Przejdź do treści
Wczytuję...

Brytyjska "Szkoła Dźwięku" ?

Something with HTML textformat

Istnieje takie pojęcie. Znają je wszyscy zarażeni audiofilią. Znają je także mniej wyrafinowani, ale jednak poszukujący możliwie jak najbardziej naturalnego brzmienia słuchacze.

Przewija się w wielu publikacjach. Często można się na nie natknąć na wszelkich forach internetowych, będących miejscem wymiany spostrzeżeń dotyczących sprzętów audio.

A skoro takie określenie występuje w tak wielu miejscach i rozmowach, to znaczy, że samo zjawisko Brytyjskiej Szkoły Dźwięku jest czymś realnym, namacalnym i autentycznym.

Tylko jak wytłumaczyć jego istotę komuś, kto nie do końca rozumie (i słyszy) naturalność brzmienia?

Zadanie jest trudne, ale spróbuję się z nim zmierzyć.

Postaram się to zrobić maksymalnie upraszczając zagadnienie.

Od zawsze na rynku występują wzmacniacze prezentujące dwa różne typy brzmienia.

Jeden z nich polega na eksponowaniu tzw. „skrajów pasma”, czyli podkreślaniu tonów wysokich (sopranów) oraz tonów niskich (basu). Tony średnie, potocznie nazywane „średnicą” są w takich urządzeniach prezentowane ciszej, co nazywamy „wycofaniem”.

Takie zabiegi powodują, że wzmacniacz gra śmiałym i spektakularnym dźwiękiem. A to z kolei podoba się bardzo wielu ludziom. Na pewno nie należą oni do kręgów audiofilskich, bo takie brzmienie nie jest dźwiękiem naturalnym. A audiofile, jak wiadomo, najwyżej cenią naturalność.

Nie można jednak takiemu sposobowi prezentacji odmówić atrakcyjności. Tym bardziej, że świetnie pasuje do ogólnie pojmowanej muzyki popularnej, a nawet zdaniem wielu słuchaczy, również do starszych nagrań rockowych, głównie tych z połowy lat 60-tych.

Wzmacniacze z solidnie zaznaczoną górą i dołem, a wycofaną średnicą, zazwyczaj zawsze należały do niższych półek cenowych. Często były to najtańsze konstrukcje w ofercie poszczególnych firm.

Najczęściej takie dosyć „błyszczące” dźwiękowo urządzenia powstawały w Japonii. Ale również Europa nie pozostawała w tyle. Niemcy, Francja a nawet Polska, większość swoich sprzętów opierała na takim właśnie sposobie grania.

Jeżeli ktoś dobrze pamięta brzmienie wzmacniaczy Unitry, ten wie o co mi chodzi.

Natomiast firmy pochodzące z Wielkiej Brytanii zawsze specjalizowały się w urządzeniach, które miały grać możliwie najbliżej naturalności.

A na czym taka „naturalność” polega?

Chodzi o to, że w muzyce ok. 75-80% informacji jest zawartych w tonach średnich.

Dlatego Brytyjczycy postanowili skupić się głównie na niej. Z pozostałych 15-20% soprany (tony wysokie) nie powinny zajmować więcej niż 5-7%, a basy (tony niskie) nie więcej niż 10-13%.

W naturze właśnie tak rozchodzi się dźwięk.

Czyli reasumując: najważniejsza jest średnica a soprany i bas tylko wykańczają całe spektrum. Podkreślają fundament odpowiednią ilością basu i zaznaczają tylko to, co na przeciwnym skraju jest ważne. Co wcale nie oznacza, że coś jest ukrywane, czy przygaszone. Cała tajemnica polega właśnie na tym, żeby zarówno bas, jak i soprany były wyraźne, szczegółowe, ale nie powinny w najmniejszym nawet stopniu dominować w słuchanych nagraniach.

Oczywiście istnieją różne style muzyczne, gdzie wręcz pożądany jest ogromny i tłusty bas, oraz bardzo wysokie, nawet świszczące i kłujące soprany. Na przykład każdy styl oparty na elektronicznych brzmieniach, dobrze wypada na tak grających urządzeniach.

Ale wróćmy do Naturalności, Neutralności i brytyjskich firm.

Jak wspomniałem, każda z nich zawsze faworyzowała przede wszystkim średnicę.

Tyle, że każda robiła to na swój niepowtarzalny sposób.

Jedno jest niezmienne. Średnica zawsze była najbardziej słyszalna. Natomiast jej charakter był, i nadal jest, efektem przemyśleń konstruktorów, którzy byli odpowiedzialni za tworzenie markowego brzmienia dla poszczególnych producentów. Tak zwanego „brzmienia firmowego”, które często bywa określane jako „Filozofia dźwięku”.

Dlatego jeżeli odsłuchujemy uważnie różne wzmacniacze pochodzące z tamtego regionu, to szybko przekonujemy się o tych drobnych, ale jednak bardzo istotnych różnicach.

Są firmy, które swoją filozofię dźwięku opierają na mniej lub bardziej „ocieplonej” średnicy.

Ocieplona oznacza dokładnie tyle, że jest stosunkowo miękka, czasem nawet lekko „dosłodzona” i niezwykle miła dla ucha. Bardzo często takie urządzenia prezentują również soprany i bas w sposób, który możemy odbierać jako delikatnie cieplejszy. Mimo to takie zmiękczenie skrajów, nie powoduje odejścia od naturalności. Natomiast jest niezwykle wciągające i można się całkowicie zatracić w ich słuchaniu.

Inną filozofią jest średnica trochę sztywniejsza, bez oznak zmiękczenia. Momentami może się wydawać nieco szorstka, ale jeżeli dobrze dobrano do niej brzmienie i proporcje sopranów i basu, to taki dźwięk również może nas uwiązać do naszego miejsca odsłuchowego na bardzo długie godziny.

Jeszcze innym sposobem jaki słyszałem, jest połączenie w miarę sztywnej i dosłownej średnicy, ale tylko z bardzo niewielkim dociepleniem (takim na granicy słyszalności) z silnym, lecz sprężystym i rygorystycznie kontrolowanym basem, oraz czystymi, nawet momentami „błyszczącymi” sopranami. Tutaj zawsze jest ważne, żeby urządzenie nie pozwalało na nazbyt dużą ilość górnego skraju pasma. W przeciwnym razie całe brzmienie mogłoby się stać męczące i irytujące.

Wszystkie te dość ogólnikowe opisy dotyczą przede wszystkim wzmacniaczy zaliczanych do tzw. audiofilskiej klasy budżetowej. A zatem są to urządzenia stosunkowo niedrogie, na które stać większość osób poszukujących jakiegokolwiek wzmacniacza.

Informacją dodatkową może być wiadomość, że właściwie większość brytyjskich firm stara się tą swoją autorską Filozofię Dźwięku przenieść także na urządzenia z kolejnych, coraz wyższych półek jakościowo-cenowych.

A może jest odwrotnie? Z wyższych klas próbowano już od dawna przenosić to firmowe brzmienie na tańsze sprzęty?

Faktem jest, że te drogie wzmacniacze, są drogie głównie dlatego, że zazwyczaj grają dokładniej niż swoi mniej kosztowni bracia. Tyle, że nie każdego fana naturalnego dźwięku na to stać.

Dlatego gorąco doradzam. Jeżeli macie zamiar kupić wzmacniacz, który maksymalnie zbliżyłby Was do dźwięku naturalnego i neutralnego, pomyślcie o którymś z producentów brytyjskich.

Nawet jeżeli nie lubicie muzyki akustycznej, nieważne czy chodzi o klasykę, czy jazz, to zawsze będziecie mieli pewność, że brzmienie takich wzmacniaczy również przy ostrym rocku będzie bliższe prawdy. Usłyszycie mniej więcej to, co słyszał w studio realizator nagrań, kiedy dokonywał ostatecznego masteringu.

Polecam.

 

Marek „Maro” Kulesza

 

Odpowiedz