Nowy sprzęt z wyższych-średnich i wyższych półek, również ma podobne możliwości.

Natomiast ten najtańszy już nie. Często zdarza się, że po kilku zaledwie latach, że te tanie wzmacniacze i odtwarzacze oraz gramofony, odmawiają posłuszeństwa w sposób całkowity i nieodwołalny. Naprawy, o ile w ogóle są możliwe, wymagają długoterminowego oczekiwania na potrzebne części zamienne. Koszt samych części potrafi znacznie przekroczyć wartość rynkową sprzętu. A pamiętajmy, że musimy także zapłacić za czas technika, który dokona naprawy.

Wtedy albo przełykając łzy decydujemy się płacić, albo myślimy o pozbyciu się felernego urządzenia.

Zawsze możemy w takich razach skorzystać z propozycji serwisu. Zostawić tam popsuty sprzęt za jakąś symboliczną kwotę w celu całkowitej utylizacji, ewentualnie do wykorzystania na części.

Ale większość tych nowych najtańszych klocków wymaga póki co, jedynie prostych i szybkich zabiegów. Potem przez jakiś czas można się nadal „cieszyć” ich dźwiękiem. Przez jakiś czas...

Słucham więc tych starych wzmacniaczy, amplitunerów, gramofonów.

Słucham tych nowych, które grają bardzo dobrze, ale kosztowały dosyć drogo.

Słucham tych nowych, najtańszych.

Porównanie dźwięku, jeśli chodzi o czystość, dynamikę, naturalność, neutralność, stereofonię, przestrzeń i głębię prowadzi do następujących wniosków.

Stare sprzęty grały bardzo ciekawie. Nie zawsze ocierały się o pełną naturalność, ale często były jej bliskie.

Nowe klocki z górnych poziomów grają nawet lepiej. Są dokładniejsze i naturalniejsze. Ale trzeba wydać całkiem sporo funduszy, żeby się w nie wyposażyć.

Nowe klocki z najtańszej oferty poszczególnych firm produkujących audio, grają najczęściej nieciekawie i irytująco. Albo dźwięk jest suchy i płaski, albo popada w przesadę faworyzując nadmiernie górne i najniższe rejestry z jednoczesnym głębokim wycofaniem średnicy.

Mamy w takich przypadkach do czynienia z dwiema odrębnymi filozofiami. Jedna stara się choć odrobinę zbliżyć do teoretycznej naturalności, lub choćby sprawiać pozornie takie wrażenie. Tyle, że nadmierne spłaszczenie zakresów jest mało przyjemne w trakcie dłuższego słuchania.

Druga, wybudowując sopran i bas, a cofając średnicę, jest działaniem obliczonym na osiągnięcie możliwie najbardziej spektakularnego efektu. Miłośników ogólnie pojętej muzyki POP czy DISCO, może to nawet zadowalać. Ale posłuchajcie na takim sprzęcie dobrze zrealizowanej płyty jazzowej lub z muzyką klasyczną, a szybko przekonacie się, że zbyt długo nie wytrzymacie takiej podrasowanej prezentacji.

Dlatego gdybym ja szukał dla siebie czegoś ciekawego; wzmacniacza lub amplitunera, to starałbym się koncentrować raczej na nieco starszym sprzęcie (z lat 90-tych) lub typowym vintage'u z lat '70 i '80.

Nawet gdyby coś tym urządzeniom dolegało, zaryzykowałbym inwestycję w doprowadzenie ich do stanu świetności. Właściwie im starszy sprzęt, tym większa pewność, że elektrolity, czyli te wszystkie kondensatory, tranzystory itp. kwalifikują się do wymiany.

I tak w ostatecznym rozrachunku wyjdzie to dużo taniej, niż kupno bardzo przyzwoitych klocków współczesnych.

Nikogo, do niczego nie zamierzam zmuszać.

Jedynie staram się zasugerować najkorzystniejsze cenowo i jakościowo rozwiązanie.

Jednym słowem: Warto naprawiać stare audio, po to by dać mu drugie życie i po to żeby jego brzmienie cieszyło nasze uszy. I to przez bardzo długi czas...

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz