Przejdź do treści
Wczytuję...

Jak dobierać głośniki do wzmacniacza

Something with HTML textformat

Kolejny artykuł dotyczący zagadnienia doboru głośników do wzmacniacza. Lub wzmacniacza do posiadanych głośników.

To temat rzeka. Można by całymi miesiącami dyskutować o tym, jak ludzie to robią. I na co zwracają uwagę, a o czym zazwyczaj zapominają.

Często zdarzają się klienci, którzy wchodząc do sklepu/salonu, rozglądają się przez jakiś czas, przypatrując się uważnie wszystkim wystawionym urządzeniom.

Rzadko bywają takie sytuacje, kiedy klient bardzo konkretnie wie czego szuka. Na ogół chodzi o zakup jakiegoś kolejnego sprzętu, ale niemal zawsze rodzi się pytanie, czy będzie on kompatybilny z tym wszystkim, co klient już ma w domu.

„Kompatybilność”, a czasem po prostu „Dopasowanie” są pojęciami, które w zapytaniach potencjalnych klientów pojawiają się nader często.

Zazwyczaj są to klienci, którzy nie mają o klockach audio szczególnie wielkiego pojęcia. Po prostu chcą dokupić element toru audio, którego dotąd nie mieli, lub kupić coś nowszego w zamian za stary odtwarzacz, lub wzmacniacz, który odmówił posłuszeństwa, a którego nie zamierzają już naprawiać.

Moc

Kiedy już wypatrzą coś, co im się spodoba (wizualnie), przechodzą do ataku.

Niemal zawsze pierwszym pytaniem jakie pada, jest chęć dowiedzenia się o moc. Tą podawaną w Watach. I nieważne, czy przedmiotem zainteresowania są głośniki, czy wzmacniacz. Najwyraźniej według dużej liczby klientów, ilość Watów jest absolutnym i najważniejszym czynnikiem określającym jakość sprzętów.

Już dawno przestało mnie to dziwić. Przez całe dekady wpajano ludziom świadomość, że tylko te najmocniejsze wzmacniacze i olbrzymie ilości mocy ukrytej w nawet niepozornie wyglądających głośnikach, mogą wywołać w klienteli poczucie szczęścia i spełnienia. Mocne i głośne sprzęty miały zawsze grać cudownie. Słabe, oczywiście siłą rzeczy miały grać „słabo”. Tak twierdzili przede wszystkim sprzedawcy, urzędujący w państwowych sklepach należących do sieci ZURT. Skrupulatnie potakiwali im sprzedawcy ze sklepów PEWEX i BALTONA.

Nic więc dziwnego, że taki pogląd się utrwalił. I co gorsza, czasem jest absolutnie niemożliwy do wykrzewienia.

Lubię obserwować miny ludzi, którzy słysząc jakieś grające dosyć głośno kolumny, dowiadują się w trakcie odsłuchu, że mają one np. 40, lub 60 Watów. Przecież skoro grają tak głośno, a jednocześnie tak czysto, muszą mieć co najmniej 160-200 Watów.

A zaraz potem zdziwienie ustępuje rozczarowaniu. Tylko tyle? Eeeeee.... Za słabe. Potrzebuję czegoś znacznie mocniejszego.

No cóż, co klient to inny gust. Tyle, że tutaj rodzi się kolejne pytanie. Po co komuś mieszkającemu np. w bloku, lub kamienicy, kolumny o mocy 200 Watów?

Bo posiadany przez nich wzmacniacz ma na tabliczce znamionowej napisane, że należy do niego podłączać głośniki o mocy pomiędzy 10 a 120 Watów.

Albo w instrukcji wzmacniacza wyraźnie napisano, że przy głośnikach 4 Ohmowych potrafi wygenerować 160 Watów, a przy 8 Ohmowych 110 Watów.

A skoro tak, to głośniki, zgodnie z obiegową, potoczną teorią powinny dysponować wyraźnie większą mocą niż sam wzmacniacz, lub w najgorszym wypadku jej dorównywać.

Jakoś nikt nie zwraca uwagi na fakt, że sam producent wzmacniacza wyraźnie podał „widełki” mocy głośników. Ta dolna wartość jest przez wszystkich całkowicie ignorowana, za to niemal wszyscy są wpatrzeni w górny zakres podany na tabliczce. A to poważny błąd.

W dodatku ludzie mają dosyć mgliste pojęcie o tym, jak „słyszalne” są poszczególne wartości określane w Watach. Mało kto zdaje sobie sprawę, że słuchając muzyki z głośnością wystarczającą do tego, żeby wszystko było wyraźne, dokładne i naturalnie brzmiące, nie wykorzystuje się więcej niż 1-2,5 Wata. Napędzenie głośnej, lub nawet bardzo głośnej imprezy domowej to zazwyczaj nie więcej niż 8-15 Watów. I tak sąsiedzi zapewne zareagują dosyć nerwowo.

W pewnym momencie odechciewa się tłumaczenia, że przywiązanie do starych, z gruntu fałszywych, prawideł nie ma większego sensu z punktu widzenia użytkownika.

Z mojego punktu widzenia (a właściwie punktu słyszenia) dążenie do wyposażania się w urządzenia o jak największej mocy, jest identycznym sposobem myślenia, jak zakup np. Lamborghini Diablo, żeby jeździć nim wyłącznie po centrum Wrocławia...

Próbowaliście? Jeżeli nie, to jedyne co mogę Wam podpowiedzieć, że to kompletny bezsens.

Kompatybilność

Kolejnym częstym pytaniem jest: a czy te głośniki dadzą się podłączyć do mojego wzmacniacza?

Tu akurat można znaleźć pewien sens pytania. Bo klientowi może chodzić o to, że starsze kolumny, pochodzące z lat 70-tych, bywały często wyposażone w zainstalowane „na stałe” przewody głośnikowe, zakończone wtyczkami dawnego typu. Do późniejszych wzmacniaczy nie da się ich podłączyć bez dokonania małych zmian. A zmianą może być po prostu ucięcie starych wtyczek i połączenie głośników ze wzmacniaczem, samym odizolowanym przewodem.

Tyle, że wielu klientów nie potrafi wpaść na takie rozwiązanie bez pomocy doradcy/sprzedawcy.

Inni obawiają się, że oglądane głośniki pochodzą od innego producenta niż posiadana przez nich elektronika. Czyli mogą „nie chcieć” współpracować.

I to wcale nie są rzadkie obawy.

Przypominam sobie, jak kiedyś zdarzali się klienci, którzy za nic na świecie nie kupiliby telewizora i magnetowidu pochodzących od różnych producentów. Wierzyli, że gdyby dokonali takiego zakupu, nie mogliby niczego nagrać na magnetowid... Nie ma się z czego śmiać. Tacy klienci bywali i to dosyć często.

Uspokoję wszystkich, którzy zastanawiają się nad tematem kompatybilności.

Nieważne od jakiego producenta będą pochodziły Wasze klocki.

Wszystko, dosłownie wszystko: głośniki, wzmacniacz, odtwarzacz CD, gramofon czy amplituner, mogą być wyrobami różnych firm.

Będą kompatybilne w 100 procentach.

Jedynie w przypadku amplitunerów czy rozbudowanych receiverów wielokanałowych, można się pokusić o to, żeby wszystkie zastosowane głośniki były produktami jednej firmy. A nawet, żeby należały do jednej konkretnej serii. Wtedy będziemy mieć pewność, że charakterystyka dźwięku wszystkich głośników będzie taka sama.

Natomiast cała reszta urządzeń będzie ze sobą współpracowała bez najmniejszych problemów.

W dodatku kompletując różne elementy, od różnych producentów, możemy sobie bardzo poprawić jakość dźwięku.

Od samego początku istnienia regularnego audio, zawsze było tak, że większość firm starała się posiadać w ofercie pełen wachlarz urządzeń. Tyle tylko, że mało komu udawało się zaprojektować i wyprodukować swoje klocki w taki sposób, żeby dorównywały sobie nawzajem.

I tak, jeżeli jakaś firma produkowała świetnie brzmiące wzmacniacze, to nie dawała sobie rady z wypuszczeniem na rynek równie dobrego odtwarzacza CD.

I odwrotnie. Producenci doskonałych (nawet za niewielkie kwoty) CD Playerów, mieli problemy żeby wymyślić wzmacniacz, który byłby choć w połowie tak ceniony przez słuchaczy.

Dlatego z czasem, klienci szukający maksymalnie dobrego dźwięku nauczyli się „mieszać” poszczególne klocki w swoich zestawach.

Ja również od bardzo dawna podążam tą drogą. Każde posiadane przeze mnie urządzenie zostało wyprodukowane przez inną firmę.

Mam odtwarzacze CD japońskie i holenderskie. Wzmacniacze pochodzą z Wielkiej Brytanii, kolumny z Danii, a monitory z USA.

I nie chodzi mi o to, gdzie znajdowały się montownie danego sprzętu, ale o kraje pochodzenia samych firm.

Dobierając moje klocki z uwagą i rozsądkiem, wszedłem w posiadanie kilku urządzeń, które potrafią zagrać ze sobą rewelacyjnie. I nie kosztowały mnie zbyt dużo.

Żadne z nich nie dysponuje szczególnie dużymi mocami.

A jeżeli już mamy cokolwiek porównywać, to wytłumaczcie mi jak to się dzieje, że brytyjski wzmacniacz deklarujący np. moc 2x30W potrafi zabrzmieć głośniej, czyściej i dokładniej niż „japończyk”, który podobno ma 2x120W?

Nie musicie się głowić nad odpowiedzią. Chodzi o tzw. wydajność prądową, i to ona tak naprawdę jest odpowiedzialna za głośność wzmacniacza, a w przypadku kolumn takim parametrem jest ich skuteczność podawana w dB (Decybelach).

I to cała tajemnica...

Doradzam zatem wszystkim zainteresowanym w poszukiwaniu nowych sprzętów, żeby nie ograniczali się sami marząc o wielkiej mocy głośników i wzmacniaczy.

Żeby dowolnie dobierali poszczególne elementy toru audio.

Jedynym kryterium doboru powinna być jakość dźwięku każdego urządzenia z osobna, a co za tym idzie również ich łączne brzmienie w zestawie.

Tak, że jeśli chcecie sobie skompletować coś fajnego, po prostu poświęćcie na to nieco więcej czasu niż początkowo zamierzaliście i powłóczcie się trochę po sklepach i salonach ze sprzętem audio.

Pozwolę sobie na sparafrazowanie znanego powiedzenia; SŁUCHAJCIE A ZNAJDZIECIE.

I pamiętajcie, nieważne jaką mocą dysponują poszczególne urządzenia. Ważne jest jak grają.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz