Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

RADIO – Edukacja muzyczna społeczeństwa

 

   Niedawno jadąc samochodem, słuchałem przez dłuższy czas radia. Nieczęsto to robię. To znaczy samochodem jeżdżę bardzo często, ale podczas jazdy wolę słuchać gangu silnika. Czasem odtwarzam jedną z wielu płyt CD, które zawsze ze sobą wożę. Typowego radia jednak zazwyczaj unikam. Dlaczego? Ponieważ dosyć trudno zaspokoić mój gust i większość rozgłośni, nawet jeżeli specjalizuje się w określonych gatunkach muzycznych, często „zbacza” z kursu, puszczając w eter dźwięki, które wywołują u mnie zgrzytanie zębami. A to bardzo niezdrowe.

   Mam trzy wybrane programy specjalizujące się w ogólnie pojętej muzyce rockowej, ale nawet one potrafią „polecieć po bandzie” prezentując często materiał muzyczny, który w moim pojęciu nie jest nawet soft-rockiem. Natomiast stylu Pop organicznie nie znoszę, brzydzę się i omijam najszerszym łukiem. I właśnie dlatego wolę słuchać moich płyt, bo nie czeka mnie żadna przykra niespodzianka. Dodatkowo irytuje mnie przejęta z tzw. „zachodu” maniera współczesnych prezenterów radiowych. Wielu z nich mówi dużo, szybko i bez sensu, wzbogacając swój „spektakl” o krzyki, sceniczne szepty i podobne środki wyrazu. No cóż, jeżeli nie ma się wiele do powiedzenia, jakoś trzeba przynajmniej próbować przykuć uwagę radiosłuchaczy. Z pewnością są wyjątki, czyli odstępstwa od obowiązującej modnej reguły. Tyle, że ludzie prowadzący swoje programy z prawdziwą klasą i nie emitujący przypadkowego badziewia, zazwyczaj są radiowcami z wieloletnim doświadczeniem wyniesionym z dawnych mediów.

Właśnie o tych dawnych mediach, dawnych rozgłośniach radiowych, chcę napisać dokładniej, po to, żeby młodsi czytelnicy zrozumieli różnice pomiędzy nimi a współczesnym radiem. Nawet jeżeli nadal są to te same stacje.

Kiedyś, dawno temu, stacje radiowe w Polsce były w dzisiejszym rozumieniu dosyć siermiężne.

Nadawały informacje z kraju, pozytywne wiadomości o krajach należących do obozu socjalistycznego, oraz zazwyczaj niepochlebne o krajach leżących po drugiej stronie „Żelaznej Kurtyny”. Prezentowały muzykę łatwą, lekką i przyjemną, przeznaczoną dla szeroko pojętych mas pracujących. Prowadziły na żywo liczne relacje z różnych zawodów sportowych, gromadząc tym samym przy odbiornikach olbrzymie rzesze fanów sportu.

Tak było do końca lat 60-tych XX wieku. Już w okresie 1968-1968 powoli następowały pierwsze zmiany. Z początku nieśmiało, ale z każdym rokiem ich impet rósł. Działo się to głównie za sprawą Rozgłośni Harcerskiej, która bodaj jako pierwsza w kraju rozpoczęła nadawanie muzyki innej niż dotychczas. Pojawiały się nagrania polskich i zagranicznych grup Big Beatowych i Rythm and Bluesowych, a już wkrótce nawet Hard Rockowych i Jazz Rockowych. Co by nie mówić, na naszym rynku byli właściwie pionierami. Przede wszystkim w kwestii lepszej, ambitniejszej sztuki.

W ślad za Rozgłośnią Harcerską szybko ruszyła stacja używająca wtedy nazwy Program III Polskiego Radia. I to już był prawdziwy przełom. Bo oprócz zwyczajowych programów informacyjnych, słuchowisk itp. pojawiły się cykliczne audycje prowadzone przez kilku prezenterów, które miały za zadanie tylko i wyłącznie, przedstawiać społeczeństwu co ciekawsze płyty ze świata. Jednoznacznie odrzucały wszystko to, co było ewidentnie komercyjne, miałkie i bez wyrazu. Na antenie Programu III szybko pojawiły się bloki w stylu: „W tonacji Trójki”, „Zapraszamy do Trójki”, „Mini-Max”, „Między snem a dniem”. Niektóre z nich miały formę audycji ściśle autorskich, jak choćby w/w „Mini-Max. Minimum słów, Maximum muzyki”.

Prowadził ją nieoceniony Piotr Kaczkowski. I to prowadził genialnie. Ponieważ miał możliwość jeździć na Zachód (co dla większości obywateli było absolutnie niemożliwe), zawsze przywoził sterty ciekawych, nowych płyt rockowych. Później puszczał je w swoich audycjach.

Pamiętajcie, że wtedy w polskich sklepach płytowych, niewiele było ciekawych pozycji. I zazwyczaj były to albumy wykonawców krajowych oraz pochodzących z krajów Demokracji Ludowej. Czasem pojawiały się licencyjne wydania wykonawców z zachodniej Europy lub USA. Wtedy znikały ze sklepowych półek stosunkowo szybko.

A skoro ludzie nie mogli kupować płyt jakie chcieliby mieć w kolekcji, to Radio było świetnym źródłem zdobywania nagrań.

Magnetofony wszelkiego typu były wtedy w ogólnym użytku. Dlatego świadomi tego faktu prezenterzy radiowi, przyjęli korzystną dla słuchaczy strategię. Zawsze w audycjach, w których prezentowano nowe płyty, względnie starsze, ale już kultowe, najpierw było kilka minut przeznaczonych na opowiadanie ciekawostek o artyście, samej płycie itp. A kiedy przychodził czas na odtworzenie płyty, wówczas prezenter uprzedzał, że za chwilę z głośników popłynie muzyka. Odczekiwał 3-4 sekundy, dając czas „nagrywaczom” na uruchomienie magnetofonów. I poszło!

Żaden z ówczesnych legendarnych prezenterów, ani Kaczkowski, ani Marek Gaszyński, ani Wojciech Mann, Korneliusz Pacuda, Witold Pograniczny, nie wyciszał utworów przed czasem. Nigdy nie „wchodził” z komentarzem na grającą muzykę. Dla nich byłoby to niemal świętokradztwem.

Radio z tamtych czasów, bez dwóch zdań, edukowało rodaków muzycznie. Półtora, lub niemal dwa pokolenia zostały w ten sposób nauczone słuchania rzeczy wartościowych i ponadczasowych.

 

Tak było przez całe lata 70-te i większość 80-tych.

Po zmianie ustroju politycznego, zmiany objęły również rozgłośnie radiowe. Pojawiły się stacje komercyjne, utrzymujące się głównie dzięki reklamodawcom. Ale mimo to, starały się jeszcze utrzymywać poziom choćby symbolicznie nawiązujący do tego, jaki dekadę wcześniej był tworzony przez programy III, a także II i IV Polskiego Radia.

WaWA która reklamowała się jako „Jedyna rock'n'rollowa stacja w mieście”, faktycznie taką była.

Nadal utwory starano się emitować w całości, lub niemal w całości.

W opozycji (muzycznej) stopniowo powstawały stacje nastawione na masową produkcję Pop lub Disco. To dobrze, bo i taka muzyka ma wszak wielu wielbicieli.

Problem jednak polega na tym, że w krótkim czasie jakość edukacyjna tych najlepszych stacji zaczęła spadać. Coraz więcej było na antenie mało wartościowych, ale za to popularnych piosenek. Zaczęły królować różnego rodzaju listy przebojów, zapełnione całkowicie bezwartościowymi, masowymi „wypocinami” gwiazd i jednosezonowych gwiazdeczek. Czy wręcz sztucznymi produktami wykreowanymi początkowo w gabinetach, a następnie studiach nagraniowych należących do wielkich wytwórni fonograficznych.

Dzisiaj ten typ rozgłośni, jak i rodzaj emitowanej muzyki są właściwie normą.

Jako tako bronią się jeszcze stacje sfokusowane na jeden gatunek muzyczny. Należą do nich choćby Anty-Radio, Rock-Radio, Eska-Rock, czy RMF Classic.

Niestety i te rozgłośnie uległy presji nowoczesności. Większość utworów puszczana jest w połowie, fragmentarycznie. Przerywana komentarzami prezentera, lub „zagadywana”, zanim dojdzie do końca. Nie ceni się już dzisiaj tego wybrzmiewania ostatnich dźwięków, nut. Dosyć skutecznie odziera to muzykę z dużej porcji uroku.

Nawet, jak już wspomniałem, stacje skoncentrowane na Rocku, potrafią zaskoczyć słuchacza czymś tak bardzo nie-rockowym, że trudno to sobie wyobrazić.

A to mnie irytuje.

Przypomnę, że radia słucham sporadycznie i wyłącznie w trakcie prowadzenia samochodu.

I jeżeli w trudnej sytuacji drogowej jakaś stacja radiowa zirytuje mnie dodatkowo przez idiotyczny dobór repertuaru, to o wypadek nie trudno. To tak samo niezdrowe jak zgrzytanie ze złości zębami. A nawet gorsze, bo ucierpieć mogą osoby trzecie. Inni kierowcy, bądź przechodnie.

Dlatego w samochodzie zdecydowanie wolę słuchać płyt.

 

A co do niegdyś kultowych stacji, to zmieniło się wszystko.

Te, które kiedyś tak bardzo zasłużyły się w upowszechnianiu wartościowej i bardziej wysublimowanej muzyki, dzisiaj nic już nie znaczą. Nimb kulturowości i wysmakowania zniknął wraz z dawnymi cenionymi prezenterami. Część z nich już od dawna jest emerytami, a część która jeszcze ma siłę i potencjał, przeniosła się do innych rozgłośni.

Przykładem jest absolutna degrengolada „Trójki”.

Dzisiaj nie ma tam już nikogo sensownego, kto miałby poczucie misji w krzewieniu kultury. W zapoznawaniu słuchaczy z ciekawymi, nietuzinkowymi albumami artystów. Zarówno nowych, dopiero rozpoczynających podbój świata, jak i starych, uznanych, cenionych za swój wkład w rozwój poszczególnych gatunków muzyki.

Zresztą aktualnie nie tylko „Trójka”, ale i reszta stacji państwowych, obecnie występujących pod wspólną dumną nazwą „Mediów Narodowych”, jest w dużej mierze ograniczana przez nową wizję edukacyjną. Teraz już nie muzyka jest najważniejsza, ale wszystko to co jest istotne dla obecnie rządzącej krajem opcji politycznej. A skoro rozgłośnia ma być poniekąd częścią rządowej tuby propagandowej, to nietrudno zgadnąć, że nie może propagować muzyki, która z pewnością nie jest poprawna politycznie. Bo skoro najważniejszy jest patriotyzm, tradycyjne wartości rodzinne i wiara, to jak można się zachwycać Rockiem. A Rock jak to Rock. Od zawsze był pełen przemocy, seksu, narkotyków, krytycyzmu społecznego i socjologicznego. Był i jest ostoją wszelkich kontestacji anty-religijnych, anty-ustrojowych. Żywą reklamą postaw homoseksualnych, a czasem nawet satanistycznych.

I tak z postępowych stacji radiowych, Trójka, Czwórka i Dwójka stały się narzędziem w rękach Nowej Świętej Inkwizycji.

 

Nadal się dziwicie, że jednak wolę słuchać płyt?

 

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz