Przejdź do treści
Wczytuję...

Something with HTML textformat

Audio Voodoo – Rola zasilania w urządzeniach audio

Dzisiaj chcę napisać o kolejnym przypadku, traktowanym często jako Audio Voodoo.

I to chyba częściej niż inne tego typu tematy, związane z różnego rodzaju akcesoriami mającymi poprawiać dźwięk sprzętów stereo, kina domowego itp.

Zasilanie

Według wielu najbardziej doświadczonych osób spośród słuchaczy, zasilanie urządzeń audio ma kolosalne znaczenie. Czy to prawda? Oczywiście, że tak. Stabilny i „czysty” prąd płynący do naszych klocków, bardzo przedłuża ich życie. Ale również im prąd jest czystszy, wolny od wszelkich zakłóceń („brudów”) występujących w sieci energetycznej, tym brzmienie zestawu staje się lepsze, ciekawsze, dokładniejsze.

Rzecz jasna, wszelkie niedowiarki, słysząc takie teorie potrafią pokładać się ze śmiechu, nie szczędząc przy tym rozmówcy całej masy żartobliwych, czy sarkastycznych uwag.

Ich sprawa.

Ja nie piszę moich artykułów dla użytkowników radiomagnetofonów, tanich mini-wieżyczek, czy fanów Bluetootha.

Piszę dla poważnych słuchaczy, melomanów, wielbicieli urządzeń audio, zarówno tych produkowanych współcześnie, jak i sprzętu Vintage. Dla tych, którzy wiedzą o większości opisywanych przez mnie zagadnień i jedynie szukają potwierdzenia swoich przemyśleń. Oraz tych, którzy chcą zgromadzić maksymalnie obszerną, ale w miarę możliwości uproszczoną, wiedzę na temat całej sztuki audio, zanim podejmą poszukiwania, eksperymenty etc.

Dlatego, po przedstawieniu problematycznych i dyskusyjnych prawd o kablach głośnikowych, końcówkach/wtykach, interconectach, nóżkach, podstawach, absorberach i standach, przyszedł czas na temat najtrudniejszy. Budzący największe kontrowersje.

Kable zasilające

Niektóre urządzenia audio są produkowane w taki sposób, że posiadają gniazdo przeznaczone do podłączenia przewodu zasilającego. Zazwyczaj są to urządzenia zaliczane do co najmniej klasy niższej-średniej. W odróżnieniu od tych najtańszych, które mają kabel zasilający wbudowany na stałe.

W komplecie z nowym urządzeniem oczywiście dostajemy taki oddzielny kabel zasilający. I będzie on spełniał swoje zadanie. Na tyle, na ile będzie to możliwe w zależności od jego grubości, wykonania, przewodności i ekranowania. Im taki kabel będzie lepszy, tym lepiej będzie przewodził. A im lepiej będzie przewodził, tym lepszą dawkę prądu otrzymają nasze ulubione klocki.

Nawet jeżeli połączymy się nim bezpośrednio do gniazdka w ścianie, powinniśmy odczuć (choćby subiektywnie ) różnicę na korzyść.

Listwy zasilające z filtrami

Listwy zasilające są akcesoriami bez których trudno by było się obejść.

Z jednego gniazdka sieciowego dostarczają nam prąd potrzebny do zasilenia kilku urządzeń.

Te najprostsze, dostępne w każdym sklepie elektrycznym, budowlanym czy mega-markecie ogólno-przemysłowym, zazwyczaj są jedynie rozgałęziaczami. Nic ponadto.

Następną klasą są listwy wyposażone w wyłącznik/włącznik sieciowy. Wygodna sprawa, jeżeli macie w zwyczaju wychodząc z domu odcinać prąd od Waszych urządzeń. Nawet jeżeli one same są wyłączone własnymi wyłącznikami. Ma to sens w przypadku ewentualnej dużej burzy.

Zdarza się czasem, że piorun który uderzył w pobliżu Waszego miejsca zamieszkania, powoduje w sieci olbrzymie przepięcia, które uszkodzą Wasz sprzęt pomimo tego, że akurat nie jest uruchomiony. Chociaż z góry uprzedzę, że na piorun to może nie wystarczyć, i pokona on nawet wyłączona listwę zasilającą.

Kolejna grupa, to listwy zaopatrzone nie tylko w wyłącznik/włącznik, ale również w filtry antyprzepięciowe chronione przez bezpieczniki. Kupno takiej listwy daje klientom poczucie bezpieczeństwa. Tyle, że jeśli przepięcie w sieci energetycznej jest naprawdę duże, to poradzi sobie również i z filtrami antyprzepięciowymi i ostatecznie dotrze do „serc” Waszych klocków.

I na koniec tematu listw. Produkowane są również takie, które mają za zadanie filtrować przede wszystkim wszelkie zanieczyszczenia prądu. Te brudy, śmieci, złośliwe impulsy którymi sieć jest przepełniona. To są zazwyczaj listwy, które można nabyć głównie w salonach audio, ponieważ to właśnie audiofile są ich grupą docelową, jako ci którzy doceniają takie rozwiązania.

Kondycjonery sieciowe

Kondycjonery sieciowe to najbardziej zaawansowane urządzenia, które mają nam pomóc w zasilaniu naszych domowych sprzętów audio. To już nie są listwy, które tylko chronią nas nieco przed przepięciami, lub szkodliwymi śmieciami występującymi w sieci energetycznej.

To poważni zawodnicy. Poważni zastosowanymi rozwiązaniami technicznymi i najczęściej dosyć poważni gabarytowo. Chcąc posiadać takie ustrojstwo, trzeba znaleźć dla niego trochę miejsca na podłodze, ewentualnie na szafce. Większość kondycjonerów ma rozmiary porównywalne do wielkości klasycznego sporego wzmacniacza. Chociaż trzeba przyznać, że bywają także zarówno

sporo większe, jak i nieco mniejsze. W każdym razie i tak zawsze są to urządzenia, których łatwo nie ukryjemy za sprzętem, pod sprzętem, czy gdziekolwiek. Siłą rzeczy zawsze będą na widoku.

Rasowym audiofilom to absolutnie nie przeszkadza, a wręcz dodaje w ich pojęciu wiele uroku i większej powagi całemu zestawowi.

Z mojego doświadczenia jasno wynika, że ta radość z wizualnego obcowania z kondycjonerami, dotyczy niemal wyłącznie audiofili będących singlami. Żony i narzeczone na ogół za takim widokiem nie przepadają, lub skutecznie starają się go tępić. Wszak taki kondycjoner niekoniecznie może pasować do wystroju wnętrza, zasłon, obicia kanap czy koloru torebki niedbale rzuconej na któryś z foteli. Szczęśliwi będą jedynie ci, którzy posiadają połowicę podzielającą ich audiofilską pasję.

A co taki Kondycjoner tak naprawdę robi? A robi wiele dobrego. Przede wszystkim jego zadaniem jest kompleksowe „uzdrawianie” prądu wychodzącego z gniazdka sieciowego.

Nie tylko dokładnie „czyści” prąd ze wszelkich niepożądanych i szkodliwych dla czułych urządzeń audio, śmieci, brudów i zakłóceń. Ma także zadanie rygorystycznego stabilizowania napięcia i natężenia prądu. Jeżeli pożądane napięcie, idealne dla naszych urządzeń, to 230V, to Kondycjoner będzie taki prąd utrzymywał na idealnie stałym poziomie. Nie dopuści do wahań napięcia, które w sieci potrafią szaleć, co chwilę skacząc pomiędzy 210V a 240, czy nawet 250V.

Takie skoki są niebywale niszczące dla każdego rodzaju elektroniki, a dla czułych klocków audio szczególnie.

Czasem Kondycjoner jest jedynie stabilizatorem napięcia i urządzeniem filtrującym. Wtedy podłączamy do niego listwę zasilającą. Jeżeli listwa posiada własne przyzwoite filtry, to tym lepiej, bo zapewni dodatkową barierę dla ewentualnych „śmieci”, które mogłyby się przedrzeć przez zapory zainstalowane w Kondycjonerze.

Bywa także, że Kondycjoner jest wyposażony (na wyjściu) w kilka gniazd sieciowych i może pełnić również rolę rozgałęziacza najwyższej klasy. Mając taki komplet „polepszaczy” prądu, byłoby grzechem nie wyposażyć się w uczciwy przewód zasilający do wzmacniacza, czyli taki o jakich pisałem w pierwszej części tego artykułu.

Po co wymyślono kondycjonery sieciowe, listwy filtrujące i wysokiej klasy przewody zasilające?

Nie każdy zwraca na to uwagę.

Ale wyobraźcie sobie następującą sytuację. Chociaż część naszych czytelników na pewno zna to z autopsji.

Jeżeli mieszkacie w dużym, lub choćby średnim bloku, albo w kamienicy, to Was przede wszystkim dotyczy to, o czym za chwile napiszę.

Wracacie do mieszkania pod wieczór. W tym samym czasie do swoich mieszkań wraca większość mieszkańców bloku. Ci którzy wrócili, zaczynają uruchamiać kolejne urządzenia zasilane prądem.

Wy robicie to samo. Komputery, telewizory, sprzęt audio, zaczynają działać niemal jednocześnie w ponad połowie mieszkań. Dla jakości prądu w Waszych gniazdkach już sam ten fakt nie jest korzystny. Ale to nie koniec historii. Po chwili do życia zostają powołane pralki, suszarki bębnowe, piekarniki elektryczne i indukcyjne lub ceramiczne płyty grzewcze. Niewiele później włączają się suszarki do włosów, elektryczne maszynki do golenia, trimery bądź strzyżarki zasilane z gniazdek.

A na dodatek winda w bloku zaczyna niemal bezustannie kursować w górę i w dół.

 

A teraz wyjaśnienie.

Każde takie urządzenie elektryczne pobiera prąd z sieci, a jednocześnie emituje (wpuszcza do sieci) całą masę wszelakich zanieczyszczeń pochodzących z układów elektrycznych poszczególnych sprzętów różnego rodzaju, działających na obszarze całego bloku/kamienicy. Jest ich tak dużo, że niezwykle mocno wpływają na poprawne działanie Waszych zestawów audio. A winda klikająca swoimi stykami w trakcie ruszania, hamowania i całego przejazdu potrafi wygenerować wręcz rekordowe, gigantyczne zakłócenia.

Wszyscy posiadający w miarę czuły słuch, szybko odnoszą wrażenie, że ich zestaw zaczyna grać jakoś dziwnie. Niby wszystko działa, muzykę słychać dosyć wyraźnie, a jednocześnie coś nam nie pasuje. Sprzęt zaczyna szwankować i ten początek usterki jest już słyszalny?

Nic z tych rzeczy. Poczekajcie cierpliwie do bardzo późnych godzin wieczornych, lub nawet do nocy. A kiedy już Wasi sąsiedzi wyłączą te wszystkie swoje pralki, płyty indukcyjne, ceramiczne, suszarki, wiertarki i wszystko co generuje te „śmieci” i zakłócenia, usiądźcie wygodnie, włącznie swój zestaw audio i posłuchajcie. Cicho, bo wieczorem wszystko lepiej słychać. Ze zdumieniem odkryjecie, że nagle Wasz sprzęt „odżył” i gra o wiele lepiej. Dlaczego? Bo w sieci macie wtedy lepszą jakość prądu.

Ale przecież nie każdy może i nie każdy chce, słuchać muzyki jedynie nocą.

Dla tych którzy chcą mieć dobrą jakość prądu, która bardzo mocno wpływa na poprawę brzmienia klocków audio, wymyślono wszystkie te dzisiaj opisywane akcesoria. Bo nie uwierzycie jak bardzo zaśmiecony prąd, potrafi niszczyć elektronikę w Waszych ukochanych i z trudem zakupionych „samograjach”

Problem takich śmieci i zakłóceń, w znacznie mniejszym stopniu dotyczy mieszkańców domów jednorodzinnych położonych z dala od miasta. Też w godzinach szczytu poboru energii będą mieli gorsze parametry dostarczanego prądu, ale nie aż tak złe jak to się dzieje w blokach.

Z kolei mieszkańcy domów jednorodzinnych, zawsze są bardziej narażeni na wielkie przepięcia powstałe po uderzeniu pioruna.

 

Dbajcie o swoje audio najlepiej jak się da, a ono odwdzięczy się Wam długoletnim, dobrym działaniem. I dźwiękiem...

 

Marek „Maro” Kulesza

Odpowiedz